 |
|

|
|

Komitet Pomocy dla Zwierząt
Bank Śląski S.A. O/Tychy
Konto dla wpłat OPP 91 1050 1399 1000 0022 0998 2426
Konto
zbiórkowe
20 1050 1399 1000
0090 7108 9651
Dla wpłat z zagranicy:
Nr IBAN: PL 91 10501399
1000002209982426
Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW
nr KRS 0000015352
skrytka pocztowa 79
43-100 Tychy
|
|
|
|
|
AKTUALNOŚCI:
ARCHIWUM -
KLIKNIJ TU!!!

15 lutego
2010
"Emerytura" Marsa
"W związku z olbrzymim zainteresowaniem, jakie wzbudziła sprawa
przetargu na „emerytowanego” wierzchowca Marsa z Komendy
Miejskiej Policji w Chorzowie, uprzejmie informujemy, ze
Komendant Wojewódzki Policji w Katowicach podjął decyzję o
odwołaniu drugiego etapu przetargu. Decyzją szefa śląskich
policjantów powołana zostanie ponownie komisja do
rozstrzygnięcia tej sprawy. Będziemy dążyli do tego, by Marsa
przekazać policjantowi, który do tej pory opiekował się nim,
aczkolwiek po przyjęciu od jeźdźca zobowiązania, że zapewni on
zwierzęciu godne warunki i właściwą opiekę weterynaryjną. Od
początku bowiem podstawową kwestią było zapewnienie Marsowi
dobrej „emerytury”. Warunkiem każdego przetargu na policyjne
zwierzęta jest, by zainteresowany nabywca zapewnił im godne
warunki bytowe i właściwą opiekę, o czym każdy jest informowany.
Zastrzegamy także zawsze możliwość przeprowadzenia późniejszej
kontroli w tym zakresie. By zapobiec tego rodzaju wydarzeniom w
przyszłości, osobisty nadzór nad decyzją o „emeryturach”
policyjnych czworonogów objął Zastępca Komendanta Wojewódzkiego
Policji w Katowicach, nadzorujący służby mundurowe."
Źródło
http://www.slaska.policja.gov.pl/wiadomosci/art6085,emerytura-marsa.html
Pragniemy wszystkich Państwa
poinformować, że wszelkie wpłaty jakie zostały dotychczas
dokonane na wykup Marsa, zostaną przeznaczone na jego leczenie.

21 grudnia 2009
Kto posiada wiernego przyjaciela ten skarb posiada...
Waszej przyjaźni doświadczamy przez kolejne lata, i ze swej strony zawsze
staraliśmy się zasłużyć na tę przyjaźń Kochani, np. poprzez w miarę aktualne
wiadomości na stronie oraz wysyłanie życzeń i kalendarzy w okresie świąt. Co
roku mimo rożnych przeciwności nam się udawało, jednak w tym roku nie...
przepraszamy.... Co roku sądzimy, że ten kończący sie był dla nas trudny, nawet
bardzo trudny, ale mamy też wielką nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy. Co
roku też wydaje się nam, że już gorzej być nie może, a jednak... tym razem pod
koniec roku dopadły nas choroby- najpierw całkowicie rozłożył się Dominik. Lata
ciężkiej pracy, poświęcenia, zapomnienia o sobie zakończyły się pobytem w
szpitalu, a teraz długą rehabilitacją... Po kilku dniach do szpitala na operację
trafiła Dorota.... To zawsze ona wraz z Grażyną przygotowywały kartki świąteczne
oraz materiały do drukowania kalendarza. W tej chwili do tego zadania została
tylko Grażynka, która ma dwoje maleńkich dzieci....To również Dorota dniami i
nocami pakowała i adresowała koperty- w tej chwili nie ma kto tego robić...
Dlatego przepraszamy Was kochani przyjaciele, ale kalendarze, które
przygotowujemy co roku, aby były dla Was wszystkich- wspierających nasze
działania i kochających Przystań- pamiątką i dowodem naszej przyjaźni, zostaną
wysłane w późniejszym terminie. Mamy nadzieję, że mimo tego, że nie otrzymacie
przed tymi świętami- pełnymi miłości i ciepła- naszych kartek z życzeniami, to
jednak będziecie przekonani o tym, że w naszych domach przy wigilijnym stole
jedno miejsce jest zawsze zajęte przez Was - bo dzięki Wam nadzieja i miłość
goszczą w Przystani.

15 lipca 2009
……Odejść wśród swoich
KOCHANI PRZYJACIELE! Z całego
serca pragniemy podziękować za pomoc finansową na leczenie dla
naszego BRANDUSIA. Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu, gdyż
pisaliśmy że koń jest bardzo chory. Dziękujemy za to, że
pomogliście kolejny raz w trudnej sytuacji choroby jednego z
mieszkańców Przystani, a my przekonaliśmy się, że w trudnych
sytuacjach nie jesteśmy sami, że mamy Was. JAK zwykle z pomocą
przyszli nam nasi kochani przyjaciele Ania i Marek RYMUSZKO oraz
wspaniali czytelnicy NIEZNANEGO ŚWIATA - za co z całego serca
Wam wszystkim dziękujemy . Bardzo wierzyliśmy, że BRANDUŚ
wyzdrowieje, zresztą wielu z Państwa którzy do nas dzwoniliście, utwierdzaliście nas w tej nadziei. Nikt z nas nie dopuszczał do
świadomości tego najgorszego, że może być inaczej ……tymczasem
los napisał zupełnie inny scenariusz, z którym ciężko się nam
wszystkim pogodzić. Dzisiaj -kiedy właściwie leczenie zostało
zakończone- możemy powiedzieć, że nie udało się, że choroba,
która zbiera śmiertelne żniwo wśród nas ludzi zabiera też
naszych zwierzęcych przyjaciół… Trudno z nią wygrać w leczeniu
ludzi i jak się okazało w leczeniu zwierząt to również
niemożliwe. W tym tygodniu BRANDUŚ zostanie przewieziony z
kliniki do Przystani. Tu jest jego dom. Przystań była jego
pierwszym domem, choć urodził się na rozlewiskach Warty, tam też
spędził swój źrebięcy czas, a w wieku ok. 1,5 roku został jako
dziki koń złapany i przeznaczony do sprzedania na rzeź….. wtedy
udało mu się i trafił do Przystani. Przeżył z nami 6 lat, znalazł sobie swoją końską miłość- Nadzieję, a kiedy odeszła
został sam, nie zaprzyjaźnił się już tak z żadnym koniem. Teraz
kiedy był chory w klinice, odwiedzając go zauważyliśmy, że kogoś
wypatruje……. on tęskni za swoim domem, dlatego też
postanowiliśmy, że na te ostatnie tygodnie, a może i dni
zabierzemy go do nas, do domu. Jest przekochanym i
przesympatycznym koniem, wiemy że to pożegnanie będzie bardzo
trudne, jest taki młody….. na samą myśl…….. W Przystani mieszka
jego mama Figa i młodszy brat, gdyż okazało się, że Figa była
źrebna gdy ją wykupywaliśmy i urodziła w Przystani źrebaka.
Najtrudniejsza w tym wszystkim jest świadomość, że przegraliśmy
z chorobą i kończy się życie pięknego, młodego konia…. A mogło
być tak pięknie…. Pragniemy podziękować klinice XLVET w Tyńcu,a
szczególnie wspaniałym weterynarzom Basi i Andrzejowi
Golachowskim, którzy sami dali z siebie wszystko, przeprowadzali
konsultacje z zagranicznymi klinikami dla koni-niestety
przypadek okazał się beznadziejny…. Pragniemy podziękować
również kowalowi Panu Markowi,który tak bardzo się starał, aby
mu pomoć .W Przystani poświęcimy mu każdą nasza wolną chwilę, będziemy z nim do końca…..


Czy tak musi być......
Skaryszew 2006 rok
Panie zechciej ukoić nasz ból, patrząc na
to wszystko bardzo cierpimy, Panie zechciej ukoić ich lęk, wiedzą gdzie
jadą................ Rozpoczynają drogę na śmierć.
Dla jednych to wspaniała impreza ludowa, dla innych to tradycja czyli Wstępy
2006, a dla nas to wielka tragedia tych pięknych i wspaniałych zwierząt, które
wyruszają stamtąd w swoją ostatnią drogę na śmierć. Byliśmy tam, przeżyliśmy to
bardzo, znowu spośród kilkuset koni udało nam się ocalić tylko dwa...... lub aż
dwa. Pozostał żal, brak łez, ogromna bezsilność i proszenie Czterokopytnego Boga
koni....., aby umieranie nie bolało. To jeszcze dla nas bardzo bolesny temat,
aby coś więcej Państwu napisać, ale myślę, że zdjęcia zamieszczone poniżej
odzwierciedlą to co pewnie czułby każdy z Państwa. To walka tych zwierząt i ich
obrona przed załadunkiem w ostatnią drogę na śmierć. Jak trudno pogodzić się z
tym, że spośród końskich skazańców patrzących błagalnym wzrokiem udało się
uratować tylko dwa...

|
|
| |


|
|
|
|
|