POŻEGNANIE KASZTANKA

.

To już koniec walki o życie Kasztanka. Skrzywdzone przez człowieka końskie dziecko, które nie zdążyło nacieszyć się łąką i słońcem, odeszło na niebiańskie pastwiska.

A tak bardzo chciało żyć...

O straszliwym losie tego źrebaka dowiedziałam się ze strony internetowej Komitetu Pomocy dla Zwierząt. Konik leżał w ciasnej klitce, w wilgoci i brudzie bez żadnej pomocy, a właściciel targował się zawzięcie i nie poczuwał się do żadnej odpowiedzialności. Targi trwały, a bezcenny czas uciekał. Mało tego, rolnik nie chciał udzielić żadnej informacji, która mogła naprowadzić na przyczynę nieszczęścia i ułatwić leczenie. Tak naprawdę nie dowiemy się, jak długo trwała gehenna Kasztanka. Prawdopodobnie, gdyby nie wspaniała postawa miejscowej Policji, o jego losie nie dowiedzielibyśmy się nigdy. Tak jak nigdy nie dowiemy się ile jest jeszcze podobnych przypadków.

Panuje bowiem w tej mierze jakaś dziwna zmowa. Okrucieństwo wobec zwierząt spotyka się z niezrozumiałą tolerancją. Nie rozumiem, po co komu to niepotrzebne cierpienie ? Po co komu obciążone sumienie? Przecież kiedyś odpowiemy za każde wyrządzone zło, niezależnie jakiej żyjącej istocie je wyrządziliśmy. Ktoś może powie, że to bieda zmusiła tego właściciela do takiego postępowania. To nie jest usprawiedliwienie.

Kolejna niepotrzebna tragedia, kolejna niepotrzebna śmierć. Człowiek, który tu zawinił, nie zrobił nic, aby ulżyć doli zwierzęcia. Zwyczajnie nie chciał mu pomóc. Nic dla niego nie znaczyło cierpienie. Patrzył spokojnie na leżącego źrebaka. Był jego właścicielem, a więc panem jego życia i śmierci. Dla niego to był przedmiot, który miał do spełnienia jedno zadanie; szybko przybrać na wadze i dobrze się sprzedać. Po to przecież go kupił na końskim targu. Przez wiele miesięcy trzymał konika w ciemnej i ciasnej komórce, nie zapewniając mu podstawowych warunków do prawidłowego rozwoju. W takich warunkach, stało się to co musiało się stać. Zresztą tak naprawdę nie dowiemy się nigdy, co jeszcze strasznego spotkało Kasztanka, że nie mógł się podnieść o własnych siłach. On tego nie mógł nam przekazać.

Przedwcześnie odłączony od matki źrebak przeżył koszmar końskiego targu. Potem wegetację bez światła i możliwości ruchu. Potem walczył ponad trzy tygodnie o życie. To o wiele za dużo jak na jedno krótkie życie końskiego dziecka.

Odwiedziłam Kasztanka w klinice i nigdy go nie zapomnę. Głaskałam go po głowie. A on gryzł podawane sianko i podejmował kolejne próby wstania na nogi. Tak bardzo cierpiał, cały w odleżynach, które cierpliwie leczono. Był pod dobrą opieką, ale pewne rzeczy są nieuniknione.

 Aleksandra Krzeszewska