Komitet Pomocy dla Zwierząt
 

Bank Śląski S.A. O/Tychy
Konto dla wpłat OPP 91 1050 1399 1000 0022 0998 2426

 Konto zbiórkowe 20 1050 1399 1000 0090 7108 9651

Dla wpłat z zagranicy:

 Nr IBAN: PL 91 10501399 1000002209982426

Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW

nr KRS 0000015352
skrytka pocztowa 79
43-100 Tychy

 

 

  Gabinet Szansa

 

WYDAWNICTWA WSPIERAJĄCE ZWIERZĘTA
 

 














































www.wydawnictwo-debit.pl











































































Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO.

Jeśli chcesz pomóc nam ratować konie możesz przekazać 1% swojego podatku.

(ŚCIĄGNIJ NASZ STATUT)

 

SZCZEGÓŁY

 

 

JEŚLI CHCESZ NAM
POMÓC - KLIKNIJ!

 

POBIERZ ULOTKĘ

 

 

KAMPANIE

 

2006

 

 

 

 

2007

 

 

 

2008

 

 

 

 

Twoje IP:

 

Przytulisko Przystań Ocalenie nie użycza, nie wymienia i nie oddaje koni. Konie zostają u nas do końca swoich dni.


Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO


Komitet Pomocy dla Zwierząt

nr KRS 0000015352

Jak przekazać 1% podatku
 

 

 

5 lutego 2010

OCALIĆ ODRUSI SKRAWEK ZIEMII

 

 

Kochani wielu z Was odwiedzając Przystań mogło zobaczyć tzw. pastwisko z naszymi końskimi dziadkami, to miejsce zawsze poruszało do łez. To tam właśnie, część swojego życia spędzał Węgielek. To tam właśnie ze swojego boksu szła Odrusia i Kostuś. To tam właśnie swoją końską miłość przeżył Kolumb. Właśnie na to pastwisko poszedł Oscarek na kilka minut przed śmiercią, aby pożegnać się z matką ziemią. Tam przeżyli swoją miłość Gryfka z Elianem. To właśnie na tym pastwisku odpoczywał często Nimb. Można tak pisać i wspominać, tych których już z nami nie ma, ale żyją w sercu i w pamięci... Dlatego też ten kawałek ziemii jest nam tak bardzo bliski. Wciąż stojąc tam, czujemy ich obecność, chociaż tak naprawdę ich już nie ma. Wydzierżawiliśmy to pastwisko kilka lat temu, właśnie dla nich, aby mogły w spokoju dożyć końca swoich dni. Dzisiaj ten kawałek ziemii został wystawiony na sprzedaż, a nam pozostaje nadzieja, że uda nam sie go wykupić. Wiemy, że to ogromne wyzwanie, jednak z Państwem, rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Pozostało jeszcze kilku końskich dziadków, dla których to miejsce jest ich życiem, a niebo nad nim, ich skrawkiem nieba. Często w życiu wiele z nich nie miało nic swojego, dlatego z całego serca ośmielamy sie prosić Państwa o pomoc, w zakupie tego kawałka ziemii. Dostaliśmy od właścicieli 2 tygodnie czasu na zgromadzenie odpowiednich środków finansowych. Rozpoczyna się walka z czasem, a my żyjemy nadzieją, że będziemy mogli wyprowadzić je już wkrótce na ich pastwisko, że nikt im tego małego końskiego raju już nigdy nie odbierze. Za wszelkie wpłaty na "ocalenie skrawka nieba" z serca dziękujemy.

 

 

13 stycznia 2010

 

 

Pobierz darmowy program do wypełniania rocznej deklaracji PIT

 

23 stycznia 2010

Pożegnanie z FILIPKIEM

 

 

 

FILIPKU !!! Przeżyłeś ponad  30 lat, z nami byłeś od kilku, a jednak nigdy Przystań  nie była twoim prawdziwym domem. Tęskniłeś za swoimi - za swoim poprzednim domem, Panem, za swoimi łąkami i kawałkiem nieba..... Dzisiaj wyruszyłeś w swą ostatnią drogę, na spotkanie  ze swoim Panem. Może tam będziesz szczęśliwy..

 

Filipek - księga gości

 

17 stycznia 2010

 

Czy JANTAR odpocznie na zasłużonej emeryturze, czy podzieli los wielu koni i pójdzie na śmierć???

 

JANTAR ma zaledwie 10 lat, nie miał łatwego życia. Początkowo jako młody koń pracował przy zrywce drzewa w lesie, ale okazał się za słaby i trafił do pracy na trasie do Morskiego Oka. Jak Państwu pisaliśmy już wcześniej praca na Morskim Oku, nie należy do łatwych, a często jest ponad ich siły. JANTAR przepracował tam kilka sezonów. Niestety tak jak wcześniej uratowany KIER, ma problemy ze zdrowiem, a szczególnie z nogami. Wymaga leczenia klinicznego, dlatego też właściciel podjął decyzje o sprzedaży konia, ale kto kupi konia który nie ma siły już pracować? Wiadomo, czeka go jedna droga, a jego miejsce w zaprzęgu musi zastąpić inny, zdrowy ii gotowy do pracy koń. Mamy ogromny sentyment do koni pracujących na Morskim Oku, za ciężką pracę i poświęcenie dla nas ludzi kończą wiadomo gdzie?. Widzieliśmy również JANTARA przy pracy, dlatego też bardzo ciężko pogodzić się z tym, że koń, który tak wiele dobrego zrobił dla ludzi, ma pójść na śmierć, ponieważ z powodu pracy stracił zdrowie. Poprosiliśmy właściciela o kilka dni, abyśmy mogli zorganizować środki finansowe na jego ocalenie. Z całego serca prosimy Państwa o pomoc dla tego konia, jeśli uda się go uratować trafi na leczenie do kliniki dla koni, a za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „na ocalenie JANTARA” z całego serca DZIĘKUJEMY


 

07 stycznia 2010

 

CIĘŻKIE ŻYCIE KIERA

 

 

Kier- ok. 9-letni wałach, którego szukaliśmy najdłużej, aby ocalić mu życie. Dlaczego? W sierpniu dzięki Państwa wsparciu sfinansowaliśmy badania wysiłkowe u grupy koni pracujących w upalne dni na trasie do Morskiego Oka-na własne oczy widzieliśmy ich ogromny wysiłek w służbie dla człowieka. Okazało się, że kilka z koni ma bardzo złe wyniki, ale jeden szczególnie zwrócił uwagę weterynarza- jak z takimi wynikami jest w stanie pracować? Jeden ze wskaźników świadczył o zużyciu mięsni –wynik 1805, gdy norma wynosi 260( do tego jeszcze bardzo złe wyniki wątroby)! Koń nie był w stanie więcej wykonywać tej ciężkiej pracy- każde wejście na górę mogło zakończyć się śmiercią. Dlatego postanowiliśmy konia odszukać i zaproponować odkupienie, aby móc go leczyć. Przy pomocy fiakrów odnaleźliśmy go, odkupiliśmy i jest już mieszkańcem Przystani. To był już 6 sezon jego pracy nad Morskim Okiem, a więc nie miał łatwego życia. Jest już wolny i szczęśliwy-jednak wymaga długotrwałego leczenia, dlatego poleca się Państwa pamięci!Za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla KIERA na konto zbiórkowe z całego serca dziękujemy.

 

07 stycznia 2010

 

MISZKA I WANIA PROSZĄ O POMOC

 

 

Miszka i Wania (zdjęcie z dnia ocalenia) to wałachy 4,5 i 17 – letni. Poznaliśmy je kontrolując warunki pracy koni na trasie do Morskiego Oka. Po śmierci konia Jordka – o tym fakcie było głośno w telewizji oraz prasie- byliśmy tam wiele razy. Okazało się, że oba konie nie będą mogły pracować w kolejnym sezonie – ich los był przesądzony. Jednak dzięki 1% przekazanemu przez Państwa naszemu stowarzyszeniu mogliśmy ocalić oba. Po przywiezieniu do Przystani cały czas były razem -spały oparte o siebie, na padoku opierały się głowami , nawet pić chodziły razem- pracowały w jednym zaprzęgu, dzieliły dole i niedole. Niestety bardzo bały się ludzi-na trasie do Morskiego Oka praca koni jest bardzo ciężka - potrzebowały spokoju i delikatności. Ponieważ w Przystani brakuje miejsca Miszka i Wania trafiły do pięknego pensjonatu, gdzie zostały otoczone wspaniałą opieką, odpoczywają chodząc od rana do wieczora po padoku. Prosimy Państwa o pomoc w ich utrzymaniu. A może ktoś kto jechał kiedyś fasiągiem poznaje te konie??? Z CAŁEGO SERCA PROSIMY O POMOC DLA NICH,a za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla MISZKI I WANI na konto zbiórkowe Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJEMY.

23 grudnia 2009

Z ostatniej chwili ...ODSZEDŁ INGO

 

Niestety los nadal nie jest łaskawy ,nadal z nim przegrywamy, w nocy z soboty na niedzielę w klinice dla koni w GLIWICACH W CZASIE AKCJI RATOWANIA ŻYCIA odszedł od nas na zawsze spracowany i zniszczony konik INGO. Pragniemy podziękować całemu zespołowi z kliniki dla koni za determinację w walce o jego życie. Ingo był wspaniałym spokojnym i mądrym koniem, bardzo będzie cię brakować INGO, nie miałeś łatwego życia, bądź tam kochany szczęśliwy, odpoczywaj....

 

 

Księga gości

21 grudnia 2009

Kto posiada wiernego przyjaciela ten skarb posiada...

 

Waszej przyjaźni doświadczamy przez kolejne lata, i ze swej strony zawsze staraliśmy się zasłużyć na tę przyjaźń Kochani, np. poprzez w miarę aktualne wiadomości na stronie oraz wysyłanie życzeń i kalendarzy w okresie świąt. Co roku mimo rożnych przeciwności nam się udawało, jednak w tym roku nie... przepraszamy.... Co roku sądzimy, że ten kończący sie był dla nas trudny, nawet bardzo trudny, ale mamy też wielką nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy. Co roku też wydaje się nam, że już gorzej być nie może, a jednak... tym razem pod koniec roku dopadły nas choroby- najpierw całkowicie rozłożył się Dominik. Lata ciężkiej pracy, poświęcenia, zapomnienia o sobie zakończyły się pobytem w szpitalu, a teraz długą rehabilitacją... Po kilku dniach do szpitala na operację trafiła Dorota.... To zawsze ona wraz z Grażyną przygotowywały kartki świąteczne oraz materiały do drukowania kalendarza. W tej chwili do tego zadania została tylko Grażynka, która ma dwoje maleńkich dzieci....To również Dorota dniami i nocami pakowała i adresowała koperty- w tej chwili nie ma kto tego robić... Dlatego przepraszamy Was kochani przyjaciele, ale kalendarze, które przygotowujemy co roku, aby były dla Was wszystkich- wspierających nasze działania i kochających Przystań- pamiątką i dowodem naszej przyjaźni, zostaną wysłane w późniejszym terminie. Mamy nadzieję, że mimo tego, że nie otrzymacie przed tymi świętami- pełnymi miłości i ciepła- naszych kartek z życzeniami, to jednak będziecie przekonani o tym, że w naszych domach przy wigilijnym stole jedno miejsce jest zawsze zajęte przez Was - bo dzięki Wam nadzieja i miłość goszczą w Przystani.

 

20 grudnia 2009

 

Podziel się świętami ze szczeniętami

 

Kochani NASI z całego serca prosimy WAS o pomoc w poszukiwaniu domów dla tych dwóch uroczych szczeniąt. Szczeniaki mają w tej chwili 8 tygodni, są już odrobaczone i pierwszy raz zaszczepione, oba maluszki to samce. Będą dużymi psami ponieważ ich matka jest owczarkiem niemieckim. Może ktoś na święta, zechce podarować któremuś z nich dom, będzie to dla nich najpiękniejszy prezent. Wszelkich dodatkowych informacji udzielamy pod nr tel. 501 241 784. Polecamy te urocze psiaki PAŃSTWA PAMIĘCI.

 

 

 

29 lipca 2009

Idą konie po betonie… prosto do nieba.

„Na podstawie bardzo dokładnych notatek służbowych i informacji uzyskanych od służb biorących udział w ustalaniu przyczyn wypadku i jego przebiegu uzyskaliśmy pełny obraz tego bulwersującego wydarzenia. O godz. 14.45 koń imieniem „Jordek”, będący własnością fiakra z Brzegów nie wytrzymał trudów podjazdu w końcowym odcinku drogi. Tego dnia pracując od rana przeszedł tę trasę kilkakrotnie – był skrajnie wyczerpany zanim ruszył w swoja ostatnia drogę, dawał oznaki śmiertelnego zmęczenia, słaniał się na nogach, zatrzymywał się nie mając siły iść dalej. Zachęcany poganianiem fiakra, krzykiem i batem musiał przecież dojść do końcowego przystanku – bo zapłacone. Nie doszedł, padł, a działo się to na oczach rzeszy turystów. Reakcja pasażerów tego nieszczęsnego zaprzęgu była w moim odczuciu niepojęta. Nikt z pasażerów widzących przecież tragedie konia nie opuścił pojazdu. Prawdopodobnie udałoby się konia uratować, gdyby został w odpowiednim momencie odciążony i miał możliwość natychmiastowego odpoczynku jak tylko zaczął przejawiać objawy wyczerpania. Świadkami tego wydarzenia było kilkudziesięciu turystów znajdujących się na drodze. Wielu z nich pomstowało na fiakra wyrażając swoje oburzenie z powodu obciążenia wozu, bowiem znajdowało się na nim nie 15 osób, jak przewiduje norma, lecz znacznie więcej (plus fiakier). Żaden jednak z tych rzekomych obrońców konia nie chciał zdeklarować żeby wystąpić w charakterze świadka, co przekreśliło możliwość udowodnienia przekroczenia obowiązujących norm obciążenia. Fiakier i jego zaprzęg z nowym koniem kursuje nadal. Po raz kolejny wygrała znieczulica społeczna. Na przestrzeni ponad 20 lat, odkąd w latach osiemdziesiątych zamknięto górny odcinek drogi do Morskiego Oka, sprawa przeciążania koni nadmierna pracą wracała jak bumerang po każdorazowym przypadku padnięcia konia. Opisany powyżej akt ludzkiego okrucieństwa nie był odosobniony. Takich przypadków wcześniej było już co najmniej kilka, a wszystkie z tego samego powodu. Udało się nam „społecznym ochroniarzom” w latach 90-tych spowodować wieloletnimi działaniami i uporem oraz presją społeczną zmniejszenia ilości pasażerów z liczby 21 do 15. Uznaliśmy to wówczas za zwycięstwo, ale było to z dzisiejszego punktu widzenia zwycięstwo „pyrrusowe”, czyli pozorne. Jestem świadkiem i obserwatorem tragicznego losu koni z drogi do Morskiego Oka od samego początku z racji wykonywania mojego zawodu przewodnika tatrzańskiego. Prowadząc często wycieczki do Morskiego Oka towarzyszył mi widok koni toczących pianę, oblanych potem, poganianych krzykiem i batem, i zawsze była to codzienność do której przyzwyczaić się nie można. Rozpatrując tę sprawę z dzisiejszego punktu widzenia sytuacja koni niewiele się zmieniła pomimo, iż obecnie obowiązuje norma 15 osób plus fiakier. Jest to co najmniej o połowę za dużo. Pracujące w tym transporcie konie są absolutnie nie przystosowana do tego typu ciężkiej pracy. Są to konie lekkie nadające się do jazdy wierzchem lub do lekkiej pracy polowej. Trzeba przyznać że są na ogół dobrze utrzymane i zadbane ale to naturalne bowiem muszą robić dobre wrażenie na potencjalnych klientach i spełniać wymagania weterynaryjne. Do tego typu ciężkiej pracy powinny być stosowane konie o specyficznie ciężkiej budowie dysponujące ogromną siłą. Nowo wprowadzony wóz zwany fasiągiem nie ma nic wspólnego z dawnym tradycyjnym stosowanym przed ponad stu laty. Był to lekki wóz konstrukcji drewnianej, ważący ok. 200 kg. Takie fasiągi można zobaczyć na archiwalnych zdjęciach. Obecny pseudo fasiąg z Morskiego Oka to pojazd ciężki na konstrukcji stalowej ważący ponad 700 kg, zabierając 16 osób osiąga wagę 2 ton. Uważamy, że należy powołać komisję złożoną z kilku niezależnych ekspertów, która by ustaliła normy dopuszczalnego ciężaru dla koni na podstawie obowiązujących przepisów. Nawet bez udziału ekspertów można ocenić sytuację na zasadzie porównań. Dorożka konna na terenie Zakopanego ciągnięta przez jednego konia, zabierająca czterech pasażerów plus fiakier, trasy są nieporównywalnie krótsze – miejskie. Natomiast w Morskim Oku dwa lekkie konie, ciężar ponad dwie tony (fasiąg i 16 pasażerów), trasa 9 kilometrów, różnica wzniesień 400 metrów – trasa górska. Myślę, że porównanie dorożki zakopiańskiej i fasiągu z Morskiego Oka nie wymaga komentarza, fakty mówią same za siebie. Trzeba dodać, że trasę tę pokonują konie bez odpoczynku. Taki odpoczynek powinien być bezwarunkowo stosowany przy Wodogrzmotach Mickiewicza, gdzie jest duży odpowiedni parking i atrakcje dla pasażerów w postaci wodospadu. Morsie Oko nie jest jedynym miejscem w Tatrach, gdzie konie używane są do transportu turystów. Dorożki konne zabierające czterech pasażerów kursują również w Dol. Kościeliskiej i Chochołowskiej, ale tam nigdy nie zdarzył się przypadek padnięcia konia z przemęczenia. Komisja złożona z lekarza weterynarii, przedstawicieli KTOnZ oraz KPDZ w Tychach, która w dniu 24.07. br. przeprowadzała kontrolę w przedmiotowej sprawie, stwierdziła jednoznacznie, że organizator transportu na drodze do Morskiego Oka nie respektuje podstawowych zasad rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w sprawie wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia miejsc gromadzenia zwierząt. Brak hydrantu z bieżącą wodą, rampy do załadunku i rozładunku zwierząt, urządzeń do karmienia i pojenia, na miejscu stałego nadzoru weterynaryjnego i izolatki dla zwierząt. W związku z powyższym, do Dyrekcji TPN raz Powiatowego Lekarza Weterynarii skierowane zostały pisma, w których KTOnZ i KPDZ domagają się podjęcia natychmiastowych działań, skutkujących dostosowaniem miejsca postoju koni do wymogów prawa. Sezon turystyczny dopiero na półmetku. Sytuacja taka jak wyżej opisana może się powtórzyć, gdyż nawet nie przekraczając normy 15 osób konie są nadmiernie przeciążone, co można zauważyć gołym okiem obserwując zaprzęgi dojeżdżające do Włosienicy, gdzie konie są w stanie skrajnego wyczerpania. Taki sposób organizowania transportu zamożnym i leniwym turystom( bowiem cena podjazdu od jednej osoby to 40 zł w jedną stronę), można określić mianem nie usługi turystycznej, a okrutnym procederem. Dzieje się to wszystko na terenie Parku Narodowego, na oczach setek tysięcy turystów, w tym zagranicznych i wycieczek szkolnych, zaiste wspaniała to lekcja wychowawcza. Idea ochrony przyrody, która winna przyświecać wszystkim działaniom na terenie Parku Narodowego jest tu każdego dnia gwałcona. Przytoczę tu wypowiedź mojego kolegi, Jasia Gąsienicy Roja seniora – ratownika TOPR i przewodnika wysokogórskiego: „Człowiek stworzył w XXI wieku Auschwitz koniom w najpiękniejszym zakątku Tatr i samym sercu Parku Narodowego”. Jak niewiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak aby interes wąskiej grupy czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę nad nadrzędnym celem jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i tylko od nas ludzi zależy ich los.” Irena Rubinowska – inspektor KTOnZ, przewodnik tatrzański,

Zobacz materiał:


www.tvn24.pl/2250776,12690,0,1,1,smierc-konia-pod-morskim-okiem,wideo.html

9 lipca 2009

100 LAT BORUTKO kochana!!!

Jej historię zna wielu, gdyż w ubiegłym roku słyszała o niej cała Polska. Wielu z nas wstawiło się za nią, kiedy to po brawurowej ucieczce z rzeźni wróciła tam i czekała na ubój! Poruszyła serca nie tylko Polaków, gdyż telefony o łaskę dla niej odbierano również spoza granic naszego kraju… Dzisiaj obchodzi swoje 3 urodziny!!! Borutka ma swój profil na portalu NASZA KLASA, gdzie od rana dostaje życzenia urodzinowe! My również Borutko życzymy ci samych szczęśliwych chwil - obyś na zawsze zapomniała, o tym co przeszłaś i pamiętała tylko te szczęśliwe chwile!!! Dzisiaj- z okazji jej urodzin- pragniemy Państwu przypomnieć jej wzruszającą historię, którą kilka miesięcy temu przypominała telewizja TVN w programie Uwaga...

 

 

Materiał wyemitowany w programie TVN Uwaga

 

Borutka - urodzinowa Księga gości

 

14 maja 2009

BODZENTYN….

Wspólna INTERWENCJA Komitetu Pomocy dla Zwierząt, Biura Lobbingu Prozwierzęcego, Fundacji Viva na targu z bydłem w Bodzentynie 4 kwietnia 2009r. Jeśli nie zgadzacie się Państwo z takim bestialskim traktowaniem przywożonych na targ w Bodzentynie zwierząt, prosimy piszcie protesty i wysyłajcie na nasz adres mailowy. Złożymy je na ręce Burmistrza Bodzentyna domagając się humanitarnego traktowania zwierząt na tym targu. Dramat zwierząt na TARGU W BODZENTYNIE TRWA OD WIELU LAT. Tylko działając razem, wspólnie możemy przeciwstawić się temu okrucieństwu.

 

Materiał video pokazany w TVN24

 

15 kwietnia 2009

BODZENTYN  5 rano...

Sobota 04.04.2009 razem z Fundacją VIVA oraz  Biurem Lobbingu Prozwierzęcego kontrolujemy targowisko z bydłem w BODZENTYNIE. Kolejny raz stwierdzamy, że dramat zwierząt  trwa, nic się niestety nie zmieniło i  zwierzęta nadal są traktowane brutalnie. Chodząc po targu zauważamy wiele sytuacji dramatycznych z udziałem zwierząt. Wiele wyniszczonych, wyrodzonych do granic możliwości krów leży, inne ledwo stoją na nogach, ale to nie przeszkadza ich właścicielom. Zwierzęta są brutalnie wciągane na samochody, kopane, rażone elektrycznymi poganiaczami, szczególnym barbarzyństwem jest rażenie ich po wymionach……, a takie przypadki widzieliśmy tam nagminnie. Innym barbarzyństwem jest przywożenie na targ  krów z ogromnymi wymionami pełnymi mleka, te krowy są ociężałe, mają problem z poruszaniem się, krzyczą..... Maleńkie cielęta zaledwie kilkunastodniowe  są ciągane za uszy i ogony, brutalnie okładane  kopniakami.  Na targowisku jest obecny oczywiście  jeden weterynarz, dobrze nam znany, który początkowo odmawia współpracy z nami.  Dostrzegamy jeszcze wiele innych nieprawidłowości np. po przeciwnej stronie targu powstaje kolejne ale dzikie targowisko, na którym odbywa się również sprzedaż bydła, dlatego wzywamy Policję i domagamy się sporządzenia notatki. Zgodnie z § 1 i § 2 Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju  Wsi z dnia 4 stycznia 2008 w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia działalności  w zakresie organizowania targów, wystaw, pokazów i konkursów zwierząt, aby mógł się odbywać tam handel to miejsce musi być ogrodzone i utwardzone, musi tam być lekarz weterynarii. Na targu jest wiele sztuk bydła, które nie mają w ogóle kolczyków, a jest to wymóg zgodnie z art. 19 pkt. 1 Ustawy z dnia 2 kwietnia 2004 o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt, który wyraźnie określa: „Posiadacz bydła jest obowiązany do jego oznakowania i zgłoszenia tego kierownikowi biura przed dniem opuszczenia przez zwierzę gospodarskie siedziby stada…”  Niestety musimy przyznać, że Policja nie chciała podjąć  współpracy, mimo naszych próśb nie chciała podjąć interwencji, w końcu po ponad godzinie oczekiwania patrol przyjechał na targ.    Ponadto wiele krów ma rany na nogach, poranione głowy- do takich przypadków wzywamy weterynarza, aby udzielił im niezbędnej pomocy. Przed targowiskiem swoje działania kontrolne prowadzi Inspekcja Transportu Drogowego, która również stwierdziła wiele nieprawidłowości przy przewozie zwierząt. Niektóre samochody  nie spełniają żadnych norm. W wielu samochodach jest nadmierne przepełnienie, a największym barbarzyństwem jest wciąganie krów niepełnosprawnych ruchowo pomiędzy sztuki zdrowe, takie transporty też wyjeżdżały z targu-jedną z takich sytuacji można zobaczyć na załączonych poniżej zdjęciach. W tym samochodzie między zdrowymi upchnięto 3 krowy leżące, które nie miały możliwości same stać. Jedna z krów non stop leżała na targu, nie umiała iść  o własnych siłach. Aby uniknąć jej brutalnego załadunku wzywamy na targ Powiatowego Lekarza Weterynarii z Kielc. Prosimy o eutanazję tej sztuki-zwierzę było umęczone do granic możliwości, każdy dodatkowy kilometr to cierpienie. Niestety Powiatowy Lekarz Weterynarii nie wyraża zgody na eutanazję i krowa ta zostaje wciągnięta na samochód i załadowana na rzeź,  co było niezgodne z prawem, a całą sytuację widać na załączonych poniżej zdjęciach. Rozporządzenie Rady (WE) nr 1/2005 rozdz. I z dnia 22 grudnia 2004 w sprawie ochrony zwierząt podczas transportu i związanych z tym działań  zmieniające dyrektywy 64/432/EWG, 93/119/WE oraz rozporządzenie (WE) nr1255/97,  jasno mówi w pkt.2:„ Zwierzęta zranione lub wykazujące słabość fizjologiczną lub patologie, nie są uważane za zdolne do transportu, w szczególności, jeśli: a-  nie są zdolne do samodzielnego poruszania się bez bólu lub poruszania się bez pomocy.”  Do dnia dzisiejszego słyszymy  przeraźliwy krzyk-płacz krów, zwłaszcza tych leżących, nie mogących ustać, wciąganych na siłę, ranionych o kamienie lub wystające drewniane czy metalowe części trapu....Wiemy, że nie zmienimy świata, ale domagamy się traktowania tych zwierząt zgodnie z prawem obowiązującym i zapisanym w ustawach i rozporządzeniach, które niestety nie jest  przestrzegane. Kto ma go przestrzegać, jeśli nie robią tego nawet służby państwowe do tego powołane? Dla nas -zgodnie z zapisami ustawy obowiązującej w tym kraju - są to istoty odczuwające  cierpienie i z tego wynika obowiązek otoczenia ich poszanowaniem, pomocą i opieką. Chcielibyśmy domagać się traktowania ich na kilka godzin przed śmiercią z szacunkiem, ale czy to w ogóle w tym strasznym miejscu jest możliwe?  Kolejny raz wystąpimy do Burmistrza BODZENTYNA-tym razem wspólnie z obecnymi w tym dniu na targu organizacjami- z pismem dotyczącym znęcania się nad zwierzętami i zażądamy wyjaśnienia tej sytuacji.

PAMIĘCI TYCH CO, JUŻ  ZA PROGIEM NIEZNANYM
galeria specjalna

13 marca 2009

OCALONE CUDEM….. SKARYSZEW 7 rano

     W ostatnim czasie los nas nie rozpieszczał- pożar, brak ogrzewania w najchłodniejsze dni lutego,  brak możliwości szybkiego naprawienia zepsutego komina, konieczność ogrzewania Przystani grzejnikami elektrycznymi, ciągły strach o stan instalacji elektrycznej, poszukiwanie firmy, która może naprawić komin, pieniędzy.... do tego jeszcze choroby naszych podopiecznych.... Z tym wszystkim zmagaliśmy się w ostatnim czasie. Wiedzieliśmy również, że zbliżają się końskie targi w Skaryszewie. Nie wiedzieliśmy w końcu czy jechać czy nie, bo tyle problemów na głowie, a tam zobaczymy znowu śmierć i cierpienie.... Jednak postanowiliśmy nagrodę Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przeznaczyć na ocalenie końskiego życia podczas tych targów- jeździmy do Skaryszewa już od kilku lat i zawsze staramy się ocalić chociaż jedno końskie życie.

zobacz galerię

      Byliśmy na targu już w niedzielę od późnych godzin nocnych, widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce. Kochani!!! tego nie da się wogóle opisać, gdy się tego nie widzi na własne oczy- to rozdzielanie ich i pakowanie do różnych samochodów… do dzisiaj mamy w uszach ten koński przerażający płacz. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to będzie- jak spośród około półtora-tysiąca koni, z których większość wyjeżdżała stamtąd na rzeź, ocalić tego jednego. Tak naprawdę do końca nie wierzyliśmy, że wystarczy nam środków finansowych na dwa. Przechodząc między samochodami na placu nazywanym przez nas rzeźnym- gdyż prawie wszystkie konie trafiły stąd do samochodów wiozących je do rzeźni, zauważyliśmy standartowy obrazek- kilka koni, krótko uwiązanych za głowy do samochodu, tak że nie mogą nawet się schylić do ziemi po źdźbło słomy czy siana. Wśród nich jeden szczególnie zapada w serce- jakbyśmy zobaczyli znowu naszego biednego, ukochanego Lakusia (był jednym z pierwszych mieszkańców Przystani). Zatrzymujemy się, koń jest słaby, chwieje się na nogach i do tego jest strasznie przerażony. Widzimy, że całym swoim ciałem zasłania innego konia. Jak się okazuje potem jest to klacz, wygląda na 25 lat- teraz wiemy, że ma około 13!!! Każdy przechodzący zwraca na nią uwagę mówiąc….  tak, to kiedyś był  koń. Pytamy o cenę, negocjujemy jeszcze i oba biedaki są nasze. Obok nich stała jeszcze źrebna klacz, na którą już niestety zabrakło nam pieniędzy. Mamy ją cały czas przed oczami i zapamiętamy na zawsze! Jak się później okazało nasze koniki były sprzedawane z rąk do rąk kilka razy podczas tego targu. Aż wreszcie natrafiliśmy na osobę, która je przywiozła. Okazało się, że wałaszek pracował w polu i w zaprzęgu, a klacz jest ze szkółki w szkole rolniczej, a następnie przeszła przez ręce kilku handlarzy.… "Pani, ona podtuczyć się nie dała, jedno co, to źrebaka można jeszcze wyciągnąć, ale sucha jak wiór"…. Klacz wygląda okropnie, jest przeraźliwie chuda, trzęsie się, tylne nogi ma strasznie opuchnięte i jeden wielki kołtun z sierści. Do tego zauważamy jeszcze, że po nodze spływa jej mleko- więc musiała mieć źrebaka ze sobą…. ale co się z nim stało tego, nie zdołaliśmy się dowiedzieć. Wałaszek cały czas zakrywa ją swoim ciałem, broni jej, a kiedy próbowaliśmy przeprowadzić je do innego samochodu, rozdzielając na chwilę, wałaszek urywa sznur i ucieka w miejsce, gdzie ona stoi. Prosto z targu oba koniki zostały zawiezione do kliniki przy SGGW w  Warszawie. Wałaszek i tam bardzo broni klaczy- cały czas trzyma głowę zwróconą w jej stronę. Jego stan jest w miarę dobry- jest przerażony, zagłodzony i ogólnie zaniedbany. Musi dojść do siebie po piekle jakie przeszedł. Stan klaczy jest dość poważny, jednak coś więcej będziemy mogli powiedzieć po dokładniejszym badaniu. Zdajemy sobie sprawę z jednego- on tak bardzo pokochał tę klacz, najprawdopodobniej przyjechał razem z nią na targ, a potem jeszcze przez tych kilkanaście godzin spędzonych blisko siebie w tym strasznym miejscu, że nie możemy ich teraz rozdzielić.... (historia wielkiej przyjaźni jak kiedyś Luckiego do Batuty).

   Kochani przyjaciele!!! Prosimy Was o pomoc finansową dla nich- na leczenie i na transport. Z góry dziękujemy z serca tym, którzy pomogą nam w utrzymaniu i opiece nad nimi, którzy tak jak my uważają, że są tego warte. Otrzymały szansę dalszego życia- wiemy, że rozumiecie nas i udzielicie im pomocy!!!  Wpłaty z dopiskiem "OCALONE ZE SKARYSZEWA" prosimy kierować na numer konta zbiórkowego.

 

7 marca 2009

Ostatni galop ..........Skaryszew 2009

 Oto relacja- będącej w tym roku razem z nami na targach w Skaryszewie pierwszy raz-  wolontariuszki zaprzyjaźnionej z nami organizacji:

     "Miałam nieszczęście być na targu od 21.00 w niedziele do 15.00 w poniedziałek. Wiec z czystym sumieniem powiem, że niektórzy piszą bzdury o Święcie koni w Skaryszewie. To miejsce jest skandaliczne, niebezpieczne dla ludzi i zwierząt. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak to wygląda niech przyjdzie jako "handlarz" w nocy- wtedy jest najgorzej. Wieczny chaos, alkohol, baty, rżenie, dzieci, samochody przejeżdżające 2 cm od koni z jednej strony i 2 cm od innych aut, ludzie pod nogami koni, konie bite, niektóre stały tam przez 20 godzin-

przerażone, zdezorientowane, zmęczone. Te konie jadą po tym całym ich "święcie" w wielokilometrowe trasy, najczęściej do rzeźni- w tym włoskich.

W trzech tirach leżały konie zanim jeszcze wyjechały z targu, w autach brak przegród, konie nie przywiązane, poustawiane na wszystkie strony- więc się pytam gdzie byli Ci weterynarze? Czemu nie odbierali telefonów? Fundacje kupiły te konie, których nikt oprócz handlarzy by nie kupił, nie miały żadnej szansy przejechać 40km w tirach, a co dopiero dalsza podróż. Te konie by się poprzewracały i tym samym spowodowały mękę reszty nieszczęśników z samochodu. Jacy biedni rolnicy? 90% to bogaci handlarze.

    Zdjęcia nie pokazują nawet połowy tego co się tam dzieje, nie zawsze można wyciągnąć aparat i nie zawsze jest się w stanie psychicznie to zrobić. Rżenie koni, sytuacje gdzie wskakują na wysokie żuki (przecież część takimi przyjechała i takimi odjechały-myślał kiedyś ktoś jak tam wchodzą?) Wzroku tych, które już w tirze u Włocha nie mają siły stać, przewracają się, ale jeszcze wstają- nie da się zapomnieć.

 Tym udało mi się zrobić zdjęcie, nagrać....

http://www.youtube.com/watch?v=MpROTVOIRYI&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=oxlaspu4HeI&feature=channel

  I pojechały... jeden koń już leżał na podłodze auta tratowany przez resztę, weterynarz nie odbierał telefonu..

http://www.youtube.com/watch?v=GdtCFpfOQ4o&feature=channel

      Ich życie nic nie było warte? Gdyby ich wykupiono nie miały żadnych szans wytrzymać nawet kilku godzin podróży.

http://www.youtube.com/watch?v=Uw-RdjfWYeE&feature=channel

 Są teraz w klinice- według niektórych nie zasłużyły na szanse by do niej trafić, nie zasłużyły na  szansę by  nie trafić do transportu... nie

rzeźni, do transportu, bo i tak do rzeźni pewnie żywe by nie dojechały... ile

 

koni by przez nie w autach połamało nogi, poprzewracało się?http://www.youtube.com/watch?v=S7rRcf9rq4c&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=D55AvvFcwks&feature=channel

       Tyle z relacji osoby, która była pierwszy raz na  "niby Święcie Konia". Koń to od wieków przyjaciel człowieka, ale jak bardzo zatraciło się to w naszym kraju! Czy można świętem konia nazwać takie traktowanie koni- stanie po 20 godzin bez jedzenia i bez picia, w stresie i hałasie, uwiązanym przy samochodzie transportującym na śmierć- konie przywiązane do przyczep i aut zlizują z nich szron, aby choć trochę ugasić pragnienie, szamoczą się, aby dosięgnąć źdźbło siana, które wypadło z przyczepy przy wyładunku, bez

skutku jednak- bo sznur przy szyi jest tak krótki, że ogranicza ruch.... ?

Czy można nazwać świętem rozdzielanie małych źrebaków od ich matek- a widzieliśmy takie, które jeszcze ssały, a chwilę później oderwane od matki szły w stronę jednego samochodu, matki do innego?

      Już od kilku lat jesteśmy tam i w żadnym wypadku nie można tego nazwać ich świętem, a wręcz ogromnym dramatem koni odjeżdżających stamtąd na rzeź- z około 1500 koni które tam były, większość z nich pojechało na śmierć!!! To jest raczej święto rzeźni!!!.... a może alkoholu, który jest wszędzie, w każdym wozie czy szoferce, przy każdej pseudo- przyczepie czy chwiejnym

stoliczku z jedzeniem.... W samochodach czekają całe rodziny na pieniądze za sprzedane do rzeźni konie, aby natychmiast obkupić się na stoiskach, którymi obstawione jest całe miasto, przy każdym włączona muzyka…. Tam rżenie przerażonych koni, a przy straganach  zabawa na całego!!! To już mięso, nie żywe zwierzęta, głodne i spragnione wody!!! Stukot ich kopyt stawał się coraz bardziej głośny, nerwowy- one czuły na co czekają, dlaczego tam stoją! Kolejny raz musieliśmy spojrzeć im w oczy!!!  Widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce, ale jedna szczególnie doprowadziła nas do łez.... kiedy do samochodu wiozącego konie do rzeźni prowadzono matkę ze źrebakiem, nagle ten mały źrebak- mógł mieć około 7-8  miesięcy- wyrwał się, uciekł i zaczął tak pięknie galopować z podniesionym do góry ogonem, piękny, szczęśliwy i wolny.... niestety, kiedy matkę uwiązano do transportera na śmierć wrócił i pogodzony z losem stanął obok.... poszedł z nią na śmierć…. A my nigdy nie zapomnimy tego galopu- ostatniego w jego życiu....

        Po całej dobie spędzonej na zimnie wróciliśmy chorzy i z rozdartym sercem, jednak wiemy, że trzeba podjąć kroki, żeby ten stan rzeczy zmienić.... wrócimy tam za rok, a w tym roku udało się nam uratować 2 konie.....

 Pamięci Tych co już za progiem nieznanym  

Galeria zdjęć

Zapaliliśmy  Światełko Nadziei bo z nadzieją trwamy, że kiedyś się spotkamy z nimi... bez bólu, bez cierpienia, bez łez...

 

28 stycznia 2009

 

STOP dla długiego transportu zwierząt

Komitet Pomocy dla Zwierząt przyłącza się do zorganizowanej akcji zbiórki podpisów. Prosimy, przyłączcie się i Wy. Wystarczy wejść na stronę http://www.8hours.eu i dodać swój podpis.

„Dziś zbyt często, zbyt wiele zwierząt jest przewożonych na europejskich autostradach w warunkach nie do zaakceptowania. Najważniejszą kwestią jest długość transportu. Obecne prawodawstwo UE zezwala nawet na kilkudniowy transport zwierząt. To musi się zmienić. Żywe zwierzęta, przeznaczone do uboju, nie powinny być przewożone więcej niż osiem godzin. Dlatego też udziel wsparcia inicjatywie "8 godzin". Naszym celem jest zebranie 1,000,000 podpisów. Tego głosu europejscy politycy nie będą mogli zignorować.

27 października 2008

 

 

.......Nie ma na świecie nic cenniejszego, od przyjaciela prawdziwego.... To już 10 lat

 

Kochani to do Was wszystkich kierujemy te słowa- sponsorów, wolontariuszy i sympatyków.... a więc naszych przyjaciół. Jesteście z nami już od 10 lat. Tylko dzięki Wam udało nam się uratować tak wielu zwierzęcych przyjaciół- samych koni 110, 5 krów, 4 osiołki, 8 kóz, 7 baranów, 4 świnie, tchórzofretkę, króliki, kury, papużki, gołębie i inne ptaki, zające, sarny, kilkadziesiąt kotów i psów. Wiele z tych mniejszych zwierząt znalazło nowe domy lub odzyskało wolność, części z nich mogliśmy tylko pomóc godnie odejść, a niektóre zostały u nas jako rezydenci. To dla nich stworzyliśmy razem z Wami „Przystań Ocalenie”- ich dom, przystań spokojnej starości i drugiego życia.

Dzięki Wam interweniujemy w przypadkach znęcania się nad zwierzętami, reprezentujemy w sądach jako oskarżyciele posiłkowi bestialsko zabite lub skatowane zwierzęta- mamy obecnie kilka rozpoczętych spraw, a w kilku zapadły już wyroki. Pomagaliśmy zwierzętom będącym pod opieką innych fundacji, znajdujących się w trudniejszej niż my sytuacji: Nasza Szkapa, Stacyjka Maltusia, Centaurus, Mrunio, zwierzętom z likwidowanego schroniska w Ligocie, będącym pod opieką Straży dla Zwierząt oddział we Wrocławiu, ze schroniska w Orzechowcach, itd. Obecnie nadal pomagamy Fundacji Nasza Szkapa oraz w utrzymaniu ponad 60 psów w Przytulisku w Harbutowicach, które znalazły się w tragicznej sytuacji z powodu ciężkiej choroby pełnej poświęcenia i miłości do nich Pani Bożenki. Pomogliśmy koniom ze stada będącego własnością Stivena D i Ewy K., które zostały w 2006 r. odebrane decyzją Burmistrza gminy Końskie, z powodu doprowadzenia ich do skrajnego wyniszczenia a dużej części nawet do śmierci. Otoczyliśmy opieką finansową niepełnosprawną kotkę Fruzię, którą uratowali i adoptowali do swojego domu wspaniali ludzie z forum Dogomania. Pomagaliśmy i pomagamy karmicielom wolno- żyjących kotów i osobom, pod których opieką przebywa po kilkanaście lub więcej zwierząt, (karma, żwirek, lekarstwa, pomoc weterynaryjna, kilkadziesiąt zabiegów sterylizacji i kastracji). Razem z Wami niesiemy pomoc gdzie tylko możemy- kontrolujemy targi zwierząt, interweniujemy u Burmistrzów i Wojewodów, prowadzimy korespondencję z Inspektoratami Weterynarii oraz innymi instytucjami, czynnie uczestniczymy przy projekcie nowej ustawy o ochronie zwierząt..... wszytko po to, aby poprawić los zwierząt w naszym kraju. Czytając informacje na naszej stronie internetowej wiecie, kochani przyjaciele, że te działania przysporzyły nam zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników- i przed nimi musimy chronić nasze zwierzęta.

Dzisiaj pragniemy skupić się na tym co dobre, dlatego szczególnie pragniemy podziękować wszystkim za tych 10 wspólnych lat. Były to lata ciężkie i trudne..... taką drogę życia wybraliśmy, więc nie narzekamy, ale często po powrocie z rzeźni, z targu, lub z sądu przychodziły chwile zwątpienia w sens dalszych działań. Dzisiaj mamy okazję podziękować sobie wzajemnie- członkom Komitetu- to zaledwie kilkanaście osób, a często do konkretnego działania tylko kilka, które niosą cały ciężar działania, ale też i kłopotów, bólu i poniżenia ze strony wrogów. Jednak zawsze jeden drugiego wspiera i pomaga przetrwać te ciężkie chwile. Mamy rodziny, jesteśmy żonami, matkami, bardzo ciężko czasem pogodzić sprawy i kłopoty domowe, z problemami wynikającymi z naszej działalności. Bardzo trudno zostawić za drzwiami ból po odejściu, któregoś z naszych podopiecznych, nieudanej walce o życie, widoku maltretowanego, wyniszczonego ludzkim okrucieństwem zwierzaka, przegranej sprawie w sądzie, spotkaniu z okrutnym człowiekiem, bezdusznym urzędnikiem.... Jednak mamy siebie i zawsze możemy na siebie liczyć.

Dzwonicie Państwo do nas pytacie jak pomóc, i często te Wasze piękne słowa są dla nas ogromnym wsparciem, pomagają znowu zebrać siły i walczyć o prawa do godnego życia i godnej śmierci dla tych, które same obronić się nie mogą. Dziękujemy Wam wszystkim- ludziom o wielkich sercach, naszym sponsorom- i tym, którzy są z nami przez te wszystkie lata, i tym "nowszym". Szczególnie dziękujemy ludziom starszym- emerytom, rencistom oraz dzieciom- wiele spośród nich to osoby, które same nie mają zbyt wiele, ale są szczęśliwe, mając świadomość, że gdzieś tam na drugim końcu Polski jest zwierzak, który żyje dzięki nim i dlatego nam pomagają. Ile wzruszających historii moglibyśmy tu opisać- np. historie dzieci, które podarowały swoje kieszonkowe, pana, który wpłacał co miesiąc 3 złote, aż pewnego dnia wysłany do niego list wrócił z dopiskiem "adresat nie żyje".... lub pani, która postanowiła, aby na jej pogrzebie zamiast kwiatów stanęła skarbonka.... I tak odeszło już kilkoro z naszych sponsorów- przyjaciół, dzięki którym poprawił się los wielu zwierząt. Niektóre osoby przez wiele dni lub tygodni nie wychodziły ze swoich domów z powodu zdrowia, a gdy zrobiły wysiłek, aby wyjść, to po to, aby dotrzeć do budki telefonicznej i zadzwonić z pytaniem, czy udało się uratować konika, dla którego szukaliśmy pomocy lub jak się czują nasze zwierzaki.... Często ta rozmowa kończyła się szybko-$ przerywały ją łzy szczęścia, że się udało.... Oni wspierali nas prawie od początku istnienia- to dzięki nim ratowaliśmy, leczyliśmy, operowaliśmy, przywracaliśmy do życia zwierzęta, które już zostały skazane na śmierć, budowaliśmy boksy, napełnialiśmy żłoby owsem.... razem dawaliśmy nadzieję. Bez nich wszystko jest inne, ale będziemy kontynuowali naszą działalność, będziemy dbali o to, aby to, co mamy dzięki nim, procentowało i nadal promieniowało nadzieją. Ci wspaniali ludzie zawsze będą w naszej pamięci, pozostaną w naszych sercach. Pamiętacie o nas w dniu, ślubu, i Komunii świętej, urodzin, a nawet pogrzebu-wszystkim Wam za ten wielki dar serca, za pomaganie naszym zwierzakom- dziękujemy. Wiele osób składa się na to comiesięczne zabezpieczenie wszystkich potrzeb- wszystkim sponsorom stałym i osobom, które kiedykolwiek wpłaciły choć złotówkę na utrzymanie przytuliska lub wpłaciły 1%swojego podatku z całego serca kierujemy wyrazy wdzięczności. Dziękujemy naszym sympatykom i wszystkim wolontariuszom, jacy kiedykolwiek przewinęli się przez Przystań- szczególnie dziękujemy ekipie z Orzesza, Murowa i Zabrza. Dziękujemy lekarzom weterynarii, bez których nie dalibyśmy rady pomóc naszym podopiecznym (a są to często wyjątkowo trudne przypadki) -Paniom: Aldonie Kucharskiej, Bożenie Latocha, Gabrieli Rusak, Katarzynie Kocięckiej, Małgorzacie Bartosz i Lucynie Ćmok z Lecznicy "Zwierzaki" w Pszczynie; Panom: Mieczysławowi Hławiczce (za długoletnią, stałą opiekę nad naszą Przystanią), Andrzejowi Golachowskiemu (wraz z żoną Basią oraz całym zespołem XLwet w Tyńcu Małym), Jarosławowi Tomana, Pawłowi Golonce(wraz z żoną P. Małgosią oraz całym zespołem Szpitala dla koni Equiwet w Gliwicach), a także Julii i Michałowi Mazur z Lecznicy "Fauna" w Tychach, zespołowi Kliniki Weterynaryjnej Niedzielscy z Wrocławia oraz Kliniki dla Koni we Wrocławiu, Zespołowi Kliniki Koni przy SGGW w Warszawie, oraz zespołowi Kliniki dla Koni w Brnie.

Pragniemy podziękować przedstawicielom mediów, a szczególnie Ewie Banaszkiewicz i nieistniejącemu już programowi Animals (TVP2), który wielokrotnie pokazywał mieszkańców Przystani, dzięki czemu- zwłaszcza ludzie starsi, nasi przyjaciele i sponsorzy- mogli na własne oczy zobaczyć swoich podopiecznych; TVN24, Telewizji Polsat, oraz regionalnym oddziałom TVP, dziękujemy wielu różnym stacjom radiowym oraz redakcjom gazet. Szczególnie wyjątkowe podziękowania kierujemy pod adresem naszych przyjaciół Ani Ostrzyckiej i Marka Rymuszko oraz całej redakcji "Nieznanego Świata" za kilkuletni już patronat medialny, wszelką życzliwą pomoc, zrozumienie dla naszych działań oraz naszego bólu, i za to, że tak po ludzku możemy się czasem Wam wypłakać na ramieniu.... Serdecznie dziękujemy wszystkim wiernym czytelnikom, którzy są z nami już od lat, śledzą losy Przystani w na łamach "Nieznanego Świata" i żywo reagują na wszystko co się u nas dzieje spiesząc z różnoraką pomocą ...

Jako Organizacja Pożytku Publicznego zajmujemy się działalnością edukacyjną- przyjmujemy wycieczki szkolne w Przystani lub odwiedzamy młodzież i dzieci w szkołach i przedszkolach. Kierujemy więc serdeczne podziękowania dla wszystkich wspaniałych przedszkolaków, dzieci szkół podstawowych, młodzieży gimnazjalnej i licealnej oraz nauczycieli (nie sposób tu wymienić wszystkich- jest ich wiele) za pomoc w utrzymaniu Przystani (szczególnie Mariolce Gałce za działania edukacyjne na terenie kilkudziesięciu szkól w woj. świętokrzyskim ). Dziękujemy również naszym kochanym przyjaciołom z Zespołu Wilki, szczególnie Monice i Robertowi Gawlińskim, za wszelką pomoc dla Viktora i innych naszych zwierząt, i za to, że dzięki ich otwartości wiele osób usłyszało o naszych działaniach oraz Zespołowi Myslovitz za wspieranie nas na koncertach i przekazanie honorarium na Przystań.

Pragniemy podziękować również adwokatom i radcom prawnym, którzy często od strony prawnej pomagają nam w działaniach interwencyjnych w obronie zwierząt- największe podziękowania dla Pani Kasi K. (nigdy nie odmawia nam pomocy, jest zawsze z nami w tych trudnych chwilach, kiedy zmagamy się z okrucieństwem wobec zwierząt) to wspaniała i bardzo skromna osoba. Tym podziękowaniom tak naprawdę nie ma końca, gdyż przez te 10 lat spotkaliśmy tak wielu wspaniałych, kochających zwierzęta i będących naszymi przyjaciółmi na drodze walki o poprawę ich losu ludzi. Nie sposób wymienić wszystkich Państwa imiennie- dlatego wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomagali nam w naszych działaniach serdecznie dziękujemy. Bardzo się cieszymy, że ten nasz Łańcuch Dobrych Serc ciągle się powiększa. Często przychodzą chwile zwątpienia..... ale wiemy, że mamy Was, tych na których zawsze możemy liczyć, którzy są właściwie z nami każdego dnia. Za tę prawie 10 letnią przyjaźń dziękujemy Kasi Kresek- Urbaniak, Kasi i Willemu Szlósarczyk, Państwu Małgosi i Jerzemu Bodzioch..... „Przyjaźń jest największym darem jaki mądrość może ofiarować, aby uczynić szczęśliwym całe życie".... 


Za tę przyjaźń dziękuje


Zarząd u Komitet Pomocy dla Zwierząt

oraz wszyscy nasi podopieczni mieszkańcy Przystani Ocalenie

 

Urodzinowa Księga gości

 

10 sierpnia 2008

1% ratuje życie Borutka dziękuje za ratunek!

 

 

Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania 1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie, mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku. Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano, słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków, które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy, owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia. Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia mieszkańców Przystani Ocalenie!!!

 

 

15 lutego 2008

Święto koni- ale nie dla koni.........
 

"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"

EWA SZELBURG ZAREMBINA
 


 

Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie, na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo- kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części, która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu..... Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia. Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję, że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego, nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz, która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim- dziękujemy.....

 

 

 

"Święto koni" ?- Skaryszew - galeria specjalna
 

 

31 stycznia 2007


Przystań Ocalenie w kolejnym programie   "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu  wyemitowane w TVP3 Kraków

 

 

13 grudnia 2007


Zobacz materiał, który ukazał się w programie regionalnym TVP 3 Kraków
 

 

 


Zobacz los braci mniejszych- Pomóż!!!  Nie bądź obojętny...


 



 

Słyszeliśmy płacz koni............

Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości wciąż przypominają o  tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych, opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół....... Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość, a także nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam  - ludzie walczą o życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy zaoszczędzić naszemu Kasztankowi.  Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki, konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak starsze, wypracowane konie pociągowe,  strasznie brudne, sponiewierane, z pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są wyprowadzane z samochodów-  wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to przerażający płacz-zostanie w naszych uszach, pamięci i sercu na zawsze-płacz tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo,  dla nas to widok przerażający, trudny do zniesienia  ....... Nie możemy nic zrobić, stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za  tyle lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na Policję  i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć możliwość  tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić. Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy, podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi, którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść, zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika  na miejsce i dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........  a tym, którzy z takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy zwierząt na zamówienie składane  jak w sklepie. Ratujemy  te, które w danej sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo  mamy poparcie naszych wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą, wychudzony i niedołężny konik znalazł  kilku sponsorów, tak że jeszcze wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią,  żywo interesują się tym co się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o  wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl  tam - miejsce heroizmu ludzi w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze, miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem, troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu, w którym, człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,  mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze jedna  wiadomość -o starym około 22 letnim  koniku Maćku, który jeszcze pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie  i mamy nadzieję, że razem uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas, że najpierw  ratuje się ludzi, ale byliśmy  na miejscu zdarzenia zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy  na informacje........ Kolejny raz stając tam  z poczuciem niemocy i bezradności w obliczu  tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8 letniej działalności... Długo  będziemy  go pamiętać..........

Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i domowników:



 


"Każde zwierzę ma prawo do poszanowania.

Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"

Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.


Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.
 

Uwaga!
Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.




Bardzo pilne!!!
Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!


Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej) wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale nikt nie wyciąga  z żadnych  konsekwencji wobec osób dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....

WIĘCEJ - KLIKNIJ!!!




[Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej]

 

 

 

Księga Gości


KONTAKT DO NAS:

Tel. kom: 0-501-241-784
                0-603-586-183

Tel. fax.+48 32 4482077

 

Otrzymaliśmy Nagrodę Prezydenta Lecha Kaczyńskiego!!!

czytaj więcej

 


Horsesport Jeździecki Portal Informacyjny

 

  

 

SSSMOK - zwierzakowa toplista :)

 

©Copyright 05.2004. Site by sssmok®. Wszelkie prawa zastrzeżone.