|
STYCZEŃ 2009 |
|
24 stycznia 2009 TOFFIK dziękuje za pomoc! Co to jest? ………toffikowe łóżeczko Z całego serca pragniemy podziękować za pomoc okazaną maleńkiemu TOFFIKOWI. Kolejny raz przekonaliśmy się, że mamy w Was wspaniałych przyjaciół, na których zawsze ratowane przez nas zwierzęta mogą liczyć. Dziękujemy za pomoc finansową, za maile i telefony z pytaniem o jego zdrowie. Bardzo się cieszymy, że to kocie maleństwo poruszyło tak wiele serc ludzkich. TOFFIK czuje się troszkę lepiej, są dni, że nawet się bawi. Przybrał też na wadze i urósł. Niestety jest ciągle osłabiony, ale dostaje lepszą karmę i preparaty wzmacniające oraz na uodpornienie (ostatnio dostał virbagen). To jedyny sposób leczenia- wzmocnienie i poprawienie odporności organizmu po to, aby mógł przeżyć jak najdłużej. Dziękujemy Wam bardzo serdecznie za to, że dzięki Waszemu sercu i życzliwej pomocy możemy mu kupić to co jest potrzebne. Jak zauważyliście Państwo na zdjęciu Toffik część swojego kociego życia spędza w małym łóżeczku dla lalek- to jest jego szpitalik. Kiedy źle się czuł to kładliśmy go tam i przykrywaliśmy kocykiem i tak się nauczył, że traktuje to miejsce jako swoje miejsce do spania– i teraz już sam kiedy chce spać to tam właśnie idzie. Jednak w chwilach kiedy było wolne stało się atrakcyjne również dla innych kotów i niestety stała się rzecz straszna- koty połamały ukochane Toffikowe łóżeczko. Może ktoś z Państwa ma gdzieś w domu, w piwnicy, albo na strychu takie zabawkowe łóżeczko dla lalek i może mu podarować?! Z całego serca z góry dziękujemy. Toffik jest wyjątkowym kotkiem, nadal ponad wszytko kocha nas ludzi….. i poleca się Państwa pamięci…
24 stycznia 2009
BARTUŚ i SARA- ZAKOCHANA PARA…..
Tak mówią Ci, którzy zobaczą tę wielką końską przyjaźń. Oboje mają ponad 25 lat. Sara ze sportową i rekreacyjną przeszłością, a Bartuś całe swoje życie przepracował przy zrywce drzewa w lesie. Można powiedzieć, że są szczęściarzami, bo właściciele nie chcieli sprzedać ich na rzeź, ale postanowili zadbać o ich spokojną emeryturę. Niestety w Przystani brakuje wolnego miejsca, dlatego oba razem zamieszkały w pensjonacie dla koni. Jedno bez drugiego nie chce wychodzić na spacer, wszędzie chodzą razem. Bartuś całe życie mieszkał sam, dlatego Sara jest dla niego teraz wszystkim. Chodzi za nią krok w krok jak kiedyś Lucky za Batutą. Jak bardzo ważne są te końskie przyjaźnie dla mieszkańców Przystani pisaliśmy Państwu już wcześniej, ale są też przykre chwile, kiedy jedno z pary odchodzi, a drugie pozostaje, lub jedno choruje, a drugie na krok nie odejdzie od boksu. I właśnie w ostatnich dniach bardzo pogorszył się stan zdrowia Sarci, serce jest coraz słabsze, nogi też. Wydawało nam się nawet, że Sarcia odchodzi..... kryzys minął, ale jej stan jest nadal poważny. Z całego serca dziękujemy Państwu za już okazaną pomoc dla tego spracowanego konika, dziękujemy również opiekunom w pensjonacie za wspaniałą i troskliwą opiekę nad naszymi staruszkami, oraz lek. wet. P. Gabrieli Rusak, która dwa dni temu ratowała jej życie. Prosimy Państwa nadal o pomoc dla tych dwóch spracowanych staruszków, musimy opłacić pensjonat i leczenie, ponadto potrzebują specjalistycznych preparatów na ochronę stawów oraz witamin. Bartuś również bardzo ciężko pracował i jego największym problemem są wyeksploatowane nogi i chore kopyta. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem „dla Sary i Bartusia” z całego serca dziękujemy. Nr konta zbiórkowego podany na stronie głównej
24 stycznia 2009
Smutny los PINIA
Z forum Dogomania :
"Niewidomy piesek, któremu nadaliśmy imię Piwko, został
znaleziony kilka dni temu śpiący na trawniku w deszczu. Słaby,
obojętny, zrezygnowany. Deszcz po nim lał... a on leżał
...Piesek okazał się ślepym staruszkiem. Nie wiedział gdzie
jest, nie rozumiał, co się stało. Nie umiał się nigdzie
schronić. Bo jak tu znaleźć schronienie, jeśli się nic nie widzi
i człowiek wyrzucił z samochodu w nieznanym miejscu?
Przemarznięty, wychudzony szkielecik chwiejący się na chudych
łapkach. Piesek rzucił się na suchą bułkę, był bardzo głodny.
Zwinął się w kłębek i zasnął. Dziadzio nie ma gdzie się podziać-
pilnie potrzebny dla niego ciepły dom i człowiek, który otoczy
go opieką na starość. Jest niedużym pieskiem. Cichym, spokojnym.
Podaruj mu najpiękniejszy prezent na święta- dom"
Nie mogliśmy wobec tego dramatycznego apelu pozostać
obojętni.... postanowiliśmy dać Piniowi (takie imię otrzymał u
nas) nowy dom w Przystani. Zabraliśmy go do nas przed Wigilią,
aby mógł tutaj spokojnie spędzić starość i dożyć swoich dni....
weterynarze potwierdzili, że Pinio ma kilkanaście lat i jest
całkowicie niewidomy. Jest też bardzo wygłodzony, zaniedbany,
ale okazał się spokojnym i wspaniałym psem.... z jedną wadą-
sika w domu, na dwór wychodzi tylko pospacerować! Bardzo się
cieszy kiedy wracamy do domu, wita nas machając radośnie swoim
ogonkiem i liżąc nam ręce. Bardzo dziękujemy dziewczynom z forum
Dogomania za serce jakie okazały Piniowi, kiedy zabrały go w ten
zimowy wieczór z ulicy i zadbały o niego. Dziękujemy również
Klaudii, która z kliniki przywiozła Pinia do nas. Psie staruszki
są wyjątkowe i zasługują na dobrą opiekę na starość, dobre
jedzenie i serce. Prosimy więc- może komuś z Państwa Piniu
szczególnie zapadnie w serce.... i pomoże nam w utrzymaniu tego
staruszka. Nie wiemy jakie miał życie wcześniej, ale chociaż
teraz na starość, pragniemy aby miał wszystko. Za wszelkie
wpłaty z dopiskiem- "dla Pinia" z całego serca dziękujemy. Nr
konta zbiórkowego podajemy na stronie głównej.
24 stycznia 2009 WIGILIJNA WOLNOŚĆ Kochani! Przed świętami otrzymaliśmy na konto wiele wpłat z dopiskiem- "na święta dla zwierzaków w Przystani". Dlatego w wigilijne przedpołudnie udaliśmy się na świąteczne zakupy dla naszych mieszkańców. Pojechaliśmy również z nastawieniem, że jakiemuś karpiowi- podobnie jak w latach ubiegłych- podarujemy życie. To co zobaczyliśmy na dziale rybnym, poruszyło nas do głębi.... w brudnej wannie bez wody, we własnej krwi leżały umęczone karpie. Próbowaliśmy interweniować u kierownika działu, ale usłyszeliśmy, że możemy sobie dzwonić gdzie chcemy i pisać gdzie chcemy- jest Wigilia koniec pracy za chwile i..... Niektóre karpie były wyjątkowo malutkie, ważyły ok 700 dag..... dlatego postanowiliśmy kupić te wszystkie umęczone ryby i wypuścić je na wolność w ten wigilijny wieczór, podobno pełen ludzkiej dobroci i miłości, wieczór pojednania Nieba z Ziemią..... Podczas zakupu prosiliśmy, aby nalano nam wody do przyniesionych przez nas pojemników, ale i to okazało się prawie niemożliwe. Po opuszczeniu sklepu przeliczyliśmy je- były 34 sztuki, a zapłaciliśmy za nie niewiele ponad 100 zł- więc wyobraźcie sobie Państwo jakie były malutkie. W drodze nad jezioro 6 karpi padło- były tak strasznie umęczone, poranione, niektóre miały oberwane płetwy..... widok był tragiczny. Karpie są traktowane w sklepach w barbarzyński sposób. W ub. roku złożyliśmy doniesienia o przestępstwie dotyczące sposobu traktowania karpi w niektórych hipermarketach, ale wszystkie postępowania umorzono, nie znajdując przejawów znęcania się. Dlatego cieszymy się, że chociaż w ten sposób mogliśmy im pomóc- dzięki Waszej życzliwości podarowaliśmy życie niektórym....
24 stycznia 2009
Zniknąłeś nam z oczu, lecz z
serca nigdy….
Bartosz- piękny, dumny i niezwykle niezależny kocur, zawsze chodzący własnymi drogami odszedł od nas na zawsze 20 stycznia. Razem z Wojtusiem byli pierwszymi kotami w naszej Przystani. Kiedy do nas trafił był dzikim kocurem i miał ok. 7 lat, a z nami przeżył 10. Każda osoba nas odwiedzająca spoglądała na niego z zachwytem- był bardzo duży i ważył ponad 8 kg. Był naszą dumą! Nie przepadał za ludźmi, nie pozwalał się dotykać, głaskać, każdy zabieg pielęgnacyjny był tragedią- aby mu obciąć pazury albo wyczyścić uszy musieliśmy owijać go kołdrą- koc czy rękawice przegryzał, a kły miał ogromne. Zdecydowanie wolał kocie towarzystwo i kochał swój dom- Przystań. Wychodził na spacery, ale zawsze wracał, trzymał się domu, kochał to miejsce. Jeśli chodzi o kontakt z ludźmi wszytko się zmieniło, kiedy wrócił do domu z połamaną łapką.... nagle całkowicie się zmienił- bardzo nam ludziom zaufał, a my robiliśmy wszystko, aby go uratować, choć złamanie okazało się skomplikowane i groziła mu amputacja łapki. Pozwolił się zapakować do kontenerka , nawet nie pogryzł weterynarza. Przeżył operację- miał łapkę składaną za pomocą drutów, potem przez prawie 2 miesiące z gipsem na łapie mieszkał w dużej klatce, gdyż nie wolno mu było dużo chodzić i wskakiwać lub zeskakiwać z wysokości- ale odzyskał częściową sprawność, chociaż od tej pory już zawsze utykał i nie mógł dostatecznie dobrze usiąść…. przyjmował pozycję skoczka narciarskiego.... Podczas tych miesięcy pielęgnacji nie było z nim większych problemów, już nie był taki hardy, niezależny, pozwolił sobie wszystko zrobić, jakby rozumiał, że to wszystko dla jego dobra.... Spokorniał, już można go było pogłaskać, przytulić, czasem wziąć na ręce... W ostatnim czasie zaczął niedomagać- nie wychodził już na dwór, schudł, leżał i przyglądał się nam ludziom. Ostateczna diagnoza brzmiała- nowotwór wątroby..... do końca byliśmy z nim. Z całego serca dziękujemy wspaniałym opiekunom wirtualnym Państwu B.T. Plajstek z Wałbrzycha za wszelką pomoc finansową oraz za serce okazane Bartoszkowi, a także za piękne maile i telefony oraz wsparcie nas i sfinansowanie jego operacji
|