|
|
Przytulisko Przystań Ocalenie nie użycza, nie wymienia i
nie oddaje koni. Konie zostają u nas do końca swoich dni.

Komitet
Pomocy dla Zwierząt
Jak przekazać 1% podatku



5 lutego
2010
OCALIĆ ODRUSI SKRAWEK ZIEMII

Kochani wielu z Was odwiedzając Przystań mogło zobaczyć tzw. pastwisko z naszymi
końskimi dziadkami, to miejsce zawsze poruszało do łez. To tam właśnie, część
swojego życia spędzał Węgielek. To tam właśnie ze swojego boksu szła Odrusia i
Kostuś. To tam właśnie swoją końską miłość przeżył Kolumb. Właśnie na to
pastwisko poszedł Oscarek na kilka minut przed śmiercią, aby pożegnać się z
matką ziemią. Tam przeżyli swoją miłość Gryfka z Elianem. To właśnie na tym
pastwisku odpoczywał często Nimb. Można tak pisać i wspominać, tych których już
z nami nie ma, ale żyją w sercu i w pamięci... Dlatego też ten kawałek ziemii
jest nam tak bardzo bliski. Wciąż stojąc tam, czujemy ich obecność, chociaż tak
naprawdę ich już nie ma. Wydzierżawiliśmy to pastwisko kilka lat temu, właśnie
dla nich, aby mogły w spokoju dożyć końca swoich dni. Dzisiaj ten kawałek ziemii
został wystawiony na sprzedaż, a nam pozostaje nadzieja, że uda nam sie go
wykupić. Wiemy, że to ogromne wyzwanie, jednak z Państwem, rzeczy niemożliwe
stają się możliwe. Pozostało jeszcze kilku końskich dziadków, dla których to
miejsce jest ich życiem, a niebo nad nim, ich skrawkiem nieba. Często w życiu
wiele z nich nie miało nic swojego, dlatego z całego serca ośmielamy sie prosić
Państwa o pomoc, w zakupie tego kawałka ziemii. Dostaliśmy od właścicieli 2
tygodnie czasu na zgromadzenie odpowiednich środków finansowych. Rozpoczyna się
walka z czasem, a my żyjemy nadzieją, że będziemy mogli wyprowadzić je już
wkrótce na ich pastwisko, że nikt im tego małego końskiego raju już nigdy nie
odbierze. Za wszelkie wpłaty na "ocalenie skrawka nieba" z serca dziękujemy.

13 stycznia
2010

Pobierz darmowy program do wypełniania rocznej deklaracji PIT

23 stycznia
2010
Pożegnanie z
FILIPKIEM


FILIPKU !!!
Przeżyłeś ponad 30 lat, z nami byłeś od kilku,
a jednak nigdy Przystań nie była twoim prawdziwym domem.
Tęskniłeś za swoimi - za swoim poprzednim domem, Panem, za
swoimi łąkami i kawałkiem nieba..... Dzisiaj wyruszyłeś w swą
ostatnią drogę, na spotkanie ze swoim Panem. Może tam
będziesz szczęśliwy..
Filipek - księga gości

17 stycznia
2010
Czy JANTAR odpocznie na zasłużonej emeryturze,
czy podzieli los wielu koni i pójdzie na śmierć???
JANTAR
ma zaledwie 10 lat, nie miał łatwego życia. Początkowo jako młody koń pracował
przy zrywce drzewa w lesie, ale okazał się za słaby i trafił do pracy na trasie
do Morskiego Oka. Jak Państwu pisaliśmy już wcześniej praca na Morskim Oku, nie
należy do łatwych, a często jest ponad ich siły. JANTAR przepracował tam kilka
sezonów. Niestety tak jak wcześniej uratowany KIER, ma problemy ze zdrowiem, a
szczególnie z nogami. Wymaga leczenia klinicznego, dlatego też właściciel podjął
decyzje o sprzedaży konia, ale kto kupi konia który nie ma siły już pracować?
Wiadomo, czeka go jedna droga, a jego miejsce w zaprzęgu musi zastąpić inny,
zdrowy ii gotowy do pracy koń. Mamy ogromny sentyment do koni pracujących na
Morskim Oku, za ciężką pracę i poświęcenie dla nas ludzi kończą wiadomo gdzie?.
Widzieliśmy również JANTARA przy pracy, dlatego też bardzo ciężko pogodzić się z
tym, że koń, który tak wiele dobrego zrobił dla ludzi, ma pójść na śmierć,
ponieważ z powodu pracy stracił zdrowie. Poprosiliśmy właściciela o kilka dni,
abyśmy mogli zorganizować środki finansowe na jego ocalenie. Z całego serca
prosimy Państwa o pomoc dla tego konia, jeśli uda się go uratować trafi na
leczenie do kliniki dla koni, a za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z
dopiskiem „na ocalenie JANTARA” z całego serca DZIĘKUJEMY


07 stycznia
2010
CIĘŻKIE ŻYCIE KIERA

Kier- ok. 9-letni wałach, którego szukaliśmy najdłużej, aby ocalić mu życie.
Dlaczego? W sierpniu dzięki Państwa wsparciu sfinansowaliśmy badania wysiłkowe u
grupy koni pracujących w upalne dni na trasie do Morskiego Oka-na własne oczy
widzieliśmy ich ogromny wysiłek w służbie dla człowieka. Okazało się, że kilka z
koni ma bardzo złe wyniki, ale jeden szczególnie zwrócił uwagę weterynarza- jak
z takimi wynikami jest w stanie pracować? Jeden ze wskaźników świadczył o
zużyciu mięsni –wynik 1805, gdy norma wynosi 260( do tego jeszcze bardzo złe
wyniki wątroby)! Koń nie był w stanie więcej wykonywać tej ciężkiej pracy- każde
wejście na górę mogło zakończyć się śmiercią. Dlatego postanowiliśmy konia
odszukać i zaproponować odkupienie, aby móc go leczyć. Przy pomocy fiakrów
odnaleźliśmy go, odkupiliśmy i jest już mieszkańcem Przystani. To był już 6
sezon jego pracy nad Morskim Okiem, a więc nie miał łatwego życia. Jest już
wolny i szczęśliwy-jednak wymaga długotrwałego leczenia, dlatego poleca się
Państwa pamięci!Za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla KIERA na konto zbiórkowe z
całego serca dziękujemy.

07 stycznia 2010
MISZKA I WANIA PROSZĄ O POMOC

Miszka i Wania (zdjęcie z dnia ocalenia) to wałachy 4,5 i 17
– letni. Poznaliśmy je kontrolując warunki pracy koni na trasie
do Morskiego Oka. Po śmierci konia Jordka – o tym fakcie było
głośno w telewizji oraz prasie- byliśmy tam wiele razy. Okazało
się, że oba konie nie będą mogły pracować w kolejnym sezonie
– ich los był przesądzony. Jednak dzięki 1% przekazanemu przez
Państwa naszemu stowarzyszeniu mogliśmy ocalić oba. Po
przywiezieniu do Przystani cały czas były razem -spały oparte o
siebie, na padoku opierały się głowami , nawet pić chodziły
razem- pracowały w jednym zaprzęgu, dzieliły dole i niedole.
Niestety bardzo bały się ludzi-na trasie do Morskiego Oka praca
koni jest bardzo ciężka - potrzebowały spokoju i delikatności.
Ponieważ w Przystani brakuje miejsca Miszka i Wania trafiły do
pięknego pensjonatu, gdzie zostały otoczone wspaniałą opieką,
odpoczywają chodząc od rana do wieczora po padoku. Prosimy
Państwa o pomoc w ich utrzymaniu. A może ktoś kto jechał kiedyś
fasiągiem poznaje te konie??? Z CAŁEGO SERCA PROSIMY O POMOC DLA
NICH,a za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla MISZKI I WANI na konto
zbiórkowe Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJEMY.

23 grudnia 2009
Z ostatniej chwili ...ODSZEDŁ INGO
Niestety los nadal nie jest łaskawy ,nadal z nim przegrywamy, w
nocy z soboty na niedzielę w klinice dla koni w GLIWICACH W
CZASIE AKCJI RATOWANIA ŻYCIA odszedł od nas na zawsze spracowany
i zniszczony konik INGO. Pragniemy podziękować całemu zespołowi
z kliniki dla koni za determinację w walce o jego życie. Ingo
był wspaniałym spokojnym i mądrym koniem, bardzo będzie cię
brakować INGO, nie miałeś łatwego życia, bądź tam kochany
szczęśliwy, odpoczywaj....

Księga gości

21 grudnia 2009
Kto posiada wiernego przyjaciela ten skarb posiada...
Waszej przyjaźni doświadczamy przez kolejne lata, i ze swej strony zawsze
staraliśmy się zasłużyć na tę przyjaźń Kochani, np. poprzez w miarę aktualne
wiadomości na stronie oraz wysyłanie życzeń i kalendarzy w okresie świąt. Co
roku mimo rożnych przeciwności nam się udawało, jednak w tym roku nie...
przepraszamy.... Co roku sądzimy, że ten kończący sie był dla nas trudny, nawet
bardzo trudny, ale mamy też wielką nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy. Co
roku też wydaje się nam, że już gorzej być nie może, a jednak... tym razem pod
koniec roku dopadły nas choroby- najpierw całkowicie rozłożył się Dominik. Lata
ciężkiej pracy, poświęcenia, zapomnienia o sobie zakończyły się pobytem w
szpitalu, a teraz długą rehabilitacją... Po kilku dniach do szpitala na operację
trafiła Dorota.... To zawsze ona wraz z Grażyną przygotowywały kartki świąteczne
oraz materiały do drukowania kalendarza. W tej chwili do tego zadania została
tylko Grażynka, która ma dwoje maleńkich dzieci....To również Dorota dniami i
nocami pakowała i adresowała koperty- w tej chwili nie ma kto tego robić...
Dlatego przepraszamy Was kochani przyjaciele, ale kalendarze, które
przygotowujemy co roku, aby były dla Was wszystkich- wspierających nasze
działania i kochających Przystań- pamiątką i dowodem naszej przyjaźni, zostaną
wysłane w późniejszym terminie. Mamy nadzieję, że mimo tego, że nie otrzymacie
przed tymi świętami- pełnymi miłości i ciepła- naszych kartek z życzeniami, to
jednak będziecie przekonani o tym, że w naszych domach przy wigilijnym stole
jedno miejsce jest zawsze zajęte przez Was - bo dzięki Wam nadzieja i miłość
goszczą w Przystani.

20 grudnia 2009
Podziel się świętami ze
szczeniętami
Kochani NASI z całego serca prosimy WAS o pomoc w poszukiwaniu
domów dla tych dwóch uroczych szczeniąt. Szczeniaki mają w tej
chwili 8 tygodni, są już odrobaczone i pierwszy raz
zaszczepione, oba maluszki to samce. Będą dużymi psami ponieważ
ich matka jest owczarkiem niemieckim. Może ktoś na święta,
zechce podarować któremuś z nich dom, będzie to dla nich
najpiękniejszy prezent. Wszelkich dodatkowych informacji
udzielamy pod nr tel. 501 241 784. Polecamy te urocze psiaki
PAŃSTWA PAMIĘCI.


29 lipca 2009
Idą konie po betonie… prosto do nieba.
„Na
podstawie bardzo dokładnych notatek służbowych i informacji uzyskanych od służb
biorących udział w ustalaniu przyczyn wypadku i jego przebiegu uzyskaliśmy pełny
obraz tego bulwersującego wydarzenia. O godz. 14.45 koń imieniem „Jordek”,
będący własnością fiakra z Brzegów nie wytrzymał trudów podjazdu w końcowym
odcinku drogi. Tego dnia pracując od rana przeszedł tę trasę kilkakrotnie – był
skrajnie wyczerpany zanim ruszył w swoja ostatnia drogę, dawał oznaki
śmiertelnego zmęczenia, słaniał się na nogach, zatrzymywał się nie mając siły
iść dalej. Zachęcany poganianiem fiakra, krzykiem i batem musiał przecież dojść
do końcowego przystanku – bo zapłacone. Nie doszedł, padł, a działo się to na
oczach rzeszy turystów. Reakcja pasażerów tego nieszczęsnego zaprzęgu była w
moim odczuciu niepojęta. Nikt z pasażerów widzących przecież tragedie konia nie
opuścił pojazdu. Prawdopodobnie udałoby się konia uratować, gdyby został w
odpowiednim momencie odciążony i miał możliwość natychmiastowego odpoczynku jak
tylko zaczął przejawiać objawy wyczerpania. Świadkami tego wydarzenia było
kilkudziesięciu turystów znajdujących się na drodze. Wielu z nich pomstowało na
fiakra wyrażając swoje oburzenie z powodu obciążenia wozu, bowiem znajdowało się
na nim nie 15 osób, jak przewiduje norma, lecz znacznie więcej (plus fiakier).
Żaden jednak z tych rzekomych obrońców konia nie chciał zdeklarować żeby
wystąpić w charakterze świadka, co przekreśliło możliwość udowodnienia
przekroczenia obowiązujących norm obciążenia. Fiakier i jego zaprzęg z nowym
koniem kursuje nadal. Po raz kolejny wygrała znieczulica społeczna. Na
przestrzeni ponad 20 lat, odkąd w latach osiemdziesiątych zamknięto górny
odcinek drogi do Morskiego Oka, sprawa przeciążania koni nadmierna pracą wracała
jak bumerang po każdorazowym przypadku padnięcia konia. Opisany powyżej akt
ludzkiego okrucieństwa nie był odosobniony. Takich przypadków wcześniej było już
co najmniej kilka, a wszystkie z tego samego powodu. Udało się nam „społecznym
ochroniarzom” w latach 90-tych spowodować wieloletnimi działaniami i uporem oraz
presją społeczną zmniejszenia ilości pasażerów z liczby 21 do 15. Uznaliśmy to
wówczas za zwycięstwo, ale było to z dzisiejszego punktu widzenia zwycięstwo
„pyrrusowe”, czyli pozorne. Jestem świadkiem i obserwatorem tragicznego losu
koni z drogi do Morskiego Oka od samego początku z racji wykonywania mojego
zawodu przewodnika tatrzańskiego. Prowadząc często wycieczki do Morskiego Oka
towarzyszył mi widok koni toczących pianę, oblanych potem, poganianych krzykiem
i batem, i zawsze była to codzienność do której przyzwyczaić się nie można.
Rozpatrując tę sprawę z dzisiejszego punktu widzenia sytuacja koni niewiele się
zmieniła pomimo, iż obecnie obowiązuje norma 15 osób plus fiakier. Jest to co
najmniej o połowę za dużo. Pracujące w tym transporcie konie są absolutnie nie
przystosowana do tego typu ciężkiej pracy. Są to konie lekkie nadające się do
jazdy wierzchem lub do lekkiej pracy polowej. Trzeba przyznać że są na ogół
dobrze utrzymane i zadbane ale to naturalne bowiem muszą robić dobre wrażenie na
potencjalnych klientach i spełniać wymagania weterynaryjne. Do tego typu
ciężkiej pracy powinny być stosowane konie o specyficznie ciężkiej budowie
dysponujące ogromną siłą. Nowo wprowadzony wóz zwany fasiągiem nie ma nic
wspólnego z dawnym tradycyjnym stosowanym przed ponad stu laty. Był to lekki wóz
konstrukcji drewnianej, ważący ok. 200 kg. Takie fasiągi można zobaczyć na
archiwalnych zdjęciach. Obecny pseudo fasiąg z Morskiego Oka to pojazd ciężki na
konstrukcji stalowej ważący ponad 700 kg, zabierając 16 osób osiąga wagę 2 ton.
Uważamy, że należy powołać komisję złożoną z kilku niezależnych ekspertów, która
by ustaliła normy dopuszczalnego ciężaru dla koni na podstawie obowiązujących
przepisów. Nawet bez udziału ekspertów można ocenić sytuację na zasadzie
porównań. Dorożka konna na terenie Zakopanego ciągnięta przez jednego konia,
zabierająca czterech pasażerów plus fiakier, trasy są nieporównywalnie krótsze –
miejskie. Natomiast w Morskim Oku dwa lekkie konie, ciężar ponad dwie tony (fasiąg
i 16 pasażerów), trasa 9 kilometrów, różnica wzniesień 400 metrów – trasa
górska. Myślę, że porównanie dorożki zakopiańskiej i fasiągu z Morskiego Oka nie
wymaga komentarza, fakty mówią same za siebie. Trzeba dodać, że trasę tę
pokonują konie bez odpoczynku. Taki odpoczynek powinien być bezwarunkowo
stosowany przy Wodogrzmotach Mickiewicza, gdzie jest duży odpowiedni parking i
atrakcje dla pasażerów w postaci wodospadu. Morsie Oko nie jest jedynym miejscem
w Tatrach, gdzie konie używane są do transportu turystów. Dorożki konne
zabierające czterech pasażerów kursują również w Dol. Kościeliskiej i
Chochołowskiej, ale tam nigdy nie zdarzył się przypadek padnięcia konia z
przemęczenia. Komisja złożona z lekarza weterynarii, przedstawicieli KTOnZ oraz
KPDZ w Tychach, która w dniu 24.07. br. przeprowadzała kontrolę w przedmiotowej
sprawie, stwierdziła jednoznacznie, że organizator transportu na drodze do
Morskiego Oka nie respektuje podstawowych zasad rozporządzenia ministra
rolnictwa i rozwoju wsi, w sprawie wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia
miejsc gromadzenia zwierząt. Brak hydrantu z bieżącą wodą, rampy do załadunku i
rozładunku zwierząt, urządzeń do karmienia i pojenia, na miejscu stałego nadzoru
weterynaryjnego i izolatki dla zwierząt. W związku z powyższym, do Dyrekcji TPN
raz Powiatowego Lekarza Weterynarii skierowane zostały pisma, w których KTOnZ i
KPDZ domagają się podjęcia natychmiastowych działań, skutkujących dostosowaniem
miejsca postoju koni do wymogów prawa. Sezon turystyczny dopiero na półmetku.
Sytuacja taka jak wyżej opisana może się powtórzyć, gdyż nawet nie przekraczając
normy 15 osób konie są nadmiernie przeciążone, co można zauważyć gołym okiem
obserwując zaprzęgi dojeżdżające do Włosienicy, gdzie konie są w stanie
skrajnego wyczerpania. Taki sposób organizowania transportu zamożnym i leniwym
turystom( bowiem cena podjazdu od jednej osoby to 40 zł w jedną stronę), można
określić mianem nie usługi turystycznej, a okrutnym procederem. Dzieje się to
wszystko na terenie Parku Narodowego, na oczach setek tysięcy turystów, w tym
zagranicznych i wycieczek szkolnych, zaiste wspaniała to lekcja wychowawcza.
Idea ochrony przyrody, która winna przyświecać wszystkim działaniom na terenie
Parku Narodowego jest tu każdego dnia gwałcona. Przytoczę tu wypowiedź mojego
kolegi, Jasia Gąsienicy Roja seniora – ratownika TOPR i przewodnika
wysokogórskiego: „Człowiek stworzył w XXI wieku Auschwitz koniom w
najpiękniejszym zakątku Tatr i samym sercu Parku Narodowego”. Jak niewiadomo o
co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak aby
interes wąskiej grupy czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę
nad nadrzędnym celem jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą
człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i
tylko od nas ludzi zależy ich los.” Irena Rubinowska – inspektor KTOnZ,
przewodnik tatrzański,
Zobacz materiał:
www.tvn24.pl/2250776,12690,0,1,1,smierc-konia-pod-morskim-okiem,wideo.html

9 lipca 2009
100 LAT BORUTKO kochana!!!
J ej historię zna wielu, gdyż
w ubiegłym roku słyszała o niej cała Polska. Wielu z nas
wstawiło się za nią, kiedy to po brawurowej ucieczce z rzeźni
wróciła tam i
czekała na ubój! Poruszyła serca nie tylko Polaków, gdyż
telefony o łaskę dla niej odbierano również spoza granic naszego
kraju… Dzisiaj obchodzi swoje 3 urodziny!!! Borutka ma swój
profil na portalu NASZA KLASA, gdzie od rana dostaje życzenia
urodzinowe! My również Borutko życzymy ci samych szczęśliwych
chwil - obyś na zawsze zapomniała, o tym co przeszłaś i pamiętała
tylko te szczęśliwe chwile!!! Dzisiaj- z okazji jej urodzin-
pragniemy Państwu przypomnieć jej wzruszającą historię, którą
kilka miesięcy temu przypominała telewizja TVN w programie
Uwaga...

Materiał
wyemitowany w programie TVN Uwaga
Borutka - urodzinowa Księga gości

14 maja 2009
BODZENTYN….
Wspólna INTERWENCJA Komitetu Pomocy dla Zwierząt, Biura
Lobbingu Prozwierzęcego, Fundacji Viva na targu z bydłem
w Bodzentynie 4 kwietnia 2009r. Jeśli nie zgadzacie się
Państwo z takim bestialskim traktowaniem przywożonych na
targ w Bodzentynie zwierząt, prosimy piszcie protesty i
wysyłajcie na nasz adres mailowy. Złożymy je na ręce
Burmistrza Bodzentyna domagając się humanitarnego
traktowania zwierząt na tym targu. Dramat zwierząt
na TARGU W
BODZENTYNIE TRWA OD WIELU LAT. Tylko działając razem,
wspólnie możemy przeciwstawić się temu okrucieństwu.

Materiał video pokazany w TVN24

15 kwietnia 2009
BODZENTYN 5 rano...
Sobota 04.04.2009 razem z Fundacją VIVA oraz Biurem
Lobbingu Prozwierzęcego kontrolujemy targowisko z bydłem
w BODZENTYNIE. Kolejny raz stwierdzamy, że dramat
zwierząt trwa, nic się niestety nie zmieniło i
zwierzęta nadal są traktowane brutalnie. Chodząc po
targu zauważamy wiele sytuacji dramatycznych z udziałem
zwierząt. Wiele wyniszczonych, wyrodzonych do granic
możliwości krów leży, inne ledwo stoją na nogach, ale to
nie przeszkadza ich właścicielom. Zwierzęta są brutalnie
wciągane na samochody, kopane, rażone elektrycznymi
poganiaczami, szczególnym barbarzyństwem jest rażenie
ich po wymionach……, a takie przypadki widzieliśmy tam
nagminnie. Innym barbarzyństwem jest przywożenie na
targ krów z ogromnymi wymionami pełnymi mleka, te krowy
są ociężałe, mają problem z poruszaniem się,
krzyczą..... Maleńkie cielęta zaledwie kilkunastodniowe
są ciągane za uszy i ogony, brutalnie okładane
kopniakami. Na targowisku jest obecny oczywiście jeden
weterynarz, dobrze nam znany, który początkowo odmawia
współpracy z nami. Dostrzegamy jeszcze wiele innych
nieprawidłowości np. po przeciwnej stronie targu
powstaje kolejne ale dzikie targowisko, na którym odbywa
się również sprzedaż bydła, dlatego wzywamy Policję i
domagamy się sporządzenia notatki. Zgodnie z § 1 i § 2
Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia
4 stycznia 2008 w sprawie szczegółowych wymagań
weterynaryjnych dla prowadzenia działalności w zakresie
organizowania targów, wystaw, pokazów i konkursów
zwierząt, aby mógł się odbywać tam handel to miejsce
musi być ogrodzone i utwardzone, musi tam być lekarz
weterynarii. Na targu jest wiele sztuk bydła, które nie
mają w ogóle kolczyków, a jest to wymóg zgodnie z art.
19 pkt. 1 Ustawy z dnia 2 kwietnia 2004 o systemie
identyfikacji i rejestracji zwierząt, który wyraźnie
określa: „Posiadacz bydła jest obowiązany do jego
oznakowania i zgłoszenia tego kierownikowi biura przed
dniem opuszczenia przez zwierzę gospodarskie siedziby
stada…” Niestety musimy przyznać, że Policja nie
chciała podjąć współpracy, mimo naszych próśb nie
chciała podjąć interwencji, w końcu po ponad godzinie
oczekiwania patrol przyjechał na targ. Ponadto
wiele krów ma rany na nogach, poranione głowy- do takich
przypadków wzywamy weterynarza, aby udzielił im
niezbędnej pomocy. Przed targowiskiem swoje działania
kontrolne prowadzi Inspekcja Transportu Drogowego, która
również stwierdziła wiele nieprawidłowości przy
przewozie zwierząt. Niektóre samochody nie spełniają
żadnych norm. W wielu samochodach jest nadmierne
przepełnienie, a największym barbarzyństwem jest
wciąganie krów niepełnosprawnych ruchowo pomiędzy sztuki
zdrowe, takie transporty też wyjeżdżały z targu-jedną z
takich sytuacji można zobaczyć na załączonych poniżej
zdjęciach. W tym samochodzie między zdrowymi upchnięto 3
krowy leżące, które nie miały możliwości same stać.
Jedna z krów non stop leżała na targu, nie umiała iść o
własnych siłach. Aby uniknąć jej brutalnego załadunku
wzywamy na targ Powiatowego Lekarza Weterynarii z Kielc.
Prosimy o eutanazję tej sztuki-zwierzę było umęczone do
granic możliwości, każdy dodatkowy kilometr to
cierpienie. Niestety Powiatowy Lekarz Weterynarii nie
wyraża zgody na eutanazję i krowa ta zostaje wciągnięta
na samochód i załadowana na rzeź, co było niezgodne z
prawem, a całą sytuację widać na załączonych poniżej
zdjęciach. Rozporządzenie Rady (WE) nr 1/2005 rozdz. I z
dnia 22 grudnia 2004 w sprawie ochrony zwierząt podczas
transportu i związanych z tym działań zmieniające
dyrektywy 64/432/EWG, 93/119/WE oraz rozporządzenie (WE)
nr1255/97, jasno mówi w pkt.2:„ Zwierzęta zranione
lub wykazujące słabość fizjologiczną lub patologie, nie
są uważane za zdolne do transportu, w szczególności,
jeśli: a- nie są zdolne do samodzielnego poruszania się
bez bólu lub poruszania się bez pomocy.” Do dnia
dzisiejszego słyszymy przeraźliwy krzyk-płacz krów,
zwłaszcza tych leżących, nie mogących ustać, wciąganych
na siłę, ranionych o kamienie lub wystające drewniane
czy metalowe części trapu....Wiemy, że nie
zmienimy świata, ale domagamy się traktowania tych
zwierząt zgodnie z prawem obowiązującym i zapisanym w
ustawach i rozporządzeniach, które niestety nie jest
przestrzegane. Kto ma go przestrzegać, jeśli nie robią
tego nawet służby państwowe do tego powołane? Dla nas
-zgodnie z zapisami ustawy obowiązującej w tym kraju
- są to istoty odczuwające cierpienie i z tego wynika
obowiązek otoczenia ich poszanowaniem, pomocą i opieką.
Chcielibyśmy domagać się traktowania ich na kilka godzin
przed śmiercią z szacunkiem, ale czy to w ogóle w tym
strasznym miejscu jest możliwe? Kolejny raz wystąpimy
do Burmistrza BODZENTYNA-tym razem wspólnie z obecnymi w
tym dniu na targu organizacjami- z pismem dotyczącym
znęcania się nad zwierzętami i zażądamy wyjaśnienia tej
sytuacji.


PAMIĘCI TYCH CO, JUŻ ZA
PROGIEM NIEZNANYM
galeria specjalna


13 marca 2009
OCALONE CUDEM….. SKARYSZEW 7 rano
W ostatnim czasie los nas nie rozpieszczał- pożar, brak
ogrzewania w najchłodniejsze dni lutego, brak możliwości
szybkiego naprawienia zepsutego komina, konieczność
ogrzewania Przystani grzejnikami elektrycznymi, ciągły
strach o stan instalacji elektrycznej, poszukiwanie firmy,
która może naprawić komin, pieniędzy.... do tego jeszcze
choroby naszych podopiecznych.... Z tym wszystkim zmagaliśmy
się w ostatnim czasie. Wiedzieliśmy również, że zbliżają się
końskie targi w Skaryszewie. Nie wiedzieliśmy w końcu czy
jechać czy nie, bo tyle problemów na głowie, a tam zobaczymy
znowu śmierć i cierpienie.... Jednak postanowiliśmy nagrodę
Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przeznaczyć na ocalenie
końskiego życia podczas tych targów- jeździmy do Skaryszewa
już od kilku lat i zawsze staramy się ocalić chociaż jedno
końskie życie.

zobacz
galerię
Byliśmy na targu już w niedzielę od późnych godzin
nocnych, widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce.
Kochani!!! tego nie da się wogóle opisać, gdy się tego nie
widzi na własne oczy- to rozdzielanie ich i pakowanie do
różnych samochodów… do dzisiaj mamy w uszach ten koński
przerażający płacz. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to
będzie- jak spośród około półtora-tysiąca koni, z których
większość wyjeżdżała stamtąd na rzeź, ocalić tego jednego.
Tak naprawdę do końca nie wierzyliśmy, że wystarczy nam
środków finansowych na dwa. Przechodząc między samochodami
na placu nazywanym przez nas rzeźnym- gdyż prawie wszystkie
konie trafiły stąd do samochodów wiozących je do rzeźni,
zauważyliśmy standartowy obrazek- kilka koni, krótko
uwiązanych za głowy do samochodu, tak że nie mogą nawet się
schylić do ziemi po źdźbło słomy czy siana. Wśród nich jeden
szczególnie zapada w serce- jakbyśmy zobaczyli znowu naszego
biednego, ukochanego Lakusia (był jednym z pierwszych
mieszkańców Przystani). Zatrzymujemy się, koń jest słaby,
chwieje się na nogach i do tego jest strasznie przerażony.
Widzimy, że całym swoim ciałem zasłania innego konia. Jak
się okazuje potem jest to klacz, wygląda na 25 lat- teraz
wiemy, że ma około 13!!! Każdy przechodzący zwraca na nią
uwagę mówiąc…. tak, to kiedyś był koń. Pytamy o cenę,
negocjujemy jeszcze i oba biedaki są nasze. Obok nich stała
jeszcze źrebna klacz, na którą już niestety zabrakło nam
pieniędzy. Mamy ją cały czas przed oczami i zapamiętamy na
zawsze! Jak się później okazało nasze koniki były
sprzedawane z rąk do rąk kilka razy podczas tego targu. Aż
wreszcie natrafiliśmy na osobę, która je przywiozła. Okazało
się, że wałaszek pracował w polu i w zaprzęgu, a klacz jest
ze szkółki w szkole rolniczej, a następnie przeszła przez
ręce kilku handlarzy.… "Pani, ona podtuczyć się nie dała,
jedno co, to źrebaka można jeszcze wyciągnąć, ale sucha jak
wiór"…. Klacz wygląda okropnie, jest przeraźliwie chuda,
trzęsie się, tylne nogi ma strasznie opuchnięte i jeden
wielki kołtun z sierści. Do tego zauważamy jeszcze, że po
nodze spływa jej mleko- więc musiała mieć źrebaka ze sobą….
ale co się z nim stało tego, nie zdołaliśmy się dowiedzieć.
Wałaszek cały czas zakrywa ją swoim ciałem, broni jej, a
kiedy próbowaliśmy przeprowadzić je do innego samochodu,
rozdzielając na chwilę, wałaszek urywa sznur i ucieka w
miejsce, gdzie ona stoi. Prosto z targu oba koniki zostały
zawiezione do kliniki przy SGGW w Warszawie. Wałaszek i tam
bardzo broni klaczy- cały czas trzyma głowę zwróconą w jej
stronę. Jego stan jest w miarę dobry- jest przerażony,
zagłodzony i ogólnie zaniedbany. Musi dojść do siebie po
piekle jakie przeszedł. Stan klaczy jest dość poważny,
jednak coś więcej będziemy mogli powiedzieć po
dokładniejszym badaniu. Zdajemy sobie sprawę z jednego- on
tak bardzo pokochał tę klacz, najprawdopodobniej przyjechał
razem z nią na targ, a potem jeszcze przez tych kilkanaście
godzin spędzonych blisko siebie w tym strasznym miejscu, że
nie możemy ich teraz rozdzielić.... (historia wielkiej
przyjaźni jak kiedyś Luckiego do Batuty).
Kochani przyjaciele!!! Prosimy Was o pomoc finansową dla
nich- na leczenie i na transport. Z góry dziękujemy z serca
tym, którzy pomogą nam w utrzymaniu i opiece nad nimi,
którzy tak jak my uważają, że są tego warte. Otrzymały
szansę dalszego życia- wiemy, że rozumiecie nas i udzielicie
im pomocy!!! Wpłaty z dopiskiem "OCALONE ZE SKARYSZEWA"
prosimy kierować na numer konta
zbiórkowego.

7 marca 2009
Ostatni galop ..........Skaryszew 2009
Oto
relacja- będącej w tym roku razem z nami na targach w
Skaryszewie pierwszy raz- wolontariuszki zaprzyjaźnionej z
nami organizacji:
"Miałam nieszczęście być na targu od 21.00 w niedziele do
15.00 w poniedziałek. Wiec z czystym sumieniem powiem, że
niektórzy piszą bzdury o Święcie koni w Skaryszewie. To
miejsce jest skandaliczne, niebezpieczne dla ludzi i
zwierząt. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak to wygląda niech
przyjdzie jako "handlarz" w nocy- wtedy jest najgorzej.
Wieczny chaos, alkohol, baty, rżenie, dzieci, samochody
przejeżdżające 2 cm od koni z jednej strony i 2 cm od innych
aut, ludzie pod nogami koni, konie bite, niektóre stały tam
przez 20 godzin-
przerażone, zdezorientowane, zmęczone. Te konie jadą po tym
całym ich "święcie" w wielokilometrowe trasy, najczęściej do
rzeźni- w tym włoskich.
W trzech tirach leżały konie zanim jeszcze wyjechały z
targu, w autach brak przegród, konie nie przywiązane,
poustawiane na wszystkie strony- więc się pytam gdzie byli
Ci weterynarze? Czemu nie odbierali telefonów? Fundacje
kupiły te konie, których nikt oprócz handlarzy by nie kupił,
nie miały żadnej szansy przejechać 40km w tirach, a co
dopiero dalsza podróż. Te konie by się poprzewracały i tym
samym spowodowały mękę reszty nieszczęśników z samochodu.
Jacy biedni rolnicy? 90% to bogaci handlarze.
Zdjęcia nie pokazują nawet połowy tego co się tam
dzieje, nie zawsze można wyciągnąć aparat i nie zawsze jest
się w stanie psychicznie to zrobić. Rżenie koni, sytuacje
gdzie wskakują na wysokie żuki (przecież część takimi
przyjechała i takimi odjechały-myślał kiedyś ktoś jak tam
wchodzą?) Wzroku tych, które już w tirze u Włocha nie mają
siły stać, przewracają się, ale jeszcze wstają- nie da się
zapomnieć.
Tym udało mi się zrobić zdjęcie, nagrać....
http://www.youtube.com/watch?v=MpROTVOIRYI&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=oxlaspu4HeI&feature=channel
I pojechały... jeden koń już leżał na podłodze auta
tratowany przez resztę, weterynarz nie odbierał telefonu..
http://www.youtube.com/watch?v=GdtCFpfOQ4o&feature=channel
Ich
życie nic nie było warte? Gdyby ich wykupiono nie miały
żadnych szans wytrzymać nawet kilku godzin podróży.
http://www.youtube.com/watch?v=Uw-RdjfWYeE&feature=channel
Są
teraz w klinice- według niektórych nie zasłużyły na szanse
by do niej trafić, nie zasłużyły na szansę by nie trafić
do transportu... nie
rzeźni, do transportu, bo i tak do rzeźni pewnie żywe by nie
dojechały... ile
koni by przez nie w autach połamało nogi, poprzewracało się?http://www.youtube.com/watch?v=S7rRcf9rq4c&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=D55AvvFcwks&feature=channel
Tyle z relacji osoby, która była pierwszy raz na "niby
Święcie Konia". Koń to od wieków przyjaciel człowieka, ale
jak bardzo zatraciło się to w naszym kraju! Czy można
świętem konia nazwać takie traktowanie koni- stanie po 20
godzin bez jedzenia i bez picia, w stresie i hałasie,
uwiązanym przy samochodzie transportującym na śmierć- konie
przywiązane do przyczep i aut zlizują z nich szron, aby choć
trochę ugasić pragnienie, szamoczą się, aby dosięgnąć źdźbło
siana, które wypadło z przyczepy przy wyładunku, bez
skutku jednak- bo sznur przy szyi jest tak krótki, że
ogranicza ruch.... ?
Czy można nazwać świętem rozdzielanie małych źrebaków od ich
matek- a widzieliśmy takie, które jeszcze ssały, a chwilę
później oderwane od matki szły w stronę jednego samochodu,
matki do innego?
Już od kilku lat jesteśmy tam i w żadnym wypadku nie
można tego nazwać ich świętem, a wręcz ogromnym dramatem
koni odjeżdżających stamtąd na rzeź- z około 1500 koni które
tam były, większość z nich pojechało na śmierć!!! To jest
raczej święto rzeźni!!!.... a może alkoholu, który jest
wszędzie, w każdym wozie czy szoferce, przy każdej pseudo-
przyczepie czy chwiejnym
stoliczku z jedzeniem.... W samochodach czekają całe rodziny
na pieniądze za sprzedane do rzeźni konie, aby natychmiast
obkupić się na stoiskach, którymi obstawione jest całe
miasto, przy każdym włączona muzyka…. Tam rżenie
przerażonych koni, a przy straganach zabawa na całego!!! To
już mięso, nie żywe zwierzęta, głodne i spragnione wody!!!
Stukot ich kopyt stawał się coraz bardziej głośny, nerwowy-
one czuły na co czekają, dlaczego tam stoją! Kolejny raz
musieliśmy spojrzeć im w oczy!!! Widzieliśmy wiele scen
rozdzierających serce, ale jedna szczególnie doprowadziła
nas do łez.... kiedy do samochodu wiozącego konie do rzeźni
prowadzono matkę ze źrebakiem, nagle ten mały źrebak- mógł
mieć około 7-8 miesięcy- wyrwał się, uciekł i zaczął tak
pięknie galopować z podniesionym do góry ogonem, piękny,
szczęśliwy i wolny.... niestety, kiedy matkę uwiązano do
transportera na śmierć wrócił i pogodzony z losem stanął
obok.... poszedł z nią na śmierć…. A my nigdy nie zapomnimy
tego galopu- ostatniego w jego życiu....
Po całej dobie spędzonej na zimnie wróciliśmy chorzy
i z rozdartym sercem, jednak wiemy, że trzeba podjąć kroki,
żeby ten stan rzeczy zmienić.... wrócimy tam za rok, a w tym
roku udało się nam uratować 2 konie.....
Pamięci
Tych co już za progiem nieznanym

Galeria
zdjęć
        
Zapaliliśmy Światełko Nadziei bo z nadzieją trwamy, że
kiedyś się spotkamy z nimi... bez bólu, bez cierpienia, bez
łez...

28 stycznia 2009
STOP dla długiego transportu
zwierząt
Komitet Pomocy
dla Zwierząt przyłącza się do zorganizowanej akcji zbiórki
podpisów. Prosimy, przyłączcie się i Wy. Wystarczy wejść na
stronę http://www.8hours.eu i dodać swój podpis.
„Dziś zbyt
często, zbyt wiele zwierząt jest przewożonych na europejskich
autostradach w warunkach nie do zaakceptowania. Najważniejszą
kwestią jest długość transportu. Obecne prawodawstwo UE zezwala
nawet na kilkudniowy transport zwierząt. To musi się zmienić.
Żywe zwierzęta, przeznaczone do uboju, nie powinny być
przewożone więcej niż osiem godzin. Dlatego też udziel wsparcia
inicjatywie "8 godzin". Naszym celem jest zebranie 1,000,000
podpisów. Tego głosu europejscy politycy nie będą mogli
zignorować.

27 października 2008
.......Nie ma na świecie nic
cenniejszego, od przyjaciela prawdziwego.... To już 10 lat
Kochani to do Was wszystkich kierujemy te słowa- sponsorów,
wolontariuszy i sympatyków.... a więc naszych przyjaciół.
Jesteście z nami już od 10 lat. Tylko dzięki Wam udało nam się
uratować tak wielu zwierzęcych przyjaciół- samych koni 110, 5
krów, 4 osiołki, 8 kóz, 7 baranów, 4 świnie, tchórzofretkę,
króliki, kury, papużki, gołębie i inne ptaki, zające, sarny,
kilkadziesiąt kotów i psów. Wiele z tych mniejszych zwierząt
znalazło nowe domy lub odzyskało wolność, części z nich mogliśmy
tylko pomóc godnie odejść, a niektóre zostały u nas jako
rezydenci. To dla nich stworzyliśmy razem z Wami „Przystań
Ocalenie”- ich dom, przystań spokojnej starości i drugiego
życia.
Dzięki Wam interweniujemy w przypadkach znęcania się nad
zwierzętami, reprezentujemy w sądach jako oskarżyciele posiłkowi
bestialsko zabite lub skatowane zwierzęta- mamy obecnie kilka
rozpoczętych spraw, a w kilku zapadły już wyroki. Pomagaliśmy
zwierzętom będącym pod opieką innych fundacji, znajdujących się
w trudniejszej niż my sytuacji: Nasza Szkapa, Stacyjka Maltusia,
Centaurus, Mrunio, zwierzętom z likwidowanego schroniska w
Ligocie, będącym pod opieką Straży dla Zwierząt oddział we
Wrocławiu, ze schroniska w Orzechowcach, itd. Obecnie nadal
pomagamy Fundacji Nasza Szkapa oraz w utrzymaniu ponad 60 psów w
Przytulisku w Harbutowicach, które znalazły się w tragicznej
sytuacji z powodu ciężkiej choroby pełnej poświęcenia i miłości
do nich Pani Bożenki. Pomogliśmy koniom ze stada będącego
własnością Stivena D i Ewy K., które zostały w 2006 r. odebrane
decyzją Burmistrza gminy Końskie, z powodu doprowadzenia ich do
skrajnego wyniszczenia a dużej części nawet do śmierci.
Otoczyliśmy opieką finansową niepełnosprawną kotkę Fruzię, którą
uratowali i adoptowali do swojego domu wspaniali ludzie z forum
Dogomania. Pomagaliśmy i pomagamy karmicielom wolno- żyjących
kotów i osobom, pod których opieką przebywa po kilkanaście lub
więcej zwierząt, (karma, żwirek, lekarstwa, pomoc weterynaryjna,
kilkadziesiąt zabiegów sterylizacji i kastracji). Razem z Wami
niesiemy pomoc gdzie tylko możemy- kontrolujemy targi zwierząt,
interweniujemy u Burmistrzów i Wojewodów, prowadzimy
korespondencję z Inspektoratami Weterynarii oraz innymi
instytucjami, czynnie uczestniczymy przy projekcie nowej ustawy
o ochronie zwierząt..... wszytko po to, aby poprawić los
zwierząt w naszym kraju. Czytając informacje na naszej stronie
internetowej wiecie, kochani przyjaciele, że te działania
przysporzyły nam zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników-
i przed nimi musimy chronić nasze zwierzęta.
Dzisiaj pragniemy skupić się na tym co dobre, dlatego
szczególnie pragniemy podziękować wszystkim za tych 10 wspólnych
lat. Były to lata ciężkie i trudne..... taką drogę życia
wybraliśmy, więc nie narzekamy, ale często po powrocie z rzeźni,
z targu, lub z sądu przychodziły chwile zwątpienia w sens
dalszych działań. Dzisiaj mamy okazję podziękować sobie
wzajemnie- członkom Komitetu- to zaledwie kilkanaście osób, a
często do konkretnego działania tylko kilka, które niosą cały
ciężar działania, ale też i kłopotów, bólu i poniżenia ze strony
wrogów. Jednak zawsze jeden drugiego wspiera i pomaga przetrwać
te ciężkie chwile. Mamy rodziny, jesteśmy żonami, matkami,
bardzo ciężko czasem pogodzić sprawy i kłopoty domowe, z
problemami wynikającymi z naszej działalności. Bardzo trudno
zostawić za drzwiami ból po odejściu, któregoś z naszych
podopiecznych, nieudanej walce o życie, widoku maltretowanego,
wyniszczonego ludzkim okrucieństwem zwierzaka, przegranej
sprawie w sądzie, spotkaniu z okrutnym człowiekiem, bezdusznym
urzędnikiem.... Jednak mamy siebie i zawsze możemy na siebie
liczyć.
Dzwonicie Państwo do nas pytacie jak pomóc, i często te Wasze
piękne słowa są dla nas ogromnym wsparciem, pomagają znowu
zebrać siły i walczyć o prawa do godnego życia i godnej śmierci
dla tych, które same obronić się nie mogą. Dziękujemy Wam
wszystkim- ludziom o wielkich sercach, naszym sponsorom- i tym,
którzy są z nami przez te wszystkie lata, i tym "nowszym".
Szczególnie dziękujemy ludziom starszym- emerytom, rencistom
oraz dzieciom- wiele spośród nich to osoby, które same nie mają
zbyt wiele, ale są szczęśliwe, mając świadomość, że gdzieś tam
na drugim końcu Polski jest zwierzak, który żyje dzięki nim i
dlatego nam pomagają. Ile wzruszających historii moglibyśmy tu
opisać- np. historie dzieci, które podarowały swoje kieszonkowe,
pana, który wpłacał co miesiąc 3 złote, aż pewnego dnia wysłany
do niego list wrócił z dopiskiem "adresat nie żyje".... lub
pani, która postanowiła, aby na jej pogrzebie zamiast kwiatów
stanęła skarbonka.... I tak odeszło już kilkoro z naszych
sponsorów- przyjaciół, dzięki którym poprawił się los wielu
zwierząt. Niektóre osoby przez wiele dni lub tygodni nie
wychodziły ze swoich domów z powodu zdrowia, a gdy zrobiły
wysiłek, aby wyjść, to po to, aby dotrzeć do budki telefonicznej
i zadzwonić z pytaniem, czy udało się uratować konika, dla
którego szukaliśmy pomocy lub jak się czują nasze zwierzaki....
Często ta rozmowa kończyła się szybko-$ przerywały ją łzy
szczęścia, że się udało.... Oni wspierali nas prawie od początku
istnienia- to dzięki nim ratowaliśmy, leczyliśmy, operowaliśmy,
przywracaliśmy do życia zwierzęta, które już zostały skazane na
śmierć, budowaliśmy boksy, napełnialiśmy żłoby owsem.... razem
dawaliśmy nadzieję. Bez nich wszystko jest inne, ale będziemy
kontynuowali naszą działalność, będziemy dbali o to, aby to, co
mamy dzięki nim, procentowało i nadal promieniowało nadzieją. Ci
wspaniali ludzie zawsze będą w naszej pamięci, pozostaną w
naszych sercach. Pamiętacie o nas w dniu, ślubu, i Komunii
świętej, urodzin, a nawet pogrzebu-wszystkim Wam za ten wielki
dar serca, za pomaganie naszym zwierzakom- dziękujemy. Wiele
osób składa się na to comiesięczne zabezpieczenie wszystkich
potrzeb- wszystkim sponsorom stałym i osobom, które kiedykolwiek
wpłaciły choć złotówkę na utrzymanie przytuliska lub wpłaciły
1%swojego podatku z całego serca kierujemy wyrazy wdzięczności.
Dziękujemy naszym sympatykom i wszystkim wolontariuszom, jacy
kiedykolwiek przewinęli się przez Przystań- szczególnie
dziękujemy ekipie z Orzesza, Murowa i Zabrza. Dziękujemy
lekarzom weterynarii, bez których nie dalibyśmy rady pomóc
naszym podopiecznym (a są to często wyjątkowo trudne przypadki)
-Paniom: Aldonie Kucharskiej, Bożenie Latocha, Gabrieli Rusak,
Katarzynie Kocięckiej, Małgorzacie Bartosz i Lucynie Ćmok z
Lecznicy "Zwierzaki" w Pszczynie; Panom: Mieczysławowi Hławiczce
(za długoletnią, stałą opiekę nad naszą Przystanią), Andrzejowi
Golachowskiemu (wraz z żoną Basią oraz całym zespołem XLwet w
Tyńcu Małym), Jarosławowi Tomana, Pawłowi Golonce(wraz z żoną P.
Małgosią oraz całym zespołem Szpitala dla koni Equiwet w
Gliwicach), a także Julii i Michałowi Mazur z Lecznicy "Fauna" w
Tychach, zespołowi Kliniki Weterynaryjnej Niedzielscy z
Wrocławia oraz Kliniki dla Koni we Wrocławiu, Zespołowi Kliniki
Koni przy SGGW w Warszawie, oraz zespołowi Kliniki dla Koni w
Brnie.
Pragniemy podziękować przedstawicielom mediów, a szczególnie
Ewie Banaszkiewicz i nieistniejącemu już programowi Animals
(TVP2), który wielokrotnie pokazywał mieszkańców Przystani,
dzięki czemu- zwłaszcza ludzie starsi, nasi przyjaciele i
sponsorzy- mogli na własne oczy zobaczyć swoich podopiecznych;
TVN24, Telewizji Polsat, oraz regionalnym oddziałom TVP,
dziękujemy wielu różnym stacjom radiowym oraz redakcjom gazet.
Szczególnie wyjątkowe podziękowania kierujemy pod adresem
naszych przyjaciół Ani Ostrzyckiej i Marka Rymuszko oraz całej
redakcji "Nieznanego Świata" za kilkuletni już patronat
medialny, wszelką życzliwą pomoc, zrozumienie dla naszych
działań oraz naszego bólu, i za to, że tak po ludzku możemy się
czasem Wam wypłakać na ramieniu.... Serdecznie dziękujemy
wszystkim wiernym czytelnikom, którzy są z nami już od lat,
śledzą losy Przystani w na łamach "Nieznanego Świata" i żywo
reagują na wszystko co się u nas dzieje spiesząc z różnoraką
pomocą ...
Jako Organizacja Pożytku Publicznego zajmujemy się działalnością
edukacyjną- przyjmujemy wycieczki szkolne w Przystani lub
odwiedzamy młodzież i dzieci w szkołach i przedszkolach.
Kierujemy więc serdeczne podziękowania dla wszystkich
wspaniałych przedszkolaków, dzieci szkół podstawowych, młodzieży
gimnazjalnej i licealnej oraz nauczycieli (nie sposób tu
wymienić wszystkich- jest ich wiele) za pomoc w utrzymaniu
Przystani (szczególnie Mariolce Gałce za działania edukacyjne na
terenie kilkudziesięciu szkól w woj. świętokrzyskim ).
Dziękujemy również naszym kochanym przyjaciołom z Zespołu Wilki,
szczególnie Monice i Robertowi Gawlińskim, za wszelką pomoc dla
Viktora i innych naszych zwierząt, i za to, że dzięki ich
otwartości wiele osób usłyszało o naszych działaniach oraz
Zespołowi Myslovitz za wspieranie nas na koncertach i
przekazanie honorarium na Przystań.
Pragniemy podziękować również adwokatom i radcom prawnym, którzy
często od strony prawnej pomagają nam w działaniach
interwencyjnych w obronie zwierząt- największe podziękowania dla
Pani Kasi K. (nigdy nie odmawia nam pomocy, jest zawsze z nami w
tych trudnych chwilach, kiedy zmagamy się z okrucieństwem wobec
zwierząt) to wspaniała i bardzo skromna osoba. Tym
podziękowaniom tak naprawdę nie ma końca, gdyż przez te 10 lat
spotkaliśmy tak wielu wspaniałych, kochających zwierzęta i
będących naszymi przyjaciółmi na drodze walki o poprawę ich losu
ludzi. Nie sposób wymienić wszystkich Państwa imiennie- dlatego
wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomagali nam w naszych
działaniach serdecznie dziękujemy. Bardzo się cieszymy, że ten
nasz Łańcuch Dobrych Serc ciągle się powiększa. Często
przychodzą chwile zwątpienia..... ale wiemy, że mamy Was, tych
na których zawsze możemy liczyć, którzy są właściwie z nami
każdego dnia. Za tę prawie 10 letnią przyjaźń dziękujemy Kasi
Kresek- Urbaniak, Kasi i Willemu Szlósarczyk, Państwu Małgosi i
Jerzemu Bodzioch..... „Przyjaźń jest największym darem jaki
mądrość może ofiarować, aby uczynić szczęśliwym całe życie"....
Zarząd u Komitet Pomocy dla Zwierząt
oraz wszyscy nasi podopieczni mieszkańcy Przystani Ocalenie
Urodzinowa Księga gości

10 sierpnia 2008
1% ratuje życie Borutka dziękuje za ratunek!

Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy
podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I
choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania
1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i
wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię
pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam
kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani
jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie,
mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak
wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie
ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku.
Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i
szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki
tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych
krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy
znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki
pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano,
słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i
wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w
miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki
Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane
maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także
zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy
wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków,
które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy,
owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie
przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do
przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość
wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż
częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć
płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w
czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i
niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się
dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby
konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu
poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany
przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają
nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz
serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych
pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu
kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i
pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz
uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą
o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość
naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami
zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia.
Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia
mieszkańców Przystani Ocalenie!!!

15 lutego 2008
Święto koni- ale nie dla koni.........
"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"
EWA SZELBURG ZAREMBINA

Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie,
na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to
jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca
patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i
szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych
nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który
przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i
sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo-
kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie
wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie
smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze
i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części,
która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane
znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu.....
Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia
następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich
stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia.
Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed
załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie
Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one
najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na
tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na
targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia
wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja
i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat
przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich
nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się
emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych
w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie
potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje
nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci
pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo
te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję,
że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu
ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i
czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens
działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż
mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego,
nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność
zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to
jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite
niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele
ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości
Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na
targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie
mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie
choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz,
która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim-
dziękujemy.....


"Święto koni" ?- Skaryszew - galeria specjalna


31 stycznia 2007
 Przystań Ocalenie w
kolejnym programie "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu
wyemitowane w TVP3 Kraków


13 grudnia 2007
Zobacz materiał, który ukazał się w programie
regionalnym TVP 3 Kraków




Słyszeliśmy płacz koni............
Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na
zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości
wciąż przypominają o tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i
przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych,
opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół.......
Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze
wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość, a także
nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam - ludzie walczą o
życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie
przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na
Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na
teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od
wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron
przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami
dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło
w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany
jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak
worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w
takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy
widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy
zaoszczędzić naszemu Kasztankowi. Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki,
konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym
nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak
starsze, wypracowane konie pociągowe, strasznie brudne, sponiewierane, z
pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia
dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są
wyprowadzane z samochodów- wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z
samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni
przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to
przerażający płacz-zostanie w naszych uszach, pamięci i sercu na zawsze-płacz
tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do
rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy
kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo, dla nas to
widok przerażający, trudny do zniesienia ....... Nie możemy nic zrobić,
stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za tyle
lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy
może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko
marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na
Policję i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę
tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć
możliwość tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani
szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie
więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić.
Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani
nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy,
podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie
lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś
takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to
trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi,
którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i
stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych
podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść,
zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i
jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika na miejsce i
dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy
się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej
złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........ a tym, którzy z
takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy
zwierząt na zamówienie składane jak w sklepie. Ratujemy te, które w danej
sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom
transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo mamy poparcie naszych
wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą,
wychudzony i niedołężny konik znalazł kilku sponsorów, tak że jeszcze
wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak
wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią, żywo interesują się tym co
się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o
życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o
wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl tam - miejsce heroizmu ludzi
w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze,
miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali
ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem,
troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu, w którym,
człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć
zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem
do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,
mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal
będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze
jedna wiadomość -o starym około 22 letnim koniku Maćku, który jeszcze
pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie i mamy nadzieję, że razem
uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali
targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas,
że najpierw ratuje się ludzi, ale byliśmy na miejscu zdarzenia
zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej
pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy na
informacje........ Kolejny raz stając tam z poczuciem niemocy i bezradności w
obliczu tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki
mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie
bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8
letniej działalności... Długo będziemy go pamiętać..........
Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i
domowników:


"Każde zwierzę ma prawo
do poszanowania.
Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"
Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.

Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie
prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu
AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też
znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z
ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.
Uwaga! Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.

Bardzo pilne!!! Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!
Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec
zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na
prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych
zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy
na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w
celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec
zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska
organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie
w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie
internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej)
wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale
nikt nie wyciąga z żadnych konsekwencji wobec osób
dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym
gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....
WIĘCEJ - KLIKNIJ!!!

[Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej]
|
|

|
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
| |
|
 |
|
|
|
 |
|
|
KONTAKT DO NAS:
Tel. kom: 0-501-241-784
0-603-586-183
Tel. fax.+48 32 4482077
|
|