Z dniem 30.12.2011 został zlikwidowany rachunek bankowy konta zbiórkowego o nr 69 1050 1399 1000 0090 7715 1463.
Zgodnie z nowym zezwoleniem MSWiA wpłaty o charakterze zbiórkowym można kierować na nowy nr rachunku PKO S.A. 86 1240 1330 1111 0010 4268 4506.
Za wszelkie utrudnienia i niedogodności z góry przepraszamy.
Kochani, w imieniu organizatorów zapraszamy serdecznie, wszystkich przyjaciół i sympatyków Przystani Ocalenie na:
I Charytatywny Bal
Na Rzecz Podopiecznych
Komitetu Pomocy dla Zwierząt
"P R Z Y S T A Ń O C A L E N I E"
Bal odbędzie się w dniu 11 lutego 2012 roku
w siedzibie
Jewish Community Centre
Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie
na ulicy Miodowej 24
rozpoczęcie Balu godzina 20 00
Oprócz tańców i smakołyków organizatorzy gwarantują liczne atrakcje: kiermasze, słodkie stoły i liczne niespodzianki.
Zima to szczególnie ciężki czas zarówno dla wszystkich organizacji prozwierzęcych jak i dla ich podopiecznych. Dlatego my zwierzolubni, którym los zwierząt nie jest obojętny musimy im pomóc przetrwać ten ciężki okres. Mamy więc nadzieję że podczas dobrej zabawy w przedostatnią sobotę karnawału wspólnie uda nam się hojnie wspomóc podopiecznych Przystani Ocalenie.
Organizatorzy Balu ze swej strony gwarantują smaczną kuchnię i dobrą zabawę .
Nabycie cegiełek dostępnych u organizatorów jest wejściówką na Bal. Cegiełki prosimy nabywać do dnia 07 lutego br.
Tegoroczna zima była dla nas wszystkich łaskawa co nie zmienia faktu, że konieczne jest ogrzewanie, które w Przystani jest węglowe. W ostatnim czasie temperatura bardzo spadła - u nas nawet do -23 poniżej zera, co sprawia, że ilość węgla konieczna do ogrzania bardzo wzrosła. Kończą się wiec nasze zapasy!
Większość naszych przystaniowych psów i kotów to zwierzaki chore, stare i niepełnosprawne, jak np. Reksio, który chodzi na dwóch łapkach oraz inne psy, o których nawet czasu nie było napisać, przebywające u nas czasowo, odebrane właścicielom ze względu na znęcanie się nad nimi. Są mniej ruchliwe, więcej czasu leżą, wiec muszą mieszkać w ciepłych pomieszczeniach.
W tej chwili zagląda nam w oczy widmo zimna i niemożności ogrzania naszych podopiecznych. Zamówiliśmy eko- groszek jednak nie mamy czym zapłacić! Jedna tona kosztuje 730,00 zł!. Przy tak dużej ilości schorowanych, wymagających szczególnej opieki zwierząt będących pod naszą opieką, sytuacja finansowa Przystani jest krytyczna. Błagamy wiec Was kochani przyjaciele o pomoc, aby nasze zwierzaki nie musiały marznąć! Za wszelkie wpłaty z dopiskiem - "Na węgiel" z serca dziękujemy!
2 lutego 2012
Cezar - kolejny "policjant" na emeryturze!
Na emeryturę trafił do nas kolejny pies policjant. Jak już Państwu pisaliśmy w ciągu kilku lat staraliśmy się zapewnić dom kilku policyjnym emerytom. Większość z nich znalazła wspaniałe domy i ma dobrą opiekę, u nas przebywa Niuton, a teraz kolejny emeryt Cezar. Został wycofany ze służby ze względu na problemy zdrowotne- atopowe zapalenie skóry.
Pragniemy serdecznie podziękować lekarzowi weterynarii, który dotychczas opiekował się tym pieskiem i walczył o jego dalsze losy. W związku z tym, że nie mamy już żadnego wolnego miejsca w Przystani Cezar trafił do zaprzyjaźnionego hoteliku dla psów. Jego leczenie będzie długotrwałe i dość kosztowne, szczególnie ze względu na konieczność podawania specjalistycznej karmy. Musimy mu też zakupić nową budę.
Kochani pomóżmy mu spokojnie pożyć na zasłużonej emeryturze. Prosimy o pomoc finansową na jego leczenie i utrzymanie. Zasłużył sobie na to przez lata służby dla nas ludzi, przez swoją pomoc i poświęcenie. A może ktoś z Państwa chciałby pomóc przez zakup karmy- royal- canin hypoallergenic? Za wszelkie wpłaty z dopiskiem "Dla Cezara" z serca dziękujemy.
2 lutego 2012
Koty działkowe - chore, głodne, porzucone...
KOCHANI oprócz prowadzenie przytuliska PRZYSTANI OCALENIE, działań interwencyjnych pomagamy jeszcze bezdomnym zwierzętom, szczególnie teraz w czasie srogiej zimy, robimy to sami bądź przy pomocy naszych wspaniałych wolontariuszy jakim jest właśnie JOASIA .Wcześniej pomagaliście już Państwo w zakupie budy i karmy dla suczki Daszki która Asia się zajmowała. Dzisiaj otrzymaliśmy kolejny apel od ASI z prośbą o pomoc dla bezdomnych marznących na działkach kotów. PROSIMY KOCHANI PRZECZYTAJCIE TEN DRAMATYCZNY APEL...
Od lat pomagam kotom na terenie pewnych Rodzinnych Ogrodów Działkowych we Wrocławiu. Wyłapywanie kociąt, łapanki kocic, wożenie na sterylki, opieka pooperacyjna i wypuszczanie na działki, leczenie chorych kotów to już codzienność. Mniej się to podoba kotom - jest to niebywały dla nich stres i niewygoda przebywania w klatce przez kilka następnych dni. Za to jakie opłacalne - kocice będą mogły zająć się "leniuchowaniem", a nie wychowywaniem kociąt, których przeżywalność na działkach jest znikoma.
Moje rachunki dawno zatrzymały się na 30 kotach. Kotów z pewnością jest więcej - na sąsiadującym kompleksie działek odkryłam niedawno kolejne "zagłębie kotów". Po nawoływaniu i bacznym rozglądaniu się wypatrzyłam kilka kotów. Wkrótce pojawili się też inni współtowarzysze ich działkowej niedoli. Brak jakichkolwiek śladów wskazywał na to, że koty siedziały tam głodne od dłuższego czasu. Rozdzieliłam ciepłe posiłki i ruszyłam do kolejnego punktu zrzutu - tam czekały trzy kolejne.
Żal mi serce ścisnął, jak one wypatrywały człowieka.
Jeden kocurek w stanie rozwijającego się kataru kociego, został zabrany do lecznicy, gdzie otrzymał antybiotyk w zastrzyku. Kolejne zastrzyki robiłam już na miejscu. Przynajmniej wiem, gdzie rezydują, co ułatwi mi dokarmianie oraz podawanie leków.
Zabrałam stamtąd także wynędzniałego kociaka, chorego, zarobaczonego, wyglądającego "na oko" na 3 miesiące. Jednak weterynarz określił wiek kociaka na 5-6 miesięcy, przy wadze 925g to cud, że jeszcze żył! Kociak już bezpieczny, jest otoczony stałą opieką weterynaryjną. Mini, bo tak została nazwana wymaga odkarmienia i leczenia, ale wierzę, że wszystko się dobrze ułoży i po wyleczeniu znajdzie wspaniały dom.
Proszę o pomoc w sfinansowaniu leczenia chorego kociaka oraz pomoc w zakupie karmy dla działkowych kotów, aby mogły przetrwać najgorszą porę roku.
Dziękuję bardzo.
Joanna Nowak
Kochani z całego serca prosimy o pomoc dla działkowych kotów, aby mogły przetrwać zimę, za wszelkie wpłaty z dopiskiem "KOTY DZIAŁKOWE" z serca dziękujemy. Tylko Z wami kochani rzeczy niemożliwe stają się możliwe...
3 stycznia 2012
My zaczynamy nowy rok, one czekają na śmierć
Kasztanka ma 28 lat. Mimo zaawansowanego wieku jest dość energiczna, widać, że ma w sobie życie... Przejechała ponad 1000 km po to, żeby tutaj umrzeć. W transporcie przewróciła się z osłabienia, inne konie pokopały ją. Z trudem podnoszono ją na postojach. Razem z towarzyszami podróży wylądowała w stajni, poczekalni w drodze na śmierć. święta spędziła uwiązana do ściany, przed atakami innych koni osłaniała ją większa i silniejsza koleżanka, którą uwiązano obok. Ta siwa klacz też jechała w tym transporcie... jest o 10 lat młodsza, ma 18 lat. Obie stoją we własnych odchodach, tam stajni się nie sprząta, tam konie nie stoją długo. Do jedzenia dostają tuczącą breję, nie mogą przecież stracić wagi. W jej oczach jest smutek, ale chyba jeszcze nie rezygnacja. Mimo tego co przeszła w transporcie, poobijana, obolała, ale wstaje chce żyć . Jej życie kosztuje 1900zł. W SKUPIE NIESTETY POZOSTANIE SIWA KLACZ, Z KTORA KASZTANKA PRZYJECHALA RAZEM NA ŚMIERĆ, zdajemy sobie sprawę, że pozostawiając tam siwą będzie to radość przez łzy.....
Podczas gdy my zaczynamy na Nowy Rok, one czekają na śmierć... Możemy to zmienić, pomóżcie prosimy... za każda kwotę przekazaną na konto zbiórkowe: c z dopiskiem "dla kasztanki" z serca dziękujemy.
20 grudnia 2011
PODZIEL SIĘ SWIĘTAMI ZE ZWIERZĘTAMI
Kochani, to już ostatni raz w tym roku ośmielamy się prosić WAS o pomoc. NIESTETY NIE ZDąŻYMY ZORGANIZOWAC JUŻ NASZYCH DNI OTWARTYCH, KTÓRE POWOLI STAJA SIĘ TRADYCJą TEGO MIEJSCA, ale zwracamy się z prośbą o karmę dla naszych podopiecznych. W DNIACH 23 i 24 GRUDNIA przed bramą naszego przytuliska zostanie wystawiony kosz na prezenty dla naszych podopiecznych, może ktoś z Państwa będzie chciał podzielić się również i z nimi ,z tymi które często głodzone bite poniewierane znalazły wreszcie spokój i serce w naszej Przystani .MARZYMY O TYM, aby te które WCZEŚNIEJ nie miały NIC teraz dostały WSZYSTKO. Zapraszamy serdecznie również do zabrania świątecznego sianka, które będzie tam tez dla PAŃSTWA PRZYGOTOWANE i ABY PAMIĘĆ O PRZYSTANI TRWAłA NAWET W DNIU TEGO MAGICZNEGO ŚWIETA, JAKIM JEST Wigilia. Swoje paczuszki świąteczne otrzymała już małpka Zuzia, lisek Kajetan oraz piesek Lusia, może i inne również będą miały to szczęście, dlatego kochani gorąco zapraszamy do pomocy. WIEMY, ŻE OKRES PRZEDŚWIATECZNY TO CZAS PRACY, ale może wystarczy chwila, żeby zrobić niespodziankę któremuś z naszych podopiecznych. ZA WSZYSTKO Z GÓRY PIĘKNIE DZIĘKUJEMY, A SIANKO CZEKA na Was. Wszystkich naszych światecznych darczyńców zapraszamy na spotkanie z naszymi podopiecznymi po nowym roku. Już wkrótce filmiki z naszymi zwierzakami "oglądającymi" prezenty od Państwa NP. NASZA ZUZIA UWIELBIA SZMACIANE LALKI I PIłECZKI... Za wszystko z serca dziękujemy...
Kochani, w ostatnim czasie dużo się dzieje, końcówka roku to szczególnie ciężki okres wzmożonej pracy i dlatego nie nadążamy z aktualizacją wydarzeń. Chcemy jednak poinformować, że dzięki Wam Roni, Marianka i Malinka są już uratowane, więcej wkrótce.
11 grudnia 2011
Świąteczny prezent-życie!!! Dwie końskie matki proszą o pomoc
Kochani Nasi- zbliża się najbardziej wyjątkowy czas w roku-czas świąt. Przygotowania do nich zawsze nastrajają nas jakoś tak, że świat wydaje się lepszy, piękniejszy. Jak co roku w tym czasie otrzymujemy też wiele listów czy telefonów które mówią o smutku i nieszczęściu, a często nawet tragedii związanej z tym magicznym czasem. Kolejny raz decydują się losy koni. . Są to klacze po karierze hodowlanej, mają po kilkanaście lat, a do tego jeszcze u obydwu zdiagnozowano kulawiznę, co wyklucza je z dalszego użytkowania i rozrodu. Na pytanie: kto kupi konie, które do niczego się nie nadają? odpowiedź jest tylko jedna, szczególnie w obecnej sytuacji wzrastających cen, kryzysu. W naszej PRZYSTANI wiele klaczy sportowych i hodowlanych, a z jakiegoś powodu nagle wybrakowanych i przeznaczonych na mięso, znalazło nowy, spokojny dom. Dlatego chcemy i tym podarować na święta coś najpiękniejszego - życie, ponieważ przez kilkanaście lat życia służyły wiernie człowiekowi...
Ośmielamy się prosić Państwa o pomoc w ich ocaleniu i wiemy, że tylko dzięki WAM będzie to możliwe. Niestety termin jest bardzo krótki. W PRZYSTANI brakuje miejsca, ale trudno pozostać obojętnym na los koni, które tak naprawdę są już skazane... Za wszelkie wpłaty z dopiskiem "DWIE MATKI" NA KONTO ZBIÓRKOWE Z CAŁEGO SERCA DZIEKUJEMY! ! Poczujmy już magię świąt,a zasiadając do Wigilijnego stołu pomyślmy sobie ,że pomogliśmy podarować życie Konto zbiórkowe: NUMER NIEAKTUALNY
29 listopada 2011
Zostań MIKOŁAJEM DLA PRZYSTANIOWYCH PODOPIECZNYCH
Kochani... Kończy się listopad, a niebawem zaczyna się grudzień... W grudniu - każdy z Nas żyje nadchodzącymi świętami... Stajemy się bardziej radośni, mili, w naszych sercach gości więcej ciepła. W naszych głowach piękna, dostojna choinka, prezenty, uroczysty nastrój unoszący się dookoła, w uszach kolęda brzmi... Krótko mówiąc, "magii czas"... Dla Nas również święta to czarodziejski czas... Rok w rok staramy się, aby i nasi podopieczni mieli takie prawdziwe "święta" - ze smakołykami i prezentami... Ostatnie lata nie są łatwe... Brakuje wszystkiego... Ten rok także nas nie oszczędzał. Nasze plony szybko się kończą. Różnorodność gatunkowa naszych podopiecznych sprawia, że potrzebne jest dosłownie WSZYSTKO... Konie psy, koty, kury, gęsi, kaczki, owce, barany, kozy, osiołki, krowy, świnki, lis Kajetan i inne... Tak więc marchew, ziemniaki, dynie, cukinie, pietruszka, buraki, kabaczki, różne zboża, kapusta, jabłka oraz wszelkie owoce i warzywa, karmy dla psiaków i kociaków, kasza, makaron, ryż - wszystko znika u Nas w zastraszającym tempie...
Postanowiliśmy więc zorganizować Naszym podopiecznym MIKOŁAJKI w Przystani. Dnia 03.12.2011 od godziny 10:00 do 16:00, na które każdego z Was zapraszamy z całego serca! Tego dnia każdy z Was może zostać Św. Mikołajem! Zwierzaki ucieszą się dosłownie ze wszystkiego!
Czasami w domach macie karmę, niepotrzebne koce dla psiaków/kociaków, jakieś środki czystości - wszystko przyda się i wspomoże potrzebujące zwierzaki.
Zapraszamy! Zobaczycie, jakie to przyjemne podarować jakieś smakołyki czy podarunki, a w zamian zobaczyć w oczach zwierząt wdzięczność i radość...
Mikołajkowe odwiedziny będą chwilą radości i relaksu również dla Was... Czeka pyszne ciasto i i wegetariański poczęstunek,
Dzięki Wam mogą mieć przedsmak świąt już 3 grudnia!
15 listopada 2011
O JEDNO WAS PROSIMY, ABYŚCIE O NIM PAMIETALI
Pożegnanie z KARUSIEM
KOCHANI, CZĘSTO ODWIEDZAJąC PRZYSTAŃ, jeszcze teraz pytacie... a gdzie KARUŚ... LUB MAM DLA NIEGO MASKOTKI... tylko gdzie on jest... NIESTETY W NOCY Z 2 NA 3 LIPCA 2011 r. Karuś odszedł od nas na zawsze, pozostawiając po sobie pustkę, której nigdy nie da się wypełnić, a tymi poniżej spisanymi słowami pragniemy oddac to, jaki był, zresztą sami wiecie, jaki był KARUŚ. To bardzo trudne pożegnanie, jakie przyszło nam napisać...
Przystań... Miejsce, które wielu z Was kojarzy się w pierwszej kolejności z Nim... Z Karusiem, trzyłapkiem, którego wszędzie było pełno. Przyjeżdżając do Przystani, wielokrotnie wokół obejścia czy przy bramie nie spotykaliście nikogo krzątającego się w ferworze pracy. Jednak zawsze czekal On... Karuś... Siedział przy bramie lub leżał ze swoją zabawką - gotów w każdej chwili przejąć obowiązki gospodarza i oprowadzić przyjezdnych - przecież znał tu każdy kąt.
To On czekał cierpliwie na konie przywożone z rzeźni, okazleczone i nieufne, to On w swoim psim języku pocieszał skrzywdzone przez los psy i koty, które kalekie, bezradne i przerośnięte sytuacją, w jakiej się znalazły, wykazywały strach. Wielokrotnie czuwał przy gasnących zwierzęcych życiach, by dodać otuchy, by ostatni raz stanęły do walki o życie. Z każdym się przyjaźnił - i w nikim nie miał wroga.
Prawdziwą i szczerą miłością darzył jednak dzieci. Wycieczki ze szkół czy przedszkoli to był Jego żywioł! Tylu małych, szczery ludzi na raz! Oddawał się wtedy bezgranicznej przyjemności, jaką było dziecięce przytulanie i głaskanie. Z jeszcze większą przyjemnością niż zwykle oprowadzał maluchy. Gdy odwiedziny dobiegały końca - On jako gospodarz odprowadzał je do samego autobusu, zajmując miejsce - chciał przecież jechać z Nimi na wycieczkę!
Od młodych lat kochał wodę - jak był młodszy często chodził na pobliski staw, by się wykąpać. Brodził tam w wodzie i w błocie - do domu wracał niewykąpany... Tylko oblepiony mułem i błotem. Szedł wtedy na pastwisko, gdzie podczas deszczu tworzy się niewielki stawek - i tam godzinami się wylegiwał.
Kochał Przystań całym sobą - co udowadniał na każdym kroku. Ale przed wyborem Rodziny na resztę życia także stanął... Artykuły i reportaże o Przystani pojawiały się w mediach. W jednym z nich właściciele Karusia wypatrzyli Go... Czym prędzej pojawili się w Przystani, by zabrać Go do domu. Wyjaśnili, że Karuś uciekł, a Oni Go szukali. Jak Ich tylko zobaczył - tak straszinie się ucieszył! Radości nie było końca. Oprowadził Ich - jak to gospodarz po całym dobytku. Lecz gdy odwiedziny dobiegły końca - odprowadził Ich do samochodu. Ani w głowie Mu było z Nimi jechać! Przecież był w domu... W domu, który był Mu pisany w zeszycie życia...
Cały czas mamy przed oczami chwile, gdy wchodził do domu, otwierając drzwi jedną łapką. Wbiegał do pokoju, szukając kartonów z podarunkami - by wygrzebać... ZABAWKI! Żaden smakołyk nie był ważniejszy - nawet ten najbardziej aromatyczny. Kolejną Jego miłością były zabawki! Szczególnie wielbił te piszczące. Biegał z nimi po całym podwórku - absolutnie się nimi nie dzieląc. I tak mijało Krusiowe życie - aż nadeszła jesień...
Kalectwo coraz bardziej dawało o sobie znać - przesilona jedna przednia łapka przez całe życie dźwigająca Jego ciężar stawała się coraz słabsza. Starszy wiek także zrobił swoje. Niestety ostatecznie doszedł rak. Walczyliśmy o Niego z całych sił - był przecież członkiem naszej Rodziny. Widzielismy, że był coraz słabszy i słabszy - lecz On nie chciał nas martwić - do samego końca walczył o każdą jedną minutę spędzoną z Nami. Jednak Jego świeczka zgasła - odszedł w ukochanych ramionach, spokojnie. Ze świadomością, że był tak bardzo kochany... tego dnia byli u nas nasi przyjaciele JOLA I BOLEK, to własnie Oni razem z Dominikiem przeprowadzali go za Tęczowy Most, do konca był otoczony miłością... chociaz to były bardzo ciężkie chwile dla wszystkich. Całe morze łez wylanych za Nim niestety nie przyniosło ukojenia... Została pustka, żal i tak ogromny smutek, że słowa nie są w stanie go opisać. Straciliśmy cząstkę siebie... KOCHANI, PRAGNIEMY Z CAŁEGO SERCA PODZIEKOWAĆ WAM ZA WSZELKIE DOBRO OKAZANE TEMU WSPANIAŁEMY PSU, ZA KAŻDY GEST, SKIEROWANY W JEGO STRONĘ...
...NIE UMIERA TEN, KTÓRY ŻYJE W SERCACH INNYCH...
8 listopada 2011
Tyszanka Malina potrzebuje pilnie pomocy!
Jest tyszanką tak jak my, widywaliśmy ją dość często, kiedy ciągnęła wóz ulicami miasta ze złomem, węglem, płodami rolnymi -dziś to już mało spotykany widok. Pracowała także w polu, a swoją pracą zapewniała byt swojej ludzkiej rodzinie. Jednak brutalna ekonomia znowu bierze górę- koń nie może dłużej pozostać w swoim dotychczasowym gospodarstwie. Skończyła się możliwość wypasania na pastwisku, potrzebne jest siano i słoma, a więc zbędny wydatek, dlatego Malina pojedzie na rzeź...
Ma zaledwie kilka lat, jest dużym koniem pociągowym maści gniadej z wytarta od chomąta grzywą. Trudny jest każdy taki wybór- dlaczego właśnie ten koń, a nie inny bo wiemy, że nie uratujemy wszystkich. Sami Państwo wiecie, że wtedy kiedy się zna albo chociaż widzi dane zwierzę, pogodzenie się z tym, że za kilka dni ma stać się już tylko kiełbasą albo karmą dla lisów jest tym bardziej trudne. Malinę znamy od kilku lat, więc teraz, kiedy jej los został przesądzony i otrzymaliśmy wiadomość na ten temat, postanowiliśmy zawalczyć o jej dalszy los. Malina została już zważona, w paszporcie karteczka 690 kg, a jej właścicielowi nie zależy, żeby klacz żyła, ważne są pieniądze, które ma z jej sprzedaży otrzymać... to przykre. Czy MALINCE POZOSTAŁO ZALEDWIE KILKA DNI ZYCIA??????
Prosimy Was z całego serca o pomoc, bo czasu mamy bardzo mało. Jak zawsze liczy się każdy grosz, każda złotówka, bo decyduje o życiu Maliny! Rozsyłajcie prosimy tę wiadomość do swoich znajomych, im większy będzie krąg osób, tym łatwiej będzie jej pomóc. Wiemy, że zawsze można liczyć na Waszą pomoc dlatego z góry, za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe NUMER NIEAKTUALNY z dopiskiem - "Dla Maliny" z serca dziękujemy!
5 listopada 2011
Aza i jej szczenięta bez dachu nad głową
Kochani kolejny raz otrzymujemy od naszej wolontariuszki Klaudii apel o pomoc. Sytuacja jest dramatyczna ponieważ idzie zima, a szczeniaki i ich mama nie maja szans na jej przetrwanie , dlatego prosimy przeczytajcie kochani Nasi ten apel...
Aze poznałam kilka miesięcy temu... Może będzie już rok... Donieśli mi o Niej ludzie. Koczowała na polach, od człowieka uciekała co sił w łapkach... Dwa razy dziennie chodziłam Ją karmić - o stałych porach. Zaczęła przychodzić dokładnie w godzinach karmienia. Niestety do jedzenia chodziła dopiero jak odeszłam na bezpieczną odległość.
Pewnego dnia zwyczajnie wprowadziła się na pewne podwórko. Mieszka tam Mama mojego znajomego. I co bardzo dziwne...
Od pierwszego dnia pozwoliła tej Pani do siebie podchodzić. Nawet pozwoliła się głaskać. Ale nikomu więcej! I tak jest do dzisiaj! Tylko, że dzisiaj jest już mamą... Jej domem jest przyczepa z traktora. To pod nią śpi z dziećmi. Wykopała tam dołek i tam je urodziła. Do maluszków nie może podchodzić nikt poza Jej Panią. Byłam zawieźć Jej karmę ostatnio - obszczekała mnie złowrogo i absolutnie nie dopuściła do dzieci... Zawiozłam Jej też witaminki jakie mi zostały,ale niewiele tego było.
Bardzo chciałabym zakupić Jej budę - bo wieczory i noce już zimne... A w dołku wykopanym w ziemi sielanki nie mają...
Koszt dużej budy to około 500 zł. To bardzo dużo pieniążków. A trzeba Aze jeszcze wysterylizować. Bo przecież nie może tak rodzić co chwilkę szczeniaków. Może ktoś ma do odstąpienia jakieś witaminy, lub zabawki? Maluszki już biegają same- chciałabym zawieźć Im jakieś zabawki. Wożę tam karmę, żeby zjadły coś pożywniejszego, ale sama nie dam rady utrzymać tego stada...
Kolejny raz prosimy Was o pomoc w zakupie budy dla tej psiej rodziny, może ktoś ma kocyki polarowe, pluszaki lub może podzielić się karmą, będziemy ogromnie wdzięczni za wszelką pomoc... wierzymy, że uda nam się pomóc Azie zanim nastanie sroga zima, ale to tylko z Waszą pomocą, będzie możliwe dlatego z całego serca ośmielamy się prosić o wsparcie na zakup budy, na sterylizację, a za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem "dla Azy" z całego serca dziękujemy.
Aza wybrała już swój dom i swojego człowieka, pomóżmy jej tam pozostać, musiała wiele już w życiu przejść ponieważ tak panicznie bała się ludzi, ale wreszcie im zaufała to jest najważniejsze...
31 października 2011
Kajetan, uciekając z fermy, stał się symbolem życia i wolności
Kajetan jest srebrnym lisem znalezionym w lesie, z którego trafił do Schroniska Miejskiego w Toruniu. Uciekł z ciasnej klatki, z futrzarskiej fermy. Był leczony, zaopiekowano się nim. Po kwarantannie i po stwierdzeniu, iż stan jego zdrowia jest dobry, zaczęto mu szukać odpowiedniego miejsca, gdzie Zwierzę będzie mogło przeżyć godnie resztę swojego życia.
Lis srebrny nie występuje w Polsce, nie można wypuścić go do lasu. Handlarze zwierząt futerkowych często importują gatunki, które mogą być- i są - zagrożeniem dla polskiej fauny.
Zgodziliśmy się zaopiekować Kajetanem, tą niesamowicie piękną żywą istotą, tak, jak kiedyś naszą bohaterką Borutą. Ufamy, że u nas pośród innych ocalonych będzie wieść właściwe życie, bez głodu, cierpienia, bez śmierci zadawanej prądem.
Bardzo prosimy Was o wsparcie finansowe! Kajetan ma prawo żyć - jak każdy z nas. Ma miejsce, gdzie spędzi życie, ale potrzebuje odpowiedniego dachu nad głową, czyli tego, czego wszyscy tak bardzo pragniemy. Stwórzmy mu razem warunki zbliżone do naturalnych aby na zawsze zapomniał o życiu na metalowych kratach w oczekiwaniu na śmierć.
Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy sprawili, że ten wyjątek w tragicznym pseudożyciu więźniów ferm futerkowych stał się możliwy. On już nie nazywa się 57 lub 220, lub jakikolwiek inny numer klatki. Kajetan ma imię i chociaż nie może podziękować ludzkimi słowami, to patrzy swoimi oczami, w których jest cała światowa historia Życia i Wolności. Za każdy grosz, za każdą złotówkę wpłaconą na nasze konto zbiórkowe 69 1050 1399 1000 0090 7715 1463 z tytułem wpłaty "dla Kajetana" serdecznie dziękujemy.
Lato, chociaż nie było szczególnie ładne, tak szybko minęło. Teraz ogromnymi krokami zbliża się zima, - najtrudniejsza pora roku dla naszych podopiecznych.
Jak Państwo wiecie w naszej Przystani mieszka wiele okaleczonych fizycznie zwierząt: bez oczu, bez kończyn, zwierząt po przebytych chorobach i tych, które u poprzednich właścicieli nie zaznały ciepła i miłości. Wszystkie są najcudowniejszymi i najbardziej wdzięcznymi stworzeniami, jakimi przyszło nam się opiekować. Za wszelką cenę staramy się im zapewnić maksimum komfortu; jednakże przy Państwa pomocy chcielibyśmy uczynić ich życie jeszcze lepszym.
Nie odmawiamy pomocy, chociaż sami często jej potrzebujemy. Zwierząt w naszym przytulisku wciąż przybywa, co wiąże się z nowymi wydatkami, a na domiar złego kończą się nam się nam zapasy karmy dla zwierząt i opału: mamy resztę węgla do ogrzewania domu.
Z pewnością pamiętacie Państwo nasz dramat sprzed kilku lat, gdy w środku zimy (a zima była wyjątkowo sroga) w Przystani rozerwało komin. To była ogromna tragedia dla nas i dla naszych podopiecznych – jak bardzo wtedy się baliśmy, że nie przetrwamy, że nie damy rady, że zwierzęta przebywające w domu rozchorują się nam z zimna. Na zawsze w pamięci pozostanie nam na obraz wtulonych w siebie psów i kotów śpiących na jednym posłaniu.
Kiedy sytuacja wydawała się beznadziejna przyszliście nam Państwo z pomocą: otrzymaliśmy grzejniki elektryczne oraz wsparcie finansowe na postawienie nowego komina. Tego pięknego gestu nigdy nie zapomnimy.
Z całego serca prosimy teraz o pomoc w przetrwaniu kolejnej zimy – o pomoc w zakupie karmy i węgla, aby zwierzęta przebywające pod nasza opieką nie odczuły drastycznie tej pory roku. Na piętrze w Przystani swoje wydzielone pokoiki mają koty z białaczką, koty z FIP oraz koty uratowane z doświadczeń, które wymagają specjalnego traktowania i ciepła.
Na zapłatę za węgiel potrzebujemy ok. 3,8 tys. zł, dlatego będziemy niezmiernie wdzięczni za każdy grosz, za każda złotówkę przekazaną na ten szczytny cel.
Z całego serca pięknie dziękujemy
Lubimy ciepełko!
8 październik 2011
Czy starość musi być tragiczna???- dramat starego człowieka i starego
konia
Marianka ma ponad 30 lat. Od kilkunastu mieszka w gospodarstwie
swoich właścicieli. Tam przeżyła dużą część swojego życia, a za
pracę dostała dom, opiekę i wyżywienie. Niestety przyszła
starość- w obecnym miejscu nie ma możliwości zapewnienia jej
odpowiedniej opieki. W gospodarstwie jest jeszcze córka, która
wyjeżdżając do pracy musi sama oporządzić konia i pozostawić go
samego do powrotu z pracy.
W ostatnim czasie otrzymaliśmy wiele próśb o pomoc dla koni.
Często odpowiadamy Państwu, zgodnie z prawdą, że niestety
brakuje miejsca lub środków na utrzymanie kolejnych koni. Wiemy
dobrze, że taka odpowiedź jest przykra dla proszących, ale w
danej sytuacji nie możemy w żaden sposób pomóc. I bardzo często
znajdujecie Państwo pomoc u innych osób czy fundacji, czasem
sami podpowiadamy do kogo się zwrócić. Jednak nie potrafimy
zostawić bez pomocy tych, które na żadną inną pomoc nie mogą
liczyć ze względu na wiek czy choroby. I tak jest w tym
przypadku: właściciele nie chcą oddać swojego końskiego
przyjaciela na rzeź, ale proszą żeby zabrać Mariankę do nas, aby
mogła dożyć u nas szczęśliwie końca swoich dni. Koniem
zainteresowali się oczywiście okoliczni handlarze, ale wiadomo w
jakim celu, bo kto kupi ponad 30- letniego konia, który nie
nadaje się już do pracy?
Wcześniej trafił do nas Zenuś - stary konik, dla którego miejsce
u nas wyszukał stary właściciel prosząc, abyśmy pozwolili jego
przyjacielowi pożyć szczęśliwie na starość. No i u nas odszedł
na wiecznie zielone pastwiska! Właściciele chcą oddać Mariankę
za darmo, jednak musimy pokryć koszt transportu, a to ponad 700
km w dwie strony. Z całego serca prosimy o wsparcie na transport
Marianki do Przystani oraz na jej utrzymanie. Za wszelkie wpłaty
na konto zbiórkowe z dopiskiem: „Dla Marianki” z całego serca
dziękujemy. Takie historie są bardzo wzruszające, świadczą o
tym, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią sercem odpowiedzieć
na bezgraniczną miłość i poświęcenie ze strony zwierząt, które
całe życie oddały swoim właścicielom. Są jeszcze ludzie, którzy
nie przeliczają wszystkiego na pieniądze! Marianka
zasłużyła na spokojną starość, a nie na rzeż, a jej opiekunowie
zasłużyli na pomoc- dlatego ośmielamy się prosić Was kochani o
wsparcie!
23 września 2011
PROSIMY O POMOC DLA PRZYSTANI OCALENIE
Kochani bardzo Was prosimy o
wejście na
http://apps.facebook.com/zwierzoluby
i kliknięcie na dowolnego naszego zwierzaka,
uzyskane w ten sposób punkty zamienią sie w realną i wymierną
pomoc dla naszego przytuliska.
Prosimy też promować tą aplikację wśród swoich znajomych i w
ogóle gdzie sie tylko da. Im więcej osób będzie z niej korzystać
tym więcej pomocy otrzymamy.
10 września 2011
Pies na dwóch łapach!!!!!!
Czy umiecie sobie Państwo wyobrazić psa chodzącego na dwóch łapach i to jeszcze znajdujących się po tej samej stronie ciała? Trudno jest uwierzyć, że to możliwe, dopóki się go nie zobaczy. Reksio- piesek, który porusza się tylko na dwóch łapkach znajdujących się po lewej stronie ciała trafił do Przystani kilka dni temu. Prawdopodobnie przeżył kiedyś wypadek samochodowy lub inny, w wyniku którego ma uszkodzone łapki po lewej stronie ciała. Po wizycie u weterynarza wiemy, że bardzo wiele krzywdy doświadczył ze strony człowieka w swoim psim życiu. Połamane łapki zrastały się same bez żadnej pomocy ze strony człowieka, bez opieki weterynaryjnej, środków przeciwbólowych, lekarstw. Jak bardzo musiał cierpieć ten biedny psiak to można sobie tylko wyobrazić. Dodatkowo na zdjęciach rtg widoczne są fragmenty śrutu co świadczy o tym, że został postrzelony. Postanowiliśmy pod opieką weterynaryjną powalczyć o lepsze życie dla niego. Jest niewielka możliwość częściowego usprawnienia przedniej łapki, tak aby choć trochę mógł jej używać podczas chodzenia. Jeśli nie podjęlibyśmy tej walki, grozi mu amputacja ze względu na rozwijającą się infekcję.
Reksio był bardzo zaniedbany i chudy, ale już został wykąpany i odpchlony. Jest bardzo spokojny i chyba szczęśliwy, że ma dom- w sumie czuje się jakby w Przystani mieszkał od zawsze.
Prosimy w jego imieniu o pomoc w zapewnieniu mu odpowiedniego leczenia i utrzymania. Kochani nasi Przyjaciele! Jego wola życia, która pozwoliła mu poradzić sobie w tak trudnej sytuacji bez udziału człowieka zasługuje na podziw i pomoc. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem: "Dla Reksia" z serca dziękujemy.
5 września
Czy RONI przejdzie z Morskiego Oka prosto do Przystani Ocalenie???!!!
Kochani! Od ubiegłego roku zainteresowaliśmy się losem koni pracujących na trasie do MORSKIEGO OKA. Dzięki Państwa pomocy udało nam się uratować kilka z nich. W tym roku również- podczas wakacji- spędziliśmy tam wiele dni uczestnicząc wraz z przedstawicielami Tatrzańskiego oraz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w badaniach wysiłkowych koni pracujących na tej trasie. Kolejny raz stwierdziliśmy, jak niesamowicie ciężka jest praca jaką wykonują te zwierzęta w służbie człowiekowi, bo przecież z transportu konnego na Morskie Oko korzysta wielu turystów, szczególnie w miesiącach wakacyjnych, kiedy panują największe upały. Podczas badań okazało się, że kilka z koni nie nadaje się do tej pracy. Są wyniszczone nadmiernym dla nich wysiłkiem lub do tej pracy za słabe. My natomiast zwróciliśmy uwagę na konia, który pracuje tam chyba najdłużej bo już 10 lat- zaczynał pracę jako 3- latek. Prędzej czy później nie podoła już temu wysiłkowi ze względu na to, że jego kondycja ulegnie pogorszeniu, bo ile można...
Kochani! Pomyśleliśmy, że już czas na emeryturę dla niego i dlatego ośmielamy się prosić WAS- naszych sponsorów, przyjaciół, sympatyków- o pomoc w tym, aby Roni prosto z MORSKIEGO OKA, po latach ciężkiej pracy, przeszedł na zasłużony odpoczynek do Przystani. Wcześniej już wiele razy daliście szansę takim wyniszczonym, wypracowanym konikom, które teraz odpoczywają u nas jak np. Franio z gór. Pozostaje pytanie: czy Roni będzie miał tyle samo szczęścia? Tak wiele osób w całej Polsce i pewnie na świecie, przez te 10 lat korzystało z jego wysiłku, aby doświadczyć szczęścia i pięknych przeżyć nad Morskim Okiem. Tak wiele osób ma w domu pamiątkowe zdjęcia z pięknym uśmiechem na twarzy, jadąc na wozie, który ciągnął Roni. Może teraz pomogą w zapewnieniu mu godnej starości. Wiemy że z Wami, rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Roni jest wysokim i dużym koniem dlatego, potrzebujemy 3600,00 zł, aby mu pomóc.
Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe NUMER NIEAKTUALNY z dopiskiem: "Dla Roniego z Morskiego Oka" z całego serca dziękujemy.
22 sierpnia 2011
Dwa niewidome staruszki Maciuś i Krecik proszą o pomoc
Tyle wokół tragedii, zwłaszcza starych i schorowanych zwierząt.
Ludzie coraz częściej uciekają przed widokiem starości swojej i
zwierząt, które podobno były ich przyjaciółmi i wydaje im się,
że są tacy wspaniałomyślni, bo porzucają lub oddają do
schroniska psa czy kota, gdy się zestarzeje lub zachoruje… i nie
chcą wiedzieć, że on cierpi z tęsknoty i smutku po stracie kogoś
bliskiego… Ponieważ takich tragedii jest tak wiele
postanowiliśmy odpowiedzieć na prośbę naszej wolontariuszki
Klaudi, która tak pisze o potrzebującym pomocy piesku:
„Człowieku, którego kochałem psim sercem…
Pojawiłem się na tym świecie w wyniku Twojej
nieodpowiedzialności... Początek był nawet fajny... Wszyscy koło
mnie chodzili, nosili przytulali... Czułem się ważny! Czułem się
kochany! Czułem się członkiem Rodziny! Mój świat był jednak
niemy - tym różniłem się od Was- ludzi. To jak bardzo Was kocham
okazywałem codziennie całym sobą... Mówiłem... Ale Wy mojego
języka nie rozumieliście. Opracowałem więc sposób... Dzień w
dzień witałem Was najradośniej jak potrafiłem. Merdałem ogonem
ze wszystkich sił! I widziałem, że Wy mnie rozumiecie bez
słów!!! Jakiż ja byłem szczęśliwy, że mamy swój własny język!
Byliście moimi Rodzicami- broniłem i czuwałem dniami i nocami.
Oddałbym życie za Was. Przecież miałem tylko Was!!!
Zbyt wiele do szczęścia nie potrzebowałem - nie byłem
wymagający. Chciałem tylko, żebyście czasami mnie pogłaskali,
przytulili. Chciałem mieć jedzenie i wodę, żeby mieć siłę by Was
bronić w chwili zagrożenia... Nie dbałem o to gdzie spałem. I co
jadłem. Jednak z biegiem czasu wszystko się zmieniło...
Teraz piszę ten list rękami człowieka... A właściwie Ona pisze
za mnie, bo ja siedzę w schroniskowej klatce... Piszę do Ciebie,
bo Ty najlepiej wiesz co się niedawno wydarzyło... Nie martw
się- nikomu o tym nie powiem... Bo kocham Cię nadal całym
sercem... Chcę tylko, żebyś wiedział, że w wyniku tego co
zrobiłeś, mój świat stał się „czarny” - nie dlatego, że jest
smutno, ale dlatego, że nie widzę gdzie jestem… Odebrałeś mi
wzrok... Czuję dotyk ludzi i słyszę ich dokładnie- jednak nie
potrafię Ich zobaczyć... Z trudem poruszam się po tym metalowym
kojcu, stoję i czekam.. Może sobie o mnie przypomnisz...
Chciałbym tego, bo wiesz, że wybaczę Ci wszystko... Jednak Ci
ludzie mówią, że za to co mi zrobiłeś nigdy by mnie nie
oddali... Muszę więc szukać nowego miejsca na Ziemi...
Chociaż wiem, że nikt mnie już nie pokocha... Jestem stary,
ślepy i nie tak sprawny jak kiedyś.. Dlaczego mnie tak
potraktowałeś? Dlaczego złamałeś mi serce...? Pamiętaj, że
tęsknię...”
Piesek trafił do schroniska, gdzie czuł się bardzo zagubiony,
cierpiał, gdyż znalazł się w obcym miejscu, pełnym zwierząt,
hałasu, nie umiał walczyć o jedzenie, usychał z tęsknoty. Został
stamtąd zabrany dzięki pomocy osób z portalu dogomania. Jest
stary, niewidomy, miał dużego guza na głowie, który już został
zoperowany. Otrzymał imię Maciuś.
Razem z nim wzięliśmy jeszcze z tego samego miejsca małego,
ślepego, czarnego pieska z dziwnie przekrzywioną głową
nazywanego Krecik. Takie ślepe psy bardzo słabo radzą sobie w
schroniskach, cierpią o wiele bardziej, nie potrafią czasem
nawet do budy trafić. W Przystani nie mamy już miejsca, dlatego
aby im pomóc, musimy umieścić je w zaprzyjaźnionym hoteliku
naszej dawnej wolontariuszki Emilki, która zapewni im
odpowiednią opiekę i serce. Prosimy Was kochani o wsparcie dla
tych ślepych psiaków- potrzebne będą środki na dalsze leczenie
oraz utrzymanie. Prosimy także o kocyki, jakieś zabawki,
smakołyki. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem
„dla Maciusia i Krecika” z całego serca dziękujemy.
19 sierpnia 2011
Piesek Lakuś odszedł…
W ostatnich dniach podjęliśmy próbę ratowania życia zagłodzonego
Lakusia, niestety nasza pomoc przyszła za późno. Mimo leczenia i
odpowiedniego odżywiania, jego organizm nie poradził sobie. Był
zwierzakiem wyjątkowym, kontaktowym, ciekawym wszystkiego i
bardzo pro-ludzkim. Cieszył się każdą chwilą, gdy okazywano mu
zainteresowanie i pomoc, merdał ogonkiem, podnosił główkę, gdy
tylko coś do niego mówiliśmy. Leżał na ciepłym i miękkim
posłaniu, był wynoszony na trawę, lubił się wygrzewać w
słoneczku… główkę kładł na podusi, żeby wszystko co się wokół
dzieje lepiej widzieć… Był niezmiernie cierpliwy, pełen
łagodności i bardzo spragniony miłości człowieka. Odszedł mimo
naszej wspólnej walki, ale na zawsze pozostaną w naszej pamięci
jego oczy, pełne ufności i miłości do nas, choć znał nas tak
krótko.
Dziękujemy wszystkim Państwu, którzy odpowiedzieli na nasz apel
i okazali pomoc Lakusiowi, którego nazywaliśmy też Grubciem.
Wasza życzliwość kochani, okazana temu wspaniałemu pieskowi,
podnosi na duchu, że wśród tej wszechogarniającej znieczulicy i
tragedii tak wielu zwierząt, są jednak ludzie, którzy tak żywą
reagują na krzywdę i niosą pomoc. Próbowaliśmy dla niego zrobić
to co się dało, aby utrzymać go przy życiu, jednak okazało się,
że jest za późno…
3 sierpnia 2011
ZAGLODZONY LAKUŚ PROSI O POMOC....
Kochani Nasi Przyjaciele, kolejny raz los postawił na naszej
drodze skatowane psie życie. Odebrany właścicielce
interwencyjnie piesek trafił pod naszą opiekę. Gdy go
zobaczyliśmy łzy same płynęły nam po policzkach. Jego wierne,
udręczone spojrzenie nie mogło zostać nam obojętne i nasza
reakcja była natychmiastowa: odebrać - zabrać - zatroszczyć się!
Piesek ma około 4 lat, jest bardzo wychudzony, w zasadzie w
stanie skrajnego zagłodzenia. Wyprowadzenie pieska z takiego
stanu musi być przeprowadzone pod ścisłą kontrolą i zgodnie z
zaleceniami lekarza weterynarii. Potrzebujemy Państwa pomocy w
przywróceniu mu zdrowia- badania diagnostyczne pomogą ustalić
stopień wyniszczenia organizmu i poprowadzić dalsze leczenie.
Zakup specjalistycznej karmy (Recovery) oraz leków, witamin i
mikroelementów podawanych w małych ilościach powoli pozwolą
przywrócić mu funkcje życiowe. Niezbędne okażą się również
kocyki polarowe, ubranko na chłodne dni, podkłady higieniczne
oraz legowisko, nie wspominając o środkach na jego utrzymanie. Z
uwagi na stan zdrowia pieska postanowiliśmy zapewnić mu ciągłą
fachową opiekę i umieścić w hoteliku 'RASZKA" w którym przez
właścicielkę Emilkę został otoczony wspaniałą opieką i ogromnym
sercem. Dziękujemy również lecznicy LUPUS z Sosnowca, która
walczy o jego życie....
Przystań Ocalenie jest obecnie w bardzo trudnej sytuacji
finansowej, mamy bardzo dużo zgłoszeń z prośbą o pomoc, wiele
chorych zwierząt i do tego stale psujące się auto oraz żniwa za
pasem. Mimo wszystko się nie poddajemy, ponieważ wierzymy, że i
tym razem możemy liczyć na Państwa pomoc.
Będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą kwotę przekazaną na
konto zbiórkowe z dopiskiem... "DLA LAKUSIA"
5 lipca
2011
KOCHAM CIĘ MAMUSIU I ZAWSZE BĘDĘ KOCHAĆ!!!
Każdego dnia zmagamy się z problemami codzienności, a do tego ciągle towarzyszy nam śmierć, która przychodzi spodziewanie bądź nagle... Żegnamy naszych przyjaciół, przeżywamy ból i rozpacz. Często pytacie nas, Państwo - odwiedzając Przystań - DLACZEGO SMUTEK GOŚCI NA NASZYCH TWARZACH. Jest tak dlatego, ponieważ tych trudnych chwil jest więcej niż tych radosnych.
To, o czym teraz piszę, to mój osobisty dramat, dramat mojego rodzeństwa i rodziny. Jeszcze do niedzielnego poranka 3.07.2011 byliśmy pełną rodziną, miałam ukochanych rodziców. NIESTETY LOS ODWRÓCIŁ KARTY I WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO... zabrał mi najukochańszą osobę - MAMUSIĘ. To właśnie jej teraz pragnę podziękować za życie, które mi dała, za to, że nauczyła mnie szacunku do wszystkiego, co wokół nas żyje, miłości wobec braci mniejszych. Od najmłodszych lat uczyła mnie, jak pomagać ludziom i zwierzętom - to właśnie wyniosłam z domu rodzinnego i trwa to do dzisiaj. Pragnę Państwu o tym napisać, bo moja mamusia była jednym z nas, miłośników zwierząt, nawet w ostatnim czasie, w ciężkiej już chorobie dokarmiała bezdomne koty, ptaki, zajmowała się swoim umierającym na raka kotem, ukochanym psem, który teraz tak bardzo za nią tęskni.
Towarzyszyła mi również w życiu PRZYSTANI OCALENIE, razem ze mną przeżywała dramaty dnia codziennego, pocieszała po powrocie z targów bądź z wyjazdów pod rzeźnię. Była dla mnie ogromnym wsparciem, dlatego teraz tak strasznie cierpię - to zaledwie 2 dni, a tak bardzo mi jej brakuje i będzie brakować. Wiem, że już nic nigdy nie będzie takie samo, coś się skończyło, przerwało, a towarzyszy temu ogromny ból i rozpacz. Pytanie - DLACZEGO ONA? - ta, która była potrzebna nam tutaj... Bardzo rozpacza za nią moja kochana córka Oliwia, która straciła ukochaną babcię. Mamusiu kochana - razem ze swoją śmiercią zabrałaś i część mnie... Nie potrafię się pozbierać, nie wiem, czy kiedyś wróci uśmiech na moją twarz. Jedno, co teraz czuję, to ciągły ból i tęsknota. Kiedy piszę pożegnania naszych zwierzęcych przyjaciół z PRZYSTANI, to jest mi bardzo ciężko, łzy same się leją po twarzy, ale pożegnanie własnej Mamusi - to niewątpliwie najtrudniejsze z wszystkich chwile.
Dlatego proszę Was, kochani Przyjaciele, abyście w chwili zadumy nad życiem i śmiercią pomyśleli również i o NIEJ, PROSZĘ O MODLITWE ZA NIą. Wszystkim, którzy stanęliście na jej drodze, okazaliście jej miłość, pomoc i wsparcie - z całego serca dziękuję. Wiem jedno, że KOCHAŁAM CIĘ, MAMUSIU, KOCHAM I ZAWSZE BĘDĘ KOCHAĆ.
POGRZEB Ś. P. MOJEJ MAMUSI ODBĘDZIE SIĘ W DNIU 8 LIPCA O GODZ. 12.OO W KOŚCIELE ŚW. KRZYSZTOFA W TYCHACH PRZY ULICY KARD. STEFANA WYSZYŃSKIEGO. WYSTAWIENIE ZWŁOK NASTAPI W ŚRODĘ 6 LIPCA O GODZ. 14.00 W KAPLICY PARAFIALNEJ W TYCHACH URBANOWICACH UL. KOŚCIELNA.
......Gdyby nasza miłość mogła Cię ocalić, to nigdy byś od nas nie odeszła. Pokój CI WIECZNY W CICHEJ KRAINIE, GDZIE JUŻ BÓL NIE SIĘGA, ŁZA LUDZKA NIE PŁYNIE......
W ostatnim czasie los znowu nas nie oszczędził: śmierć ponownie zagościła w progach Przystani, zabierając nam tych, których kochaliśmy; tych, którzy wnosili w nasze życie uczucie szczęścia i spełnienia. Na zawsze pożegnaliśmy kotkę Pacynkę, pieska Karusia oraz konie Grafitka i Maciusia - jednego z pary karawaniarzy.
W naszych sercach pozostał ogromny ból i żal, z którym coraz trudniej nam się zmierzyć.
15 czerwca
2011
Chory Karuś prosi o pomoc… Pilne!!!
Jest w Przystani właściwie od zawsze. Każdy kto nas
odwiedził poznał go- pięknego owczarka na trzech
łapkach, o pyszczku zawsze jakby uśmiechniętym. Kocha
wszystkich- wita wycieczki i gości. Siada wtedy na
tylnych łapkach, przednią podnosi do góry w geście
powitania. Zawsze był najszczęśliwszy, gdy przyjeżdżali
goście, z radością oprowadzał ich wtedy po Przystani,
przeglądał paczki z prezentami szukając… zabawek. Czasem
pakował się do autobusu razem z dziećmi, jakby chciał z
nimi jechać. Ile dzieci zalęknionych, wystraszonych,
bojących się wszystkiego, odzyskiwało dzięki niemu
uśmiech i radość obcowania z przyrodą?! Ile dzieci
pierwszy raz głaskało jakiekolwiek zwierzę, gdyż Karuś
jest okazem łagodności, ufności i miłości wobec
człowieka. Jednak gdy przyjechali kilka lat temu jego
dawni właściciele, kiedy poznali go jako zagubionego
swojego pieska i chcieli od na zabrać do domu- nie
wsiadł z nimi do samochodu, wybrał Przystań. Tu był już
wtedy jego dom, dom który pokochał swoim psim sercem, a
my jego.
Wiek robi swoje. Karuś się starzeje, nie jest już tak
silny i zwinny jak był, już nie oprowadza gości, ale
często zostaje przy drzwiach lub bramie, gdy my ich
oprowadzamy i czeka, aby się pożegnać. Niestety okazało
się, że- choć wyniki krwi miał w sumie dobre- rozwinęła
się choroba nowotworowa. Guz uciska na różne organy i
konieczna będzie operacja. Jednak Karuś jest już starym
pieskiem, więc trzeba jego stan skonsultować w klinice.
Trzeba też przestawić go na dietę weterynaryjną i
zastosować lekarstwa. Karuś jest jednym z najstarszych
mieszkańców Przystani, to taka nasza wizytówka. Prosimy
więc o pomoc dla niego na leczenie, konsultacje i
ewentualną operację. On tak bardzo wszystkich kocha,
pomóżmy mu! Za wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem
„Dla Karusia” z serca dziękujemy!!!
30 maja
2011
Zapraszamy na Dzień Otwarty oraz na akcję
„Grabie i kopaczka”
Dnia 04.06.2011 od godz.12. organizujemy kolejny raz
dzień otwarty Przystani. Zapraszamy Was kochani–oczywiście jeśli możecie-z prezentami, dla naszych zwierzaków- (marchew,
kapusta, pietruszka, buraki, ziemniaki, kabaczki, dynie,
cukinie i wszelkie inne warzywa, jabłka oraz inne owoce,
karma dla psów i kotów, kasza, makaron, ryż, chleb,
bułki oraz różne zboża). Szczególnie prosimy o warzywa
oraz karmę suchą i puszki dla naszych kotów! Ponieważ
zbliża się Dzień Dziecka to specjalniedla dzieci przygotowaliśmy niespodzianki.
Chcielibyśmy również prosić Was kochani o pomoc w
posprzątaniu pastwisk oraz plewieniu grządek z zasianymi
warzywami dla naszych zwierzaków. Co roku mamy z tym
dość spory problem, gdyż chwasty rosną na potęgę, a nam
nie starcza czasu na skuteczną walkę z
nimi. A najbardziej wytrwałych zapraszamy wieczorem na
ognisko z herbatą i wegetariańskim bigosem!!!
Kto ma czas i dobre chęci niech przybywa. Zapewniamy
słoneczne solarium
(przyda się krem z filtrem) oraz zgubienie kilku gramów
pozostałości po świętach i zimie. Murowana poprawa urody
oraz bardzo dużo satysfakcji co podnosi na duchu i
dodaje skrzydeł! W razie ulewnego deszczu–podamy inny termin.
30 maja
2011
Bardzo pilne!- pies siedzi przy grobie swojego zmarłego
pana!!! Pomóżmy mu…
Czy można przejść obojętnie wobec takiej psiej miłości
do człowieka? Pan umarł około 1,5 miesiąca temu, a pies
od tamtego czasu pojawia się na cmentarzu i siedzi przy
grobie swojego Pana. Jak to możliwe, że go tu odnalazł,
że wyczuł swoim psim sercem, że to miejsce spoczynku
kogoś, kto się nim dotychczas opiekował? Jednak to
prawdziwa historia, która dzieje się na naszych oczach w
okolicy Białegostoku. Czy pies może dać większy dowód
miłości do człowieka?
Nie znamy więcej faktów z życia tego pieska, nie znamy
też jego imienia. Historię jego życia zabrał ze sobą
jego Pan. W jego wątku na portalu Dogomania czytamy:
„Tkwi tam jako dowód psiej miłości. Namacalny i żywy
obraz oddania jaki istnieje tylko w sercach psów”. Jakaś
wrażliwa osoba powiesiła na bramie kartkę z apelem. Oto
jego treść:
„Szanowni Państwo!!! Może komuś z Was o wielkim sercu
nie będzie obojętny los tego cudownego, łagodnego i
najwierniejszego z wiernych psa, który od kilku dni
mieszka na cmentarzu, gdzie pochowano jego jedynego
pana. Na pewno odwdzięczy się bezgranicznym oddaniem i
miłością co już udowodnił, Wielkie Bóg zapłać”.
Prawdopodobnie ma 1,5 do 2 lat. Zachowuje się jak
szczeniak- jest wesoły, łagodny i bardzo pro- ludzki-
„taki duży przytulak, który najchętniej zalizałby
człowieka”.
Kiedy dostaliśmy linka do tej wiadomości, zrozumieliśmy,
że nie można przejść obojętnie i zostawić tego wiernego
człowiekowi psa bez pomocy. Od niedzieli został zabrany
do osoby, która na jakiś czas zapewni mu schronienie,
gdyż musiał opuścić teren cmentarza zanim zabrałyby go
służby porządkowe. My ze swej strony postanowiliśmy
pomóc mu w ten sposób, że opłacimy wydatki na diagnozę i
leczenie oraz zakupimy karmę dla Asa- bo tak nazwano
pieska z cmentarza. Konieczne będzie dokładne
zdiagnozowanie jego stanu zdrowia, a szczególnie oka– na
zdjęciu widoczna jest zmiana skórna w okolicy oka, może
to być skórzak, a wiec konieczny będzie zabieg jego
usunięcia oraz kastracja.
Zwracamy się więc do wszystkich naszych przyjaciół z
gorącym apelem o pomoc dla tego wspaniałego psa, który w
taki nadzwyczajny sposób okazuje wierność człowiekowi,
którego kochał! Pomóżmy mu razem znaleźć nowy wspaniały
dom, gdzie spotka kogoś, kto zasłuży na jego wierność i
psią miłość. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem- „Dla pieska
z cmentarza” na konto zbiórkowe w jego imieniu
serdecznie dziękujemy oraz prosimy z całego serca o
poszukiwanie mu nowego kochającego domu.
26 maja
2011
SMUTNY CZAS POŻEGNAŃ
…Żeby móc się znowu z nimi spotkać, trzeba się najpierw
pożegnać. Czasem na długo, ale nigdy nie na zawsze…
Pożegnanie z Dolly
Dolly ocalała w ostatniej chwili, została wykupiona z
samochodu wiozącego konie do polskiej rzeźni na targu
końskim w Skaryszewie, przeżyła z nami kilka lat, była
wspaniałym i spokojnym i koniem, zachwycała swoją niezwykłą
urodą. Cały czas walczyliśmy z jej nieuleczalną chorobą,
która niestety ją pokonała, chociaż widzieliśmy jak bardzo
chciała jeszcze żyć…Dolly odeszła z Przystani na zawsze,
tego samego dnia, co kózka Marysią…. poszły razem. Ciężko
cokolwiek napisać…DLATEGO PAMIĘĆ DROŻSZA JEST OD SŁÓW …
26 maja
2011
Pożegnanie z Marysią
Marysia przeżyła ok. 17 lat, została przekazana nam przez
swoją Panią, która niestety nie mogła się nią już
dalej zajmować. Była u nas zaledwie kilka miesięcy, ale
widać było, że bardzo tęskniła za swoim poprzednim
domem… Starość i tęsknota zrobiły swoje… pewnego dnia
odeszła na zawsze.
26 maja
2011
Pożegnanie z Olusiem
Oluś był pierwszą uratowaną przez nas kozą, jeszcze
nie było Przystani, a już był z nami Oluś.
Zapamiętamy go na zawsze jako rozrabiakę i wielkiego
łobuza, który wnosił często w smutną szarą
rzeczywistość Przystani tak wiele radości, dlatego
tak bardzo teraz będzie nam go brakować. Kochał
ludzi z którymi uwielbiał spędzać czas, nie
interesowały go raczej inne kozy. W naszym
przystaniowym kalendarzu jego zdjęcie ozdabia
właśnie miesiąc maj i to właśnie ten miesiąc Oluś
wybrał sobie na pożegnanie z nami. Wiemy jak bardzo
będzie go brakować, będziemy tęsknić za Tobą Olusiu…
17 maja
2011
16 maja
2011
Borutka- nasza gwiazda telewizyjna ma się dobrze!
W pewnym czasie stała się najbardziej znaną krową w
Polsce. Po spektakularnej ucieczce z podsuwalskiej
rzeźni oraz naszej i Państwa walce z urzędnikami i
prawnymi kruczkami udało się ją uratować i zamieszkała w
Przystani. Przez kilka kolejnych dni stała się medialną
gwiazdą. Dziennikarze radiowi i telewizyjni ustawiali
się w kolejce pod bramą Przystani, aby zrobić wywiad z
„bohaterską krową”. W końcu kiedy wszystko się
uspokoiło, zaczęła się przyzwyczajać do nas i do tego co
daje jej Przystań. Nie lubiła być dotykana, trudno było
ją czyścić, o głaskaniu nie było mowy. Bała się ludzi i
wielkim strachem, a później straszeniem, reagowała na
osoby ubrane na biało. Idąc do niej, musieliśmy się albo
przebierać, aby zakryć jasne części ubrania. Z czasem
nam zaufała. Zrozumiała, że Przystań to dobre miejsce i
nic jej tu nie grozi, więc stała się spokojniejsza.
Teraz już można ją głaskać, dotykać, czyścić, wita się z
nami kiedy wchodzimy do obory.
W ostatnich dniach nasze inne krowy postanowiły
pobuszować po okolicy. Złamały dwa przęsła betonowego
ogrodzenia swojego pastwiska i poszły na okoliczne pola.
Wydawało się, że Borutka będzie szła jako pierwsza – w
końcu jest najbardziej doświadczona w ucieczkach i
zwiedzaniu, nawet ruchliwych, pełnych samochodów ulic i
miasta się nie bała. A tu zaskoczenie-
została na pastwisku. Stała sama na pastwisku i
obserwowała koleżanki z rozkoszą brykające po polu z
naszą marchewką. Uciekła z rzeźni bo czuła śmierć,
ale chyba już znalazła swoje miejsce i nie ma zamiaru go
opuszczać. Inne nasze krowy zapewne też się czują tu
dobrze, choć zwyciężyła chęć znalezienia dłuższej
trawy!!! Za miesiąc Borutka będzie obchodziła swoje
kolejne urodziny - to może tylko takie nasze myślenie,
ale bardzo nas to cieszy, że jest tu szczęśliwa!
10 maja
2011
Chory Grzybek potrzebuje pomocy
Miał 3 miesiące gdy został znaleziony i zabrany z ulicy
Drukarskiej we Wrocławiu dosłownie w ostatniej chwili.
Pomimo, że dookoła są bloki i codziennie przechodzą
ludzie, kociakiem nikt się nie zainteresował. Siedział
skulony pod samochodami, był skrajnie wycieńczony,
przeraźliwie chudy i chory na katar koci. Zaropiałe oczy
i wyciek z nosa, nadżerki na języku spowodowały, że
stracił apetyt i z pewnością nie jadł od kilku dni.
Razem ze swoją siostrą trafił do lecznicy na
natychmiastową kroplówkę i leczenie. Niestety, koteczce
nie udało się pomóc - była już wyniszczona chorobą i
organizm nie potrafił właściwie zareagować na leczenie.
Ale Grzybek dostał szansę na nowe życie; trafił do
naszej wolontariuszki - początkowo w izolacji od
pozostałych kotów przebywających w mieszkaniu. Pokonał
katar koci, był dokarmiany ręcznie do czasu odzyskania
apetytu, faszerowany lekami, które postawiły go na nogi.
W międzyczasie przyplątał się ropień, który musiał
zostać zoperowany, potem zapalenie uszu, a na końcu
grzybica, której leczenie było czasochłonne i
kosztowne. Smarowanie maściami przeciwgrzybicznymi
zmienionych miejsc na skórze nie przyniosło pożądanego
efektu, a leczenie tabletkami mogłoby źle wpłynąć na
pracę nerek i wątroby. Rozwiązaniem wspomagającym
leczenie, była seria szczepień.
Ze schorowanego kociaka wyrósł
towarzyski i bardzo pro-ludzki Kocurek- rozrabia, biega
za myszkami i wszędzie go pełno. Od pewnego czasu jest
mieszkańcem Przystani. To wyjątkowy kot- przekręcając
główkę jak piesek potrafi słuchać jak się do niego mówi,
jakby opowiadał, co się wydarzyło w ciągu dnia, co
widział i gdzie był... Jest duszą towarzystwa,
rozwesela wszystkich, przy nim nawet najbardziej smutny
dzień nabiera blasku. Patrząc na wyczyny Grzybka ma się
wrażenie, że to kot akrobata. Z łatwością wspina się na
drzewa, dachy, biega na wysokości jak tancerz na linie.
Uwielbia przebywać poza domem, nic nie ujdzie jego
uwadze.
Jednak nadal jest wyjątkowo chudy i zauważyliśmy
powiększone węzły chłonne. Konieczna jest dalsza
diagnostyka, aby odnaleźć przyczynę tych objawów. Tyle
już przeszedł, i mogą to być powikłania po kocim
katarze ale musimy być pewni więc konieczne są badania
krwi i testy na białaczkę i inne choroby, a w razie
czego dalsze leczenie. Dlatego prosimy o pomoc dla tego
schorowanego kocurka. Za wszelkie wpłaty na konto
zbiórkowe z dopiskiem –„Dla Grzybka” serdecznie
dziękujemy.
4 maja
2011
Salli już
uratowana
Więcej wkrótce...
28 kwietnia
2011
DALSZE LOSY DASZKI I PROSBA O POMOC
Czy
pamiętacie Państwo Daszkę, bezdomną suczkę koczująca na
terenie ogródków działkowych we Wrocławiu? Jesienią
ubiegłego roku organizowaliśmy zbiórkę funduszy na zakup
budy dla Niej i dzięki Państwa hojności Daszka szybko
zamieszkała w przepięknej budzie. Pokochała swoje nowe
lokum, to był Jej azyl i zaciszny zakątek podczas
tegorocznej śnieżnej i mroźnej zimy. Odwiedzana przez
naszą wolontariuszkę Asię nie chodziła głodna w zimowe
dni, do szczęścia brakowało jej swojego człowieka.
Pod
koniec stycznia (mróz był tęgi, nad ranem było minus
dwadzieścia stopni), jak zwykle Asia z siostrą pojechały
z ciepłym śniadaniem do Daszki. Po krótkiej rozmowie z
bezdomnym mieszkającym obok, okazało się, że Daszka
miała wypadek samochodowy. Rozdygotana Daszka
natychmiast została zabrana do schroniska, gdzie
szczegółowe RTG wykazało zwichnięcie stawu skokowego;
pęknięta była torebka stawowa oraz naderwane ścięgna. Po
operacji drutowania nogi suczka przebywała ponad 2
miesiące w ambulatorium na leczeniu.
Daszka
jest spokojną, starszą suczką, wyjątkową pieszczochą,
spragnioną kontaktów z ludźmi, na widok opiekunów cieszy
się jak szczeniak, dzielnie znosi wszystkie zabiegi
weterynaryjne. Bezkonfliktowa w stosunku do innych psów.
Od razu podbiła serca pracowników i wolontariuszy
schroniskowych. Niestety Daszka nie będzie już w pełni
sprawna- będzie kuśtykała, ale przy cierpliwości i
rehabilitacji łapka może wrócić do pewnej
sprawności. Ponieważ w takim stanie na działki nie może
już wrócić, zdecydowaliśmy się pomóc Daszce oraz znaleźć
jej odpowiedzialny, kochający dom na spędzenie ostatnich
lat swojego życia, bo po latach tułaczki zasługuje na
swojego człowieka.. zdajemy sobie sprawę, że będzie to
trudne, dlatego suczka tymczasowo zamieszka w hoteliku
dla psów razem z naszym Murzynkiem, ponieważ Lenka
znalazła cudowny dom i po raz kolejny kierujemy do
Państwa prośbę o wsparcie finansowe dla Daszki. Za
wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „dla
Daszki” z serca dziękujemy.
20 kwietnia
2011
Idą Święta,
ale czy dla wszystkich
???
SALLY PROSI O POMOC
Kochani, w ostatnim czasie borykamy się z trudnymi
sytuacjami losowymi oraz zdrowotnymi, jednak stykając
się z dramatami zwierząt nie potrafimy zostać
obojętni- to niestety odbija się na zdrowiu. W obliczu
kolejnej tragedii nie potrafimy przejść obojętnie–
KOLEJNE ZWIERZĘ PROSI O POMOC. Zbliżają
się Święta, czyli czas radości i oczekiwania, czas
robienia dobrych uczynków wobec innych ludzi oraz braci
mniejszych. W tym przedświątecznym nastroju pochylamy
się nad losem SALLY, kilkuletniej klaczy, dla której
właściwie los już jest przesądzony. SALLY trafiła już do
skupu koni o przeznaczeniu rzeźnym. Natknęła się tam na
nią Dorota z zaprzyjaźnionej z nami fundacji,
ratując stamtąd innego konia, schorowanego ogiera.
Według właściciela prowadzącego skup, przeznaczeniem dla
SALLY jest wielkanocny stół...
Ciężki koń typowej rasy mięsnej
zawsze znajdzie nabywcę, ale SALLY to klacz o cudownym
charakterze, oaza łagodności i spokoju. Mieliśmy 2 konie
tej rasy: JASPERA i CARMEN, które odeszły już na wieczne
pastwiska. SALLY tak bardzo nam je przypomina, że
zapragnęliśmy jej pomóc. Klacz została przywieziona z
czeskiego lasu, gdzie bardzo ciężko pracowała. Gruda na
nodze, lejąca się ropa spod koronki lewej nogi,
zniszczone strzałki w kopycie oraz kulawizna wykluczają
ja z dalszej pracy. Kiedy nogi odmówiły posłuszeństwa
jedynym rozwiązaniem sytuacji był punkt skupu.
Czy podziękowaniem za ciężką pracę SALLY ma być śmierć?
Czy tak powinny kończyć życie konie wykonujące morderczą
pracę dla człowieka?
W takim miejscu konie nie stoją długo, dlatego też czasu
mamy bardzo niewiele. Ciężko już też negocjować cenę, bo
prawie każdy koń, który tam trafia ma już swoje
przeznaczenie na talerzu. A czas do handlowania w
okresie przedświątecznym jest bardzo odpowiedni dla
osób trudniących się tym zajęciem, więc zdajemy sobie
sprawę również z tego, że możemy przegrać walkę
o Jej życie.
Proszę, pomóżcie nam pomóc SALLY. Jeśli uda się nam Ją
uratować, natychmiast podejmiemy się Jej leczenia.
Za każdą najmniejszą wpłatę na konto zbiórkowe
przekazaną na „Ocalenie SALLY” z całego serca
dziękujemy…
15 kwietnia
2011
PRZEPRASZAMY
Z powodów losowych odwiedziny w Przystani zostały czasowo wstrzymane i będą
możliwe dopiero po Świętach Wielkanocnych. Komitet Pomocy dla Zwierząt liczy na
zrozumienie sytuacji, jednocześnie zapraszamy wszystkich chętnych w późniejszym
terminie. Pragniemy również poinformować, że wystąpią również opóźnienia w
korespondencji mailowej, dlatego prosimy o okazanie cierpliwość.
15 kwietnia
2011
O operacji Prezeska i o Pinki, która Prezeska nie chciała…..
Nasz
Prezesik jest po operacji wątroby- wycięto mu 1/3 ze względu
na dużych rozmiarów guza, zaliczanego do nowotworów
złośliwych. Zostały jeszcze dwa mniejsze guzy- około
centymetrowe- których nie udało się usunąć. Jeśli mają taki
sam charakter, to nie wróży to dobrze. Był operowany we
Wrocławiu przez dr Tomasza Piaseckiego, który ma opinię
najlepszego weterynarza od zwierząt egzotycznych.
W tej chwili Prezesik jest na karmie z Royala– sensitivity-
i przerzucił się całkowicie na paszteciki oraz saszetki-
suchego nie chce. Ma apetyt, jest ruchliwy często chodzi po
domu. Problemem jest to, co występuje przy nowotworach
wątroby, że zbiera mu się woda w brzuszku, więc co kilka dni
dostaje zastrzyki z Furosemidu, a gdy wody zbierze się zbyt
dużo to będzie ściągana przez weterynarza.
Gdy zaczął poważnie chorować znaleźliśmy mu koleżankę
tchórzynkę- taką jakby żonę, żeby mu była pociechą w czasie
choroby i starości. Myśleliśmy, że towarzystwo innej fretki
dobrze na niego wpłynie, że będą razem mieszkać i się
zaprzyjaźnią. Ale Pinki okazała się wielką agresorką- nie
powiodły się nasze próby połączenia ich w przyjacielską
parę. Prezesik był nią bardzo zainteresowany, ale Pinki
niestety rzucała się na niego, gryzła go dotkliwie, choć
specjalnie odizolowaliśmy ich od innych zwierząt, aby się
nie przestraszyła. Pinki niestety wszystkich gryzie- choć
nas już przestała- a najbardziej inne zwierzęta- rzuca się i
na koty i psy- z nikim nie chce się zaprzyjaźnić. Jest
wesoła lubi się bawić, ale najczęściej podczas tej zabawy
gryzie. No więc Pinki- „wredna żona”- Prezesa nie chciała, a
z niego jest kochane stworzenie- kocha wszystkich i ludzi i
inne zwierzęta. Nie wiemy jak długo będzie mógł żyć, ale
staramy się żeby było to dobre życie, żeby mu niczego nie
brakowało.
W kwietniu musimy z nim pojechać na konsultację do doktora
Piaseckiego, i ponowne USG, aby sprawdzić co dzieje się z
tymi pozostałymi guzami.
Bardzo prosimy o wsparcie leczenia naszego ukochanego
Prezeska, aby mógł jeszcze długo z radością witać wycieczki-
szczególnie uwielbia grupy dzieci. Za wszelkie wpłaty na
konto zbiórkowe z dopiskiem „dla Prezeska” z serca
dziękujemy.
13 kwietnia
2011
POŻEGNANIE Z GNIADYM
Twój Pan bardzo cię kochał i zadbał o ciebie, abyś po jego
śmierci nie trafił na rzeź, tak trafiłeś do nas, dzisiaj
wyruszyłeś na spotkanie z nim, służyłeś mu wiernie tyle lat
i teraz już na zawsze będziecie razem ..., będziemy za tobą
tęsknić.
2 kwietnia
2011
Droga na śmierć…
Postanowiliśmy zrobić coś w tej sprawie, aby taka sytuacja
się nie powtarzała
- zobacz
reportaż TVN Uwaga
27 marca
2011
Gwiazdka
Tak jak Zuzia- została uratowana ze Wstępów 2011 w
Skaryszewie. Jest kucem, ale na targu nie znalazła
kupca, który chciałby ją do jazd dla dziecka, do
hipoterapii lub do dalszej hodowli. Miała trafić do
transportera koni na mięso, bo właściciel przywiózł ją z
myślą, że z targu wróci z pieniędzmi, a nie z koniem.
Było mu wszystko jedno gdzie pojedzie. Razem z nami na
targu byli tego dnia przedstawiciele innych fundacji.
Była również Ewa z Fundacji Centaurus, która– gdy ją
zobaczyła- postanowiła darować jej życie. Ponieważ w
naszej przyczepie było jeszcze jedno wolne miejsce- obok
Zuzi- poprosiła nas o przewiezienie kucki do Przystani
na przechowanie, a Ewa zabrała wykupione przez jej
fundację inne konie.
Gwiazdka ma około 20 lat, w paszporcie ma świadectwo
krycia, a więc może być źrebna. Jest bardzo podobna do
naszej Laluni, okaz łagodności i spokoju. Przez ten
tydzień, który upłynął od przyjazdu do Przystani
zadomowiła się na dobre, z radością bryka na pastwisku,
lubi być głaskana i czyszczona. Stoi w zaaranżowanym
przez nas prowizorycznym boksie i broni tego swojego
kawałka ziemi przed innymi końmi, jakby to od zawsze był
jej dom.
Jeśli już tak polubiła to miejsce to może jednak
zostanie z nami. Zostanie przekazana na dożywocie do
Przystani przez Fundację Centaurus. Jest tylko jeden
problem- musielibyśmy postawić dla niej nowy boks, aby
miała ten własny kawałek Przystani. Jeśli nam Państwo
pomożecie to Gwiazdka, która została uratowana przed
wyruszeniem do rzeźni, będzie miała u nas spokojną
starość. Zawsze mocno wierzymy- i jak do tej pory to
nasze myślenie okazywało się błogosławieństwem dla
Przystani- że wtedy kiedy mamy wiele kłopotów i jest
bardzo ciężko, a jednak ratujemy kolejne zwierzęce
życie- to jakby Anioły towarzyszą nam nasi dawni
mieszkańcy zza Tęczowego Mostu i wychodzimy na prostą.
Może też ktoś z Państwa chciałby otoczyć Gwiazdkę
wirtualną adopcją, za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe
z dopiskiem „dla Gwiazdki” z całego serca w jej imieniu
dziękujemy.
26 marca
2011
Zuzia ze Skaryszewa
Takie imię otrzymała klacz, którą dzięki Państwa pomocy
uratowaliśmy ze „Wstępów 2011” w Skaryszewie.
Przechodząc między końmi i tłumami ludzi zaważyliśmy
konia, który kuleje. Na pytanie- dlaczego koń kuleje?-
właściciel odpowiedział- nie wiem, ostatnimi czasy coś
okulał. Jeśli rzeźnia jej nie kupi to dla lisów
sprzedam.
Postanowiliśmy jej zaoszczędzić długiej drogi do rzeźni
bo widać było, że nie będzie w stanie ustać i podołać
trudom podróży, że może się przewrócić i zostać
zadeptana przez inne konie. Z dalszej opowieści
właściciela dowiedzieliśmy się, że ma około 17 lat, całe
życie rodziła źrebaki i pracowała przy wozie, woziła
opał. W paszporcie odkryliśmy świadectwo krycia z
września 2010 r, więc jest możliwe, że jest źrebna.
Mieliśmy duży problem z załadowaniem jej na przyczepy,
bardzo się bała. W końcu po podaniu środka
uspokajającego udało się i wyruszyła do Przystani.
Weterynarz, którego wezwaliśmy już na miejsce, aby
zdiagnozować przyczynę kulawizny stwierdził, że
niestety- tak jak w przypadku naszej kochanej Havanki-
jest to stara, nie leczona kontuzja, która doprowadziła
do uszkodzenia kości. W tej chwili trwa walka o jej
życie, podaliśmy lekarstwa, które mają zatrzymać stan
zapalny, jednak musimy się liczyć z tym, że zastosowane
leczenie, z powodu zbyt długiego czasu, który upłynął od
kontuzji- nie powiedzie się i będziemy zmuszeni się
poddać. Jeśli była źrebna to z powodu podanych lekarstw
poroni, źrebaka nie da się uratować. Konsultujemy jej
stan z innymi weterynarzami, staramy się zrobić
wszystko, aby jej pomóc.
Nie jest łatwym koniem, boi się ludzi i jakichkolwiek
zabiegów pielęgnacyjnych i leczniczych. Nie chce być
dotykana, nawet sprzątanie w boksie jest problemem. Mamy
jednak nadzieję, że uspokoi się, zaufa nam i będzie
mogła cieszyć się dobrym życiem w Przystani przez wiele
lat.
Bardzo Państwa prosimy o pomoc w leczeniu Zuzi- jak
zwykle okazało się, że to co mówią właściciele koni w
takich miejscach jak Wstępy- „Święto koni” w
Skaryszewie- często nie jest prawdą. Gdyby udzielono jej
pomocy zaraz po kontuzji pewnie wszystko byłoby już ok.
Ale ten ktoś traktował ją jak przedmiot, który nie czuje
więc nie cierpi. Chcemy wspólnie z Wami- nasi wspaniali
przyjaciele- dać jej szansę, powalczyć o jej dalsze
życie. Pomóżcie nam. Za wszelkie wpłaty na konto
zbiórkowe z dopiskiem –„dla Zuzi”- serdecznie
dziękujemy!
Skaryszew, przez wiele lat słuchałam czytałam oglądałam
zdjęcia, zawsze z bólem serca. Nigdy nie miałam odwagi
pojechać i zobaczyć tego na własne oczy, do tego roku. W
lutym poznałam dziewczyny z Tary. pojechałam też na targ
do Bodzentyna. przeżyłam to dzięki Dominikowi Nawie z
„Przystani Ocalenie”. Dominik i Scarlett Szyłogalis z
fundacji Tara namówili mnie na Skaryszew, myślałam sobie
a co tam - muszę jechać, jestem wystarczająco silna żeby
to przetrwać, poza tym - akcja foto, będzie dużo ludzi,
będziemy patrzeć rolnikom i handlarzom na ręce, nikt nie
będzie bił, będzie dobrze. I teoretycznie wygraliśmy,
nikt nie bił, a nawet, jeśli ktoś chciał - zbiegali się
jego koledzy i krzyczeli nie bij nie bij, bo filmują,
nie bij, bo boli tylko nie bij, bo filmują, a kiedy nie
filmują to można? Retorycznie pytam sama siebie do dziś…
czy to znaczy, że kiedy nie filmują to oni wciąż
okładają te zwierzęta? Wygraliśmy tym samym tylko tyle,
że wszyscy musieli przyznać, że jest lepiej, a przecież
tiry stały tam tak jak rok temu i dziesięć lat temu,
stały by zabrać je w podróż dłuższą niż jakiekolwiek
zwierze może przeżyć, w podróż, która kończy się
rzeźnią, w podróż, dzięki której na włoskich stołach
królują kiełbasy z polskich koni. Widziałam na targu
włochów. obleśne typy z puklami kręconych włosów
pokrytych żelem, który spływał na skórzane kurtki,
chodzili między zwierzętami rozglądali się, dotykali,
sprawdzali ile jest "ścierwa" w koniu, ile mięsa. czy
opłacalne, a i owszem, bo my polacy nie szanujemy
kompletnie zwierząt. Włosi przyjeżdżają do nas dwa
tysiące kilometrów bo im się opłaca wciąż to "ścierwo"
wieźć do siebie i przerabiać na kiełbasę. Opłaca im się,
bo sprzedajemy je za bezcen, kiedy tylko przestaną być
potrzebne, kiedy zachorują, kiedy są zbyt stare by
ciągnąć wóz albo wozić nas w siodle, sprzedajemy za
bezcen, bo koń to dla nas nie jest przyjaciel, choć tak
strasznie się chełpimy husarską tradycją, ułańską
tradycją. Sprzedajemy za bezcen, kiedy są zbyt stare i
już nie potrafią dla nas pracować. Konie żyją nawet 40
lat, ale kto z was widział tak starego konia w jakiejś
stadninie u jakiegoś gospodarza? Nikt pewnie, bo konia
można oddać na kiełbasę, kiedy się wysłuży i kupić sobie
nowego, jak porysowaną płytę Cd, albo jak przepalony
telewizor kineskopowy. Choć tak naprawdę myślę, że
więcej emocji w ludziach budzi oddanie telewizora do
punktu elektrośmieci niż w ludziach ze Skaryszewa
oddanie konia na rzeź, wzruszają ramionami i mówią, że
taka jest kolej rzeczy, że one są właśnie po to. Po to
żeby pracować a potem stać się kotletem. Kotletem, który
nie ma uczuć te konie stają się na długo przed śmiercią,
już na targu nim są, już na targu nie mają oczu, żaden z
nich ich nie widzi, nie widzi w nich strachu i
cierpienia, nie widzi tęsknoty, jest tylko badanie
otłuszczenia. Inną zupełnie sprawą jest to jak w
Skaryszewie obchodzi się "święto" konia. Tam było ponad
20 tysięcy ludzi, dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy
wciąż żyją w XVII wieku. Mam wrażenie, którzy wciąż żyją
tym, do czego dał im prawo pan król - do handlowania
końmi, jednak wtedy koń był zwierzęciem królewskim,
teraz prowadza go pijany agresywny rolnik, który wierzy
w to, że zwierze nie czuje. Wiem, nie powinnam
generalizować, ale kamer i aparatów nie było tam w nocy.
Nie było ich, kiedy rolnicy rzucali w nas kamieniami i
piaskiem, kiedy fotografowaliśmy konie. Nie było ich,
kiedy próbowali zabrać mi aparat. Nie było ich, kiedy
mówili żebyśmy się zajęły czymś pożytecznym. Nie było,
kiedy krzyczeli, że zaraz wezmą bat i nas pogonią. Ja im
nie współczuję, że mało zarabiają, że nie mają z czego
żyć. Nie trafiają do mnie argumenty, że gdyby nie ich
trud to bym nie miała co jeść. Nie jem ich kur, świń,
krów i koni. Wiem, że bez tego da się żyć. Za marchewkę
i jabłka jestem im wdzięczna, ale odwdzięczam się im jak
znaczna większość społeczeństwa całą chorą instytucją
krus, i wiem, że nie trzeba być "pańcią z miasta" żeby
mieć sumienie. Od niejedzenia mięsa jeszcze nikt nie
umarł, a od jedzenia umierają tysiące ludzi dziennie, na
zawały, z otłuszczenia, wreszcie - umierają zwierzęta, w
okropnych męczarniach. Bez skrupułów mordowane dla...
właściwie dlaczego? Wmawiamy sobie, że się inaczej nie
da, że jesteśmy drapieżnikami. Nieprawda, nie jesteśmy.
Jesteśmy żałosnym stworzeniem, które podporządkowało
sobie naturę i teraz czuje się panem wszechświata. W
emocjach wspomnień ze Skaryszewa gubię się w wątkach.
Jestem wegetarianką od 10 lat, nawet nie zauważyłam,
kiedy to minęło. Nie pamiętam smaku mięsa. Nie tęsknię
za nim, nie choruję, nie mam pryszczy, nie jestem
bezpłodna, podobnie jak wielu moich przyjaciół
wegetarian. Jestem świetnym przykładem tego, że można
żyć zdrowo w zgodzie ze swoim sumieniem, i choć wstyd
się do tego przyznać - dzięki temu czuję się lepsza od
moich znajomych mięsożerców. Czuję się bardziej
cywilizowana, czuję, że robię więcej dla bycia
człowiekiem do nich, ale nigdy nie byłam typem "naziwege”,
który rzuca puszkami czerwonej farby w ludzi jedzących
hamburgery. Po Skaryszewie jednak coraz ciężej mi
zrozumieć mięsożerców, dlaczego? Bo patrzyłam w oczy
zwierząt, które dziś już pewnie są kiełbasą kotletem
smalcem i czyimiś butami, i tak sobie myślę, że pewnie
większość z was - mięsożerców - już nigdy by nie wzięła
kotleta do ust gdyby widziała te oczy, a jednak tak nie
jest. Bo ludzie, którzy sprzedawali swoich przyjaciół na
rzeź nie mieli tych refleksji. Ich zdaniem taka jest
naturalna kolej rzeczy. Bo człowiek jest panem
wszechświata, a wszystko, co istnieje jest po to żeby mu
służyć. Nieważne, że ma taką samą rządzę przeżycia jak
my. Ważne jest to, że my umieliśmy je oswoić i umiemy je
zaszlachtować... Cały czas sobie powtarzam, że nie mogę,
że nie powinnam gardzić tymi ludźmi, że nie mogę ich
oskarżać o to, że je sprzedają do rzeźni, bo tak robili
ich dziadowie i pradziadowie, ale przecież czasy się
zmieniają. Wymyśliliśmy komputery, samoloty, telefony
komórkowe i statki kosmiczne. Jesteśmy o milion lat
świetlnych dalej niż nasi pradziadowie. To się nazywa
cywilizacja, ale widać posiadanie komórki i anteny
satelitarnej nie jest jeszcze dowodem na cywilizację
jednostki, to wciąż pozostaje w obrębie naszego
sumienia. Cywilizacja w Skaryszewie to wódka i bat.
Takie to typowo polskie. Smutno mi, kiedy to piszę, bo
bardzo lubię swój kraj, lubię kiszoną kapustę, ogórki
małosolne, świeży chleb z chrupiąca skórką, pierogi,
lubię mazury i góry, ale takie pijanej obleśniej
polskości nigdy nie rozumiałam i już chyba nie mam na to
szans. Skaryszew to spotkanie przy wódce. Konie są dla
większości tylko pretekstem żeby się napić, a kiedy już
towarzystwo się napije - wyłazi z nich cała ta
polaczkowatość. Baty idą w ruch. Idą w ruch też
seksistowskie uwagi kierowane pod adresem kobiet. Bo
baba to powinna w domu w kuchni siedzieć i wytapiać
smalec z martwych zwierząt a nie interesować sie tym czy
się konia bije i jak mocno. Baba nie powinna mieć tez
zdania, a tym bardziej zdania na tak męski temat jak
traktowanie koni, bo koń to męska sprawa i dlatego
dyskusje z tymi ludźmi były kompletnie bezcelowe. Choć
ja - wychowana w rodzinie, w której mogłam zawsze mówić,
co myślałam i nikt mi myślenia nie zabraniał - nie
potrafię się ot tak zamknąć, ale dyskusja na argumenty
tym razem nie wchodziła w grę, bo jak dyskutować z
argumentem, że taka jest kolej rzeczy, że one są po to
by prędzej czy później trafić na rzeź. Nie potrafię się
z tym zgodzić. Świat nie przestanie się kręcić, jeśli te
konie nie pojada do Włoch. Proponowałam napastliwym
rolnikom żebyśmy wprowadzili w Polsce eutanazję skoro
śmierć dla tych koni jest wybawieniem to powinniśmy
takie wybawienie zapewnić także ludziom, starym
schorowanym. albo tym młodym, ale niepełnosprawnym.
Skoro koniom powinniśmy ulżyć to, czemu nie ludziom, z
tym argumentem nie umieli dyskutować. Wtedy w ruch
poszły ręce, groźby, żeby ich nie nagrywać, że zabiorą
kamerę. Jeden nawet próbował. Naprawdę mnie poszarpał.
Widziało to kilkudziesięciu innych, żaden nie
zareagował. Myślę, że byli dumni z kolegi, ale jak widzę
takie zachowanie wiem jedno - skoro nie ma problemu z
poszarpaniem obcej osoby w miejscu publicznym - co musi
robić zwierzętom, jeśli robią coś nie po jego myśli w
stajni, nie przypuszczam żeby miał jakiekolwiek hamulce.
Najgorsze jest to, że ze Skaryszewa wyjechałam w
poczuciu kompletnej niemocy. W poczuciu parszywej
porażki, bo tak naprawdę nie wystarczy pojechać do
Skaryszewa i pilnować tych ludzi by nie bili zwierząt.
Trzeba zmienić mentalność ludzi, tylko jak pytam patrząc
na zdjęcia ze Skaryszewa. Tylko jak, kiedy oni już w tym
samym poczuciu boskości i nieomylności wychowują już
swoje dzieci i wnuków i one tymi batami poganiają konie
na trapy włoskich tirów, ale na pewno się nie poddam.
Opiszę skaryszewski targ we wszystkich językach, dołączę
zdjęcia, może jak zaczną o nas w europie mówić "trzeci
świat", może wtedy się coś zmieni.
Ania Plaszczyk - dziennikarka
7 marca
2011
Ocalić końskiego skazańca
Kochani zbliża się tzw. Święto koni, które z całą pewnością nie jest świętem dla
koni. Tego dnia w swoją ostatnią drogę z targowiska; w drogę na śmierć-
wyruszają setki koni. To właśnie na tym końskim jarmarku udało nam się, dzięki
Państwa pomocy, ocalić Petrę, Kaszmirka, Misia, Dolly, Lumena i Vitę a w ub.
roku Metaxe. Jeździmy tam już od kilku lat i zawsze wracamy z oczami pełnymi łez
oraz z rozdartym sercem. Przechodząc obok ponad tysiąca koni, patrząc im w oczy
wiemy, że jesteśmy w stanie uratować jednego albo dwa i to zawsze boli
najbardziej.
Nie wybieramy koni, kupujemy zawsze tego, który ma najmniejsze szanse, aby
podołać trudom transportu na śmierć. W tym roku również się tam wybieramy,
chociaż to bardzo ciężki dzień w naszej działalności- będziemy tam. Ciężko nam
na to wszystko patrzeć, my traktujemy konie inaczej, jako przyjaciół, a nie jako
towar eksportowy na mięso.
Koniec ubiegły roku był dla nas wyjątkowo trudny, odeszło wielu z naszych
zwierzęcych przyjaciół, wiele nowych zwierząt trafiło też do „Przystani” i
wymagają opieki i leczenia. Stan naszego konta po kryzysie w poprzednich latach
również świeci pustkami dlatego nasza sytuacja finansowa jest ciężka, chcemy
jednak podarować życie chociaż jednemu końskiemu skazańcowi.
Z całego serca prosimy Państwa o pomoc, za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z
przeznaczeniem dla „ocalonego ze Skaryszewa” z całego serca Państwu dziękujemy.
Nie zmienimy świata, nie odwrócimy losu dla tych skazanych biedaków, ale temu
jednemu możemy podarować coś najpiękniejszego życie. Targi już 14-15 marca 2011.
Śnieżynka jest z nami od 10 lat- to jeden z pierwszych
ocalonych przez nas koni. Uratowaliśmy ją z targu końskiego
w Bodzentynie, gdzie trafiła niesamowicie brudna, z
popękanymi kopytami (które trzeba było ratować zakładając
specjalne klamry), opuchniętymi nogami, śmierdząca alkoholem
i bardzo nieufna w stosunku do ludzi. Do Polski przyjechała
aż z Litwy. Z opowieści handlującego wynikało, że ciężko
pracowała dla ludzi- z drwalami w lesie. W 2002 roku zagrała
w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Podczas finału
WOŚP woziła bryczką chętne osoby, niosąc pomoc chorym
dzieciom. Dzisiaj sama prosi o pomoc!!!
Śnieżynka starzeje się- ma w tej chwili około 28 lat- i
jej stan pogorszył się. Od kilku dni ma kłopoty ze
wstawaniem- musimy pomagać jej się podnieść. Spracowane
nogi odmawiają już posłuszeństwa. Tak bardzo się zmieniła od
czasu kiedy do nas trafiła- z przerażonego, nieufnego konia
stała się wielkim przyjacielem ludzi. Lubi życie w stadzie,
najbardziej zaprzyjaźniła się z Figą, ale kocha wszystkie
konie. Nie sprawia żadnych problemów.
W tej chwili bardzo potrzebuje lekarstwa o nazwie equipalazone (fenylobutazon)- dostępnego tylko za granicą-
oraz preparatów na stawy o nazwie equistro flexadin.
Koniecznie potrzebuje również specjalnej podściółki z
trocin. Z całego serca prosimy o wsparcie w jej utrzymaniu-
ona wiele zrobiła dla ludzi, dlatego pomóżmy jej teraz. Za
wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem- „Dla
Śnieżynki” z całego serca dziękujemy.
14 grudnia 2010
ZNÓW STRASZNY DRAMAT Z UDZIAŁEM ZWIERZĄT
W Gazecie Wyborczej z 30.11 2010 czytamy:
…Stado krów i świń należące
do małżeństwa z Radoszyc może umrzeć z głodu i zimna. Ich
właściciel jest w areszcie, żona nie jest zainteresowana
opieką nad nimi. Policja już kilka razy zwracała się do
wójta Barbary Matysiak, aby wydała decyzję o odebraniu im
zwierząt. Bezskutecznie. Wczoraj wieczorem na miejscu
interweniował wojewódzki lekarz weterynarii
„Zrobiliśmy wszystko, co
mogliśmy, aby zwierzętom została zapewniona odpowiednia
opieka. Kilka razy rozmawialiśmy z panią wójt, wysłaliśmy
wniosek o czasowe odebranie właścicielom zwierząt, jednak
pani wójt odmawia wydania takiej decyzji. Sytuacja jest
patowa, a jest mróz i boimy się, że zwierzęta po prostu
padną” - podkreśla Zbigniew Pedrycz, rzecznik
świętokrzyskiej policji.
Chodzi o stado 40 krów i 18
świń należących do małżeństwa z Radoszyc. Właściciel stada
od kilku tygodni przebywa w areszcie, jego żona w żaden
sposób nie jest zainteresowana karmieniem czy opieką nad
zwierzętami. Mieszkańcom sprawa jest doskonale znana, bo
świnie wiele razy wchodziły na ich podwórka, szukając
jedzenia, a krowy zostawiane są same sobie i pasą się na
pobliskich nieużytkach. Ustawa o ochronie zwierząt wyraźnie
mówi, że gdy zwierzęta utrzymywane są w niewłaściwych
warunkach, mogą zostać czasowo odebrane właścicielowi
decyzją wójta i przekazane do schroniska dla zwierząt lub
pod opiekę innej osoby lub instytucji. Ale wójt nie chce
wydać tej decyzji - podkreśla rzecznik policji.
„Mogę choćby teraz wrócić
do urzędu i ją podpisać, jeśli policja wskaże mi, kto będzie
sprawował nad nimi opiekę. Gmina nie może tego zrobić, choć
bardzo żal mi tych zwierząt, bo już raz to zrobiliśmy i
drogo nas to kosztowało - odpowiada wójt Barbara Matysiak”…
No i sytuacja stała się
patowa, kiedy nastały straszne mrozy, dlatego też poproszeni
przez komendanta policji w RADOSZYCACH o pomoc, udaliśmy
się na miejsce, aby zobaczyć jak można rozwiązać ten
problem. Po rozmowach z Panią wójt otrzymaliśmy
zapewnienie, że decyzja o czasowym odbiorze zwierząt
zostanie wydana, aby nie dopuścić do tragedii sprzed 4 lat
dotyczących koni. Kiedy pojechaliśmy na miejsce gdzie
przebywały zwierzęta okazało się, że świnek już nie było-
dzień wcześniej zostały zabrane na ubój. Pozostało stado 33
krów. Obraz jaki się nam ukazał był wstrząsający - na
mrozie, pokryte warstwą śniegu i wtulone w siebie stało
stado bydła, w tym małe cielątka i wysoko - cielne matki.
Zdajemy sobie sprawę z
tego, że gdyby nie pomoc sołtysa, sąsiadów i policji, straży
pożarnej którzy je dokarmiali, te zwierzęta nie miałyby
szans na przetrwanie, po prostu by zamarzły. Po otrzymaniu
decyzji o czasowym odbiorze uczestniczyliśmy w procedurze
odbioru bydła, które na koszt gminy zostało umieszczone u
jednego z gospodarzy. Po wspólnych rozmowach z gminą
postanowiliśmy pomóc, zapewniając pełną opiekę
weterynaryjną. Po przewiezieniu na miejsce, gdzie będą
bezpieczne nasz weterynarz dokonał pierwszej obdukcji.
Okazało się, że część zwierząt ma powrastane w głowę
sznury, które służyły za uwiąz, pod którymi są głębokie
rany. Kilka sztuk ma otarcia na skórze, obicia, rany na
nogach. Pierwsze zabiegi, które będą musiały być wykonane to
usunięcie tych wrośniętych sznurów i wyczyszczenie i
zabezpieczenie wszystkich ran. Prosimy Państwa o pomoc nam
w zapewnieniu tym poszkodowanym zwierzętom weterynaryjnej
opieki, zakupie uwiązów z obrożami, które będzie można im
założyć zamiast tych sznurów oplatających rogi oraz
potrzebnych lekarstw. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla
KRÓW Z RADOSZYC serdecznie dziękujemy.
30 września 2010
O 2 godziny za późno… cd
Przedstawiamy reportaż z naszej interwencji dotyczącej
znęcania się nad stadem bydła o którym pisaliśmy już Państwu
wcześniej.
Urząd Gminy w Pilchowicach w całości uchylił decyzję o
czasowym odebraniu zwierząt, nakazał je zwrócić
właścicielowi, dlatego też, aby je ratować złożyliśmy
odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i w chwili
obecnej czekamy na decyzje. Jednocześnie prokuratura
skierowała już do sądu akt oskarżenia przeciwko opiekunowi
zwierząt za znęcanie się nad zwierzętami.
Bydło do dnia dzisiejszego przebywa pod naszą opieką i ich
stan jest określany jako dobry, dalej niestety mamy problemy
z jednym z najstarszych byków u którego stan nóg i racic
wymaga leczenia i korekcji. Utrzymanie zwierząt w całości
jest finansowane przez nas, dlatego też, z całego serca
prosimy o wsparcie w utrzymaniu tego umęczonego stada. Za
wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem: „dla bydła”
z całego serca dziękujemy.
22 czerwca 2010
O 2 godziny z późno....
W piątek 18.06.2010 na godz. 9 rano razem z
przedstawicielami Urzędu Gminy Pilchowice, przedstawicielami
Inspekcji Weterynaryjnej w Gliwicach, Policją oraz Strażą
Pożarną byliśmy umówieni na terenie jednego z gospodarstw w
celu odbioru stada bydła, które przez właściciela trzymane
było w stanie rażącego niechlujstwa. Wg opinii sąsiadów
zwierzęta od około 4 lat nie wychodziły na podwórko,
mieszkały na ogromnej stercie obornika o wysokości ok. 1,70
m, tak że leżały pod sufitem obory, bez możliwości
poruszania się- szczególnie wstawania- do tego często nawet
po nocach płakały z pragnienia, gdyż nie były dostatecznie
pojone…. nie miały tam łatwego życia, co zresztą możecie
zobaczyć Państwo na poniższych zdjęciach. Ta wizyta była
nasza drugą w tym gospodarstwie w przeciągu kilku dni.
Niestety kiedy dotarliśmy na miejsce, stada już nie było,
zostało zabrane przed nami- prawdopodobnie zostało
sprzedane. Po wykonaniu kilku telefonów dowiedzieliśmy się,
że bydło w ilości 7 sztuk jedzie już do rzeźni aż na
Podhale, że są już w drodze. Rozpoczynamy poszukiwanie
zwierząt i składamy doniesienie na policję, ponieważ decyzją
wójta zwierzęta były już odebrane i miały trafić pod naszą
opiekę. Składając na policji zeznania otrzymujemy
telefonicznie informację do jakiej ubojni bydło zostaje
wysłane…. wyruszamy tam, aby je ratować. Na Podhalu z
pomocą przychodzi nam Powiatowy Lekarz Weterynarii w Nowym
Targu oraz patrol Policji z Czarnego Dunajca . Według
telefonicznych zapewnień lekarza powiatowego, jeśli bydło
tutaj dojedzie to zostanie zatrzymane, my jednak sami
również postanawiamy na transport poczekać, a to co
przeżywamy pod bramą tej ogromnej rzeźni- to tylko możecie
sobie Państwo wyobrazić…. jak czuje się tam człowiek, który
nie postrzega zwierzęcia jako kawałka mięsa tylko jako
przyjaciela. Poszukiwane przez nas zwierzęta nie docierają
do tego miejsca i otrzymujemy informację, że kierowca,
który je wiezie jedzie z nimi z powrotem na Śląsk, dlatego i
my wracamy.
W sobotę od wczesnych godzin porannych jesteśmy pod bazą, w
której umieszczone jest bydło, w końcu razem z policją udaje
się nam około południa wejść i odebrać zwierzęta, które
stanowią materiał dowodowy. Z bazy zwierząt rzeźnych
zabieramy 3 byki- w tym jeden stary, schorowany ledwo
chodzący- oraz 3 krowy i jałówkę. Zwierzęta są brudne,
oklejone od gnoju, na ciele mają liczne odparzenia, otarcia
skóry od leżenia na tej wysokiej stercie gnoju– niektóre bez
możliwości wstawania. 3 sztuki mają problem z chodzeniem. Po
przewiezieniu do bezpiecznej stajni (wynajętym przez nas
transportem) wszystkie kładą się znów i jedzą- są po prostu
umęczone i bardzo głodne. Najstarszy z byków– wygląda na
schorowanego- jest przesympatycznym zwierzęciem, z resztą
wszystkie sztuki są bardzo spokojne.
Dotychczas spotkaliśmy się w tej sprawie z wielką
życzliwością i profesjonalnym podejściem ze strony policji-
przede wszystkim Komendy Miejskiej Policji w Knurowie,
Komendy Miejskiej Policji w Pszczynie, Posterunku Policji w
Woli oraz w Czarnym Dunajcu. Swą pomoc okazali nam również
Powiatowi Lekarze Weterynarii w Gliwicach, Pszczynie oraz
Nowym Targu- za to tym wszystkim osobom z serca
dziękujemy!!!
Sytuacja zwierząt w tej chwili jest bardzo skomplikowana,
gdyż właściciel bazy upiera się, że je kupił i jest nowym
właścicielem- więc prawdopodobni ich życie niedługo
dobiegnie końca w rzeźni. Jednak z całego serca prosimy
Państwa o pomoc i wsparcie nas w dalszej walce o ich
uratowanie. W tej chwili bardzo potrzebne jest nam wsparcie
finansowe na ich utrzymanie- mamy do opłacenia rachunki np.
za transport oraz chcielibyśmy, żeby– jeśli tylko można- w
ostatnich dniach życia dostały to wszystko co dla bydła
najlepsze. Wszelkie wpłaty prosimy kierować na nasze konto
zbiórkowe z dopiskiem „Dla bydła” .
Prosimy również o bardzo częste zaglądanie na naszą stronę
internetową– jeśli coś się w sprawie bydła wyjaśni będziemy
Państwa na bieżąco informować lub prosić o szybki odzew i
pomoc, bo tylko dzięki poparciu społecznemu udało się
uratować naszą Borutę. To setki ludzi dzwoniących i
piszących maile w jej sprawie sprawiło, że ostatecznie
podarowano jej życie i może mieszkać w Przystani. Może wśród
Państwa- nasi przyjaciele i sympatycy- są prawnicy lub osoby
znające się na prawie- potrzebna jest nam każda wskazówka i
sugestia dotycząca rozwiązania pozytywnego tej sprawy-
prosimy dzwonić pod nr- 0501-241-784.
18 marca 2010
"Niech płomyki świec, które palimy by pamięć o nich nie umarła, rozjaśnią drogę
tym, co ziemską wędrówkę skończyli przed nami..." SKARYSZEW 2010
W tym roku te słowa choć dotyczą ludzi, tak bardzo pasują do sytuacji koni,
którą obserwowaliśmy na targach w Skaryszewie.... było ich bardzo dużo,
większość młode, dumne źrebaki, większe i mniejsze, wystraszone, a wręcz
przerażone wyruszały na śmierć, z powycinanymi znakami, po sprzedaży ustawiano
je.... na cmentarzu między grobami, bo brakowało gdzie indziej miejsca.... i tak
oto ludzki cmentarz był miejscem oczekiwania w drodze do rzeźni dla tych, które
ludziom miały być przyjacielem i pomocą.,.. niektóre zrezygnowane, z opuszczoną
głową, szły spokojnie jakby gotowe na wszystko, inne walczyły przed załadunkiem,
chciały uciec…. jednemu udało się wyrwać, biegał, radosny i wolny…. ale dokąd
miał pójść?- szybko został złapany.... ostatnie obwąchiwania, dotyk chrapkami,
pożegnania tych, które przyjechały razem…. sznurami powiązane nogi, krótkim
sznurem przywiązanie do burty samochodu, wycinanie numerów, załadunek, obcość,
strach i oczy zapatrzone w ludzi przechodzących obok samochodu, szukające
ratunku.... najstraszniejszy do przeżycia widok to matki, które przyjechały na
święto koni wraz ze źrebakami, próbującymi jeszcze pić mleko, a potem
rozdzielano je, gdyż młode źrebaki sprzedano do innego transportu…. rżenie,
nawoływanie, a wręcz przerażający płacz- to rozrywa serce, zostaje w uszach, nie
daje spokojnie spać.... obok ludzki śmiech, krzyki, dźwięk orkiestry nawet
tańce, zapach wódki, ludzka radość, dla koni rozpacz…. taki Skaryszew my
pamiętamy, takie "Święto koni" zapada w naszą pamięć i serce.... i ten
specyficzny obraz- cmentarz, groby, płomyki świec i konie w poczekalni na
śmierć.... W tym roku pojechaliśmy razem z przedstawicielami dwóch
zaprzyjaźnionych organizacji: Przyjaciele dla Zwierząt oraz Tier Ve-Ge z
Austrii, którzy chcieli zobaczyć jak wygląda osławione Święto Koni. Nam udało
się wykupić klacz, jedną ze starszych na tegorocznym targu, która otrzymała imię
Metaxa.... jedno uratowane końskie życie...
ej historię zna wielu, gdyż
w ubiegłym roku słyszała o niej cała Polska. Wielu z nas
wstawiło się za nią, kiedy to po brawurowej ucieczce z rzeźni
wróciła tam i
czekała na ubój! Poruszyła serca nie tylko Polaków, gdyż
telefony o łaskę dla niej odbierano również spoza granic naszego
kraju… Dzisiaj obchodzi swoje 3 urodziny!!! Borutka ma swój
profil na portalu NASZA KLASA, gdzie od rana dostaje życzenia
urodzinowe! My również Borutko życzymy ci samych szczęśliwych
chwil - obyś na zawsze zapomniała, o tym co przeszłaś i pamiętała
tylko te szczęśliwe chwile!!! Dzisiaj- z okazji jej urodzin-
pragniemy Państwu przypomnieć jej wzruszającą historię, którą
kilka miesięcy temu przypominała telewizja TVN w programie
Uwaga...
Wspólna INTERWENCJA Komitetu Pomocy dla Zwierząt, Biura
Lobbingu Prozwierzęcego, Fundacji Viva na targu z bydłem
w Bodzentynie 4 kwietnia 2009r. Jeśli nie zgadzacie się
Państwo z takim bestialskim traktowaniem przywożonych na
targ w Bodzentynie zwierząt, prosimy piszcie protesty i
wysyłajcie na nasz adres mailowy. Złożymy je na ręce
Burmistrza Bodzentyna domagając się humanitarnego
traktowania zwierząt na tym targu. Dramat zwierząt
na TARGU W
BODZENTYNIE TRWA OD WIELU LAT. Tylko działając razem,
wspólnie możemy przeciwstawić się temu okrucieństwu.
Sobota 04.04.2009 razem z Fundacją VIVA oraz Biurem
Lobbingu Prozwierzęcego kontrolujemy targowisko z bydłem
w BODZENTYNIE. Kolejny raz stwierdzamy, że dramat
zwierząt trwa, nic się niestety nie zmieniło i
zwierzęta nadal są traktowane brutalnie. Chodząc po
targu zauważamy wiele sytuacji dramatycznych z udziałem
zwierząt. Wiele wyniszczonych, wyrodzonych do granic
możliwości krów leży, inne ledwo stoją na nogach, ale to
nie przeszkadza ich właścicielom. Zwierzęta są brutalnie
wciągane na samochody, kopane, rażone elektrycznymi
poganiaczami, szczególnym barbarzyństwem jest rażenie
ich po wymionach……, a takie przypadki widzieliśmy tam
nagminnie. Innym barbarzyństwem jest przywożenie na
targ krów z ogromnymi wymionami pełnymi mleka, te krowy
są ociężałe, mają problem z poruszaniem się,
krzyczą..... Maleńkie cielęta zaledwie kilkunastodniowe
są ciągane za uszy i ogony, brutalnie okładane
kopniakami. Na targowisku jest obecny oczywiście jeden
weterynarz, dobrze nam znany, który początkowo odmawia
współpracy z nami. Dostrzegamy jeszcze wiele innych
nieprawidłowości np. po przeciwnej stronie targu
powstaje kolejne ale dzikie targowisko, na którym odbywa
się również sprzedaż bydła, dlatego wzywamy Policję i
domagamy się sporządzenia notatki. Zgodnie z § 1 i § 2
Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia
4 stycznia 2008 w sprawie szczegółowych wymagań
weterynaryjnych dla prowadzenia działalności w zakresie
organizowania targów, wystaw, pokazów i konkursów
zwierząt, aby mógł się odbywać tam handel to miejsce
musi być ogrodzone i utwardzone, musi tam być lekarz
weterynarii. Na targu jest wiele sztuk bydła, które nie
mają w ogóle kolczyków, a jest to wymóg zgodnie z art.
19 pkt. 1 Ustawy z dnia 2 kwietnia 2004 o systemie
identyfikacji i rejestracji zwierząt, który wyraźnie
określa: „Posiadacz bydła jest obowiązany do jego
oznakowania i zgłoszenia tego kierownikowi biura przed
dniem opuszczenia przez zwierzę gospodarskie siedziby
stada…” Niestety musimy przyznać, że Policja nie
chciała podjąć współpracy, mimo naszych próśb nie
chciała podjąć interwencji, w końcu po ponad godzinie
oczekiwania patrol przyjechał na targ. Ponadto
wiele krów ma rany na nogach, poranione głowy- do takich
przypadków wzywamy weterynarza, aby udzielił im
niezbędnej pomocy. Przed targowiskiem swoje działania
kontrolne prowadzi Inspekcja Transportu Drogowego, która
również stwierdziła wiele nieprawidłowości przy
przewozie zwierząt. Niektóre samochody nie spełniają
żadnych norm. W wielu samochodach jest nadmierne
przepełnienie, a największym barbarzyństwem jest
wciąganie krów niepełnosprawnych ruchowo pomiędzy sztuki
zdrowe, takie transporty też wyjeżdżały z targu-jedną z
takich sytuacji można zobaczyć na załączonych poniżej
zdjęciach. W tym samochodzie między zdrowymi upchnięto 3
krowy leżące, które nie miały możliwości same stać.
Jedna z krów non stop leżała na targu, nie umiała iść o
własnych siłach. Aby uniknąć jej brutalnego załadunku
wzywamy na targ Powiatowego Lekarza Weterynarii z Kielc.
Prosimy o eutanazję tej sztuki-zwierzę było umęczone do
granic możliwości, każdy dodatkowy kilometr to
cierpienie. Niestety Powiatowy Lekarz Weterynarii nie
wyraża zgody na eutanazję i krowa ta zostaje wciągnięta
na samochód i załadowana na rzeź, co było niezgodne z
prawem, a całą sytuację widać na załączonych poniżej
zdjęciach. Rozporządzenie Rady (WE) nr 1/2005 rozdz. I z
dnia 22 grudnia 2004 w sprawie ochrony zwierząt podczas
transportu i związanych z tym działań zmieniające
dyrektywy 64/432/EWG, 93/119/WE oraz rozporządzenie (WE)
nr1255/97, jasno mówi w pkt.2:„ Zwierzęta zranione
lub wykazujące słabość fizjologiczną lub patologie, nie
są uważane za zdolne do transportu, w szczególności,
jeśli: a- nie są zdolne do samodzielnego poruszania się
bez bólu lub poruszania się bez pomocy.” Do dnia
dzisiejszego słyszymy przeraźliwy krzyk-płacz krów,
zwłaszcza tych leżących, nie mogących ustać, wciąganych
na siłę, ranionych o kamienie lub wystające drewniane
czy metalowe części trapu....Wiemy, że nie
zmienimy świata, ale domagamy się traktowania tych
zwierząt zgodnie z prawem obowiązującym i zapisanym w
ustawach i rozporządzeniach, które niestety nie jest
przestrzegane. Kto ma go przestrzegać, jeśli nie robią
tego nawet służby państwowe do tego powołane? Dla nas
-zgodnie z zapisami ustawy obowiązującej w tym kraju
- są to istoty odczuwające cierpienie i z tego wynika
obowiązek otoczenia ich poszanowaniem, pomocą i opieką.
Chcielibyśmy domagać się traktowania ich na kilka godzin
przed śmiercią z szacunkiem, ale czy to w ogóle w tym
strasznym miejscu jest możliwe? Kolejny raz wystąpimy
do Burmistrza BODZENTYNA-tym razem wspólnie z obecnymi w
tym dniu na targu organizacjami- z pismem dotyczącym
znęcania się nad zwierzętami i zażądamy wyjaśnienia tej
sytuacji.
W ostatnim czasie los nas nie rozpieszczał- pożar, brak
ogrzewania w najchłodniejsze dni lutego, brak możliwości
szybkiego naprawienia zepsutego komina, konieczność
ogrzewania Przystani grzejnikami elektrycznymi, ciągły
strach o stan instalacji elektrycznej, poszukiwanie firmy,
która może naprawić komin, pieniędzy.... do tego jeszcze
choroby naszych podopiecznych.... Z tym wszystkim zmagaliśmy
się w ostatnim czasie. Wiedzieliśmy również, że zbliżają się
końskie targi w Skaryszewie. Nie wiedzieliśmy w końcu czy
jechać czy nie, bo tyle problemów na głowie, a tam zobaczymy
znowu śmierć i cierpienie.... Jednak postanowiliśmy nagrodę
Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przeznaczyć na ocalenie
końskiego życia podczas tych targów- jeździmy do Skaryszewa
już od kilku lat i zawsze staramy się ocalić chociaż jedno
końskie życie.
Byliśmy na targu już w niedzielę od późnych godzin
nocnych, widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce.
Kochani!!! tego nie da się wogóle opisać, gdy się tego nie
widzi na własne oczy- to rozdzielanie ich i pakowanie do
różnych samochodów… do dzisiaj mamy w uszach ten koński
przerażający płacz. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to
będzie- jak spośród około półtora-tysiąca koni, z których
większość wyjeżdżała stamtąd na rzeź, ocalić tego jednego.
Tak naprawdę do końca nie wierzyliśmy, że wystarczy nam
środków finansowych na dwa. Przechodząc między samochodami
na placu nazywanym przez nas rzeźnym- gdyż prawie wszystkie
konie trafiły stąd do samochodów wiozących je do rzeźni,
zauważyliśmy standartowy obrazek- kilka koni, krótko
uwiązanych za głowy do samochodu, tak że nie mogą nawet się
schylić do ziemi po źdźbło słomy czy siana. Wśród nich jeden
szczególnie zapada w serce- jakbyśmy zobaczyli znowu naszego
biednego, ukochanego Lakusia (był jednym z pierwszych
mieszkańców Przystani). Zatrzymujemy się, koń jest słaby,
chwieje się na nogach i do tego jest strasznie przerażony.
Widzimy, że całym swoim ciałem zasłania innego konia. Jak
się okazuje potem jest to klacz, wygląda na 25 lat- teraz
wiemy, że ma około 13!!! Każdy przechodzący zwraca na nią
uwagę mówiąc…. tak, to kiedyś był koń. Pytamy o cenę,
negocjujemy jeszcze i oba biedaki są nasze. Obok nich stała
jeszcze źrebna klacz, na którą już niestety zabrakło nam
pieniędzy. Mamy ją cały czas przed oczami i zapamiętamy na
zawsze! Jak się później okazało nasze koniki były
sprzedawane z rąk do rąk kilka razy podczas tego targu. Aż
wreszcie natrafiliśmy na osobę, która je przywiozła. Okazało
się, że wałaszek pracował w polu i w zaprzęgu, a klacz jest
ze szkółki w szkole rolniczej, a następnie przeszła przez
ręce kilku handlarzy.… "Pani, ona podtuczyć się nie dała,
jedno co, to źrebaka można jeszcze wyciągnąć, ale sucha jak
wiór"…. Klacz wygląda okropnie, jest przeraźliwie chuda,
trzęsie się, tylne nogi ma strasznie opuchnięte i jeden
wielki kołtun z sierści. Do tego zauważamy jeszcze, że po
nodze spływa jej mleko- więc musiała mieć źrebaka ze sobą….
ale co się z nim stało tego, nie zdołaliśmy się dowiedzieć.
Wałaszek cały czas zakrywa ją swoim ciałem, broni jej, a
kiedy próbowaliśmy przeprowadzić je do innego samochodu,
rozdzielając na chwilę, wałaszek urywa sznur i ucieka w
miejsce, gdzie ona stoi. Prosto z targu oba koniki zostały
zawiezione do kliniki przy SGGW w Warszawie. Wałaszek i tam
bardzo broni klaczy- cały czas trzyma głowę zwróconą w jej
stronę. Jego stan jest w miarę dobry- jest przerażony,
zagłodzony i ogólnie zaniedbany. Musi dojść do siebie po
piekle jakie przeszedł. Stan klaczy jest dość poważny,
jednak coś więcej będziemy mogli powiedzieć po
dokładniejszym badaniu. Zdajemy sobie sprawę z jednego- on
tak bardzo pokochał tę klacz, najprawdopodobniej przyjechał
razem z nią na targ, a potem jeszcze przez tych kilkanaście
godzin spędzonych blisko siebie w tym strasznym miejscu, że
nie możemy ich teraz rozdzielić.... (historia wielkiej
przyjaźni jak kiedyś Luckiego do Batuty).
Kochani przyjaciele!!! Prosimy Was o pomoc finansową dla
nich- na leczenie i na transport. Z góry dziękujemy z serca
tym, którzy pomogą nam w utrzymaniu i opiece nad nimi,
którzy tak jak my uważają, że są tego warte. Otrzymały
szansę dalszego życia- wiemy, że rozumiecie nas i udzielicie
im pomocy!!! Wpłaty z dopiskiem "OCALONE ZE SKARYSZEWA"
prosimy kierować na numer konta konta konta
zbiórkowego.
7 marca 2009
Ostatni galop ..........Skaryszew 2009
Oto
relacja- będącej w tym roku razem z nami na targach w
Skaryszewie pierwszy raz- wolontariuszki zaprzyjaźnionej z
nami organizacji:
"Miałam nieszczęście być na targu od 21.00 w niedziele do
15.00 w poniedziałek. Wiec z czystym sumieniem powiem, że
niektórzy piszą bzdury o Święcie koni w Skaryszewie. To
miejsce jest skandaliczne, niebezpieczne dla ludzi i
zwierząt. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak to wygląda niech
przyjdzie jako "handlarz" w nocy- wtedy jest najgorzej.
Wieczny chaos, alkohol, baty, rżenie, dzieci, samochody
przejeżdżające 2 cm od koni z jednej strony i 2 cm od innych
aut, ludzie pod nogami koni, konie bite, niektóre stały tam
przez 20 godzin-
przerażone, zdezorientowane, zmęczone. Te konie jadą po tym
całym ich "święcie" w wielokilometrowe trasy, najczęściej do
rzeźni- w tym włoskich.
W trzech tirach leżały konie zanim jeszcze wyjechały z
targu, w autach brak przegród, konie nie przywiązane,
poustawiane na wszystkie strony- więc się pytam gdzie byli
Ci weterynarze? Czemu nie odbierali telefonów? Fundacje
kupiły te konie, których nikt oprócz handlarzy by nie kupił,
nie miały żadnej szansy przejechać 40km w tirach, a co
dopiero dalsza podróż. Te konie by się poprzewracały i tym
samym spowodowały mękę reszty nieszczęśników z samochodu.
Jacy biedni rolnicy? 90% to bogaci handlarze.
Zdjęcia nie pokazują nawet połowy tego co się tam
dzieje, nie zawsze można wyciągnąć aparat i nie zawsze jest
się w stanie psychicznie to zrobić. Rżenie koni, sytuacje
gdzie wskakują na wysokie żuki (przecież część takimi
przyjechała i takimi odjechały-myślał kiedyś ktoś jak tam
wchodzą?) Wzroku tych, które już w tirze u Włocha nie mają
siły stać, przewracają się, ale jeszcze wstają- nie da się
zapomnieć.
Tyle z relacji osoby, która była pierwszy raz na "niby
Święcie Konia". Koń to od wieków przyjaciel człowieka, ale
jak bardzo zatraciło się to w naszym kraju! Czy można
świętem konia nazwać takie traktowanie koni- stanie po 20
godzin bez jedzenia i bez picia, w stresie i hałasie,
uwiązanym przy samochodzie transportującym na śmierć- konie
przywiązane do przyczep i aut zlizują z nich szron, aby choć
trochę ugasić pragnienie, szamoczą się, aby dosięgnąć źdźbło
siana, które wypadło z przyczepy przy wyładunku, bez
skutku jednak- bo sznur przy szyi jest tak krótki, że
ogranicza ruch.... ?
Czy można nazwać świętem rozdzielanie małych źrebaków od ich
matek- a widzieliśmy takie, które jeszcze ssały, a chwilę
później oderwane od matki szły w stronę jednego samochodu,
matki do innego?
Już od kilku lat jesteśmy tam i w żadnym wypadku nie
można tego nazwać ich świętem, a wręcz ogromnym dramatem
koni odjeżdżających stamtąd na rzeź- z około 1500 koni które
tam były, większość z nich pojechało na śmierć!!! To jest
raczej święto rzeźni!!!.... a może alkoholu, który jest
wszędzie, w każdym wozie czy szoferce, przy każdej pseudo-
przyczepie czy chwiejnym
stoliczku z jedzeniem.... W samochodach czekają całe rodziny
na pieniądze za sprzedane do rzeźni konie, aby natychmiast
obkupić się na stoiskach, którymi obstawione jest całe
miasto, przy każdym włączona muzyka…. Tam rżenie
przerażonych koni, a przy straganach zabawa na całego!!! To
już mięso, nie żywe zwierzęta, głodne i spragnione wody!!!
Stukot ich kopyt stawał się coraz bardziej głośny, nerwowy-
one czuły na co czekają, dlaczego tam stoją! Kolejny raz
musieliśmy spojrzeć im w oczy!!! Widzieliśmy wiele scen
rozdzierających serce, ale jedna szczególnie doprowadziła
nas do łez.... kiedy do samochodu wiozącego konie do rzeźni
prowadzono matkę ze źrebakiem, nagle ten mały źrebak- mógł
mieć około 7-8 miesięcy- wyrwał się, uciekł i zaczął tak
pięknie galopować z podniesionym do góry ogonem, piękny,
szczęśliwy i wolny.... niestety, kiedy matkę uwiązano do
transportera na śmierć wrócił i pogodzony z losem stanął
obok.... poszedł z nią na śmierć…. A my nigdy nie zapomnimy
tego galopu- ostatniego w jego życiu....
Po całej dobie spędzonej na zimnie wróciliśmy chorzy
i z rozdartym sercem, jednak wiemy, że trzeba podjąć kroki,
żeby ten stan rzeczy zmienić.... wrócimy tam za rok, a w tym
roku udało się nam uratować 2 konie.....
Zapaliliśmy Światełko Nadziei bo z nadzieją trwamy, że
kiedyś się spotkamy z nimi... bez bólu, bez cierpienia, bez
łez...
28 stycznia 2009
STOP dla długiego transportu
zwierząt
Komitet Pomocy
dla Zwierząt przyłącza się do zorganizowanej akcji zbiórki
podpisów. Prosimy, przyłączcie się i Wy. Wystarczy wejść na
stronę http://www.8hours.eu i dodać swój podpis.
„Dziś zbyt
często, zbyt wiele zwierząt jest przewożonych na europejskich
autostradach w warunkach nie do zaakceptowania. Najważniejszą
kwestią jest długość transportu. Obecne prawodawstwo UE zezwala
nawet na kilkudniowy transport zwierząt. To musi się zmienić.
Żywe zwierzęta, przeznaczone do uboju, nie powinny być
przewożone więcej niż osiem godzin. Dlatego też udziel wsparcia
inicjatywie "8 godzin". Naszym celem jest zebranie 1,000,000
podpisów. Tego głosu europejscy politycy nie będą mogli
zignorować.
27 października 2008
.......Nie ma na świecie nic
cenniejszego, od przyjaciela prawdziwego.... To już 10 lat
Kochani to do Was wszystkich kierujemy te słowa- sponsorów,
wolontariuszy i sympatyków.... a więc naszych przyjaciół.
Jesteście z nami już od 10 lat. Tylko dzięki Wam udało nam się
uratować tak wielu zwierzęcych przyjaciół- samych koni 110, 5
krów, 4 osiołki, 8 kóz, 7 baranów, 4 świnie, tchórzofretkę,
króliki, kury, papużki, gołębie i inne ptaki, zające, sarny,
kilkadziesiąt kotów i psów. Wiele z tych mniejszych zwierząt
znalazło nowe domy lub odzyskało wolność, części z nich mogliśmy
tylko pomóc godnie odejść, a niektóre zostały u nas jako
rezydenci. To dla nich stworzyliśmy razem z Wami „Przystań
Ocalenie”- ich dom, przystań spokojnej starości i drugiego
życia.
Dzięki Wam interweniujemy w przypadkach znęcania się nad
zwierzętami, reprezentujemy w sądach jako oskarżyciele posiłkowi
bestialsko zabite lub skatowane zwierzęta- mamy obecnie kilka
rozpoczętych spraw, a w kilku zapadły już wyroki. Pomagaliśmy
zwierzętom będącym pod opieką innych fundacji, znajdujących się
w trudniejszej niż my sytuacji: Nasza Szkapa, Stacyjka Maltusia,
Centaurus, Mrunio, zwierzętom z likwidowanego schroniska w
Ligocie, będącym pod opieką Straży dla Zwierząt oddział we
Wrocławiu, ze schroniska w Orzechowcach, itd. Obecnie nadal
pomagamy Fundacji Nasza Szkapa oraz w utrzymaniu ponad 60 psów w
Przytulisku w Harbutowicach, które znalazły się w tragicznej
sytuacji z powodu ciężkiej choroby pełnej poświęcenia i miłości
do nich Pani Bożenki. Pomogliśmy koniom ze stada będącego
własnością Stivena D i Ewy K., które zostały w 2006 r. odebrane
decyzją Burmistrza gminy Końskie, z powodu doprowadzenia ich do
skrajnego wyniszczenia a dużej części nawet do śmierci.
Otoczyliśmy opieką finansową niepełnosprawną kotkę Fruzię, którą
uratowali i adoptowali do swojego domu wspaniali ludzie z forum
Dogomania. Pomagaliśmy i pomagamy karmicielom wolno- żyjących
kotów i osobom, pod których opieką przebywa po kilkanaście lub
więcej zwierząt, (karma, żwirek, lekarstwa, pomoc weterynaryjna,
kilkadziesiąt zabiegów sterylizacji i kastracji). Razem z Wami
niesiemy pomoc gdzie tylko możemy- kontrolujemy targi zwierząt,
interweniujemy u Burmistrzów i Wojewodów, prowadzimy
korespondencję z Inspektoratami Weterynarii oraz innymi
instytucjami, czynnie uczestniczymy przy projekcie nowej ustawy
o ochronie zwierząt..... wszytko po to, aby poprawić los
zwierząt w naszym kraju. Czytając informacje na naszej stronie
internetowej wiecie, kochani przyjaciele, że te działania
przysporzyły nam zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników-
i przed nimi musimy chronić nasze zwierzęta.
Dzisiaj pragniemy skupić się na tym co dobre, dlatego
szczególnie pragniemy podziękować wszystkim za tych 10 wspólnych
lat. Były to lata ciężkie i trudne..... taką drogę życia
wybraliśmy, więc nie narzekamy, ale często po powrocie z rzeźni,
z targu, lub z sądu przychodziły chwile zwątpienia w sens
dalszych działań. Dzisiaj mamy okazję podziękować sobie
wzajemnie- członkom Komitetu- to zaledwie kilkanaście osób, a
często do konkretnego działania tylko kilka, które niosą cały
ciężar działania, ale też i kłopotów, bólu i poniżenia ze strony
wrogów. Jednak zawsze jeden drugiego wspiera i pomaga przetrwać
te ciężkie chwile. Mamy rodziny, jesteśmy żonami, matkami,
bardzo ciężko czasem pogodzić sprawy i kłopoty domowe, z
problemami wynikającymi z naszej działalności. Bardzo trudno
zostawić za drzwiami ból po odejściu, któregoś z naszych
podopiecznych, nieudanej walce o życie, widoku maltretowanego,
wyniszczonego ludzkim okrucieństwem zwierzaka, przegranej
sprawie w sądzie, spotkaniu z okrutnym człowiekiem, bezdusznym
urzędnikiem.... Jednak mamy siebie i zawsze możemy na siebie
liczyć.
Dzwonicie Państwo do nas pytacie jak pomóc, i często te Wasze
piękne słowa są dla nas ogromnym wsparciem, pomagają znowu
zebrać siły i walczyć o prawa do godnego życia i godnej śmierci
dla tych, które same obronić się nie mogą. Dziękujemy Wam
wszystkim- ludziom o wielkich sercach, naszym sponsorom- i tym,
którzy są z nami przez te wszystkie lata, i tym "nowszym".
Szczególnie dziękujemy ludziom starszym- emerytom, rencistom
oraz dzieciom- wiele spośród nich to osoby, które same nie mają
zbyt wiele, ale są szczęśliwe, mając świadomość, że gdzieś tam
na drugim końcu Polski jest zwierzak, który żyje dzięki nim i
dlatego nam pomagają. Ile wzruszających historii moglibyśmy tu
opisać- np. historie dzieci, które podarowały swoje kieszonkowe,
pana, który wpłacał co miesiąc 3 złote, aż pewnego dnia wysłany
do niego list wrócił z dopiskiem "adresat nie żyje".... lub
pani, która postanowiła, aby na jej pogrzebie zamiast kwiatów
stanęła skarbonka.... I tak odeszło już kilkoro z naszych
sponsorów- przyjaciół, dzięki którym poprawił się los wielu
zwierząt. Niektóre osoby przez wiele dni lub tygodni nie
wychodziły ze swoich domów z powodu zdrowia, a gdy zrobiły
wysiłek, aby wyjść, to po to, aby dotrzeć do budki telefonicznej
i zadzwonić z pytaniem, czy udało się uratować konika, dla
którego szukaliśmy pomocy lub jak się czują nasze zwierzaki....
Często ta rozmowa kończyła się szybko-$ przerywały ją łzy
szczęścia, że się udało.... Oni wspierali nas prawie od początku
istnienia- to dzięki nim ratowaliśmy, leczyliśmy, operowaliśmy,
przywracaliśmy do życia zwierzęta, które już zostały skazane na
śmierć, budowaliśmy boksy, napełnialiśmy żłoby owsem.... razem
dawaliśmy nadzieję. Bez nich wszystko jest inne, ale będziemy
kontynuowali naszą działalność, będziemy dbali o to, aby to, co
mamy dzięki nim, procentowało i nadal promieniowało nadzieją. Ci
wspaniali ludzie zawsze będą w naszej pamięci, pozostaną w
naszych sercach. Pamiętacie o nas w dniu, ślubu, i Komunii
świętej, urodzin, a nawet pogrzebu-wszystkim Wam za ten wielki
dar serca, za pomaganie naszym zwierzakom- dziękujemy. Wiele
osób składa się na to comiesięczne zabezpieczenie wszystkich
potrzeb- wszystkim sponsorom stałym i osobom, które kiedykolwiek
wpłaciły choć złotówkę na utrzymanie przytuliska lub wpłaciły
1%swojego podatku z całego serca kierujemy wyrazy wdzięczności.
Dziękujemy naszym sympatykom i wszystkim wolontariuszom, jacy
kiedykolwiek przewinęli się przez Przystań- szczególnie
dziękujemy ekipie z Orzesza, Murowa i Zabrza. Dziękujemy
lekarzom weterynarii, bez których nie dalibyśmy rady pomóc
naszym podopiecznym (a są to często wyjątkowo trudne przypadki)
-Paniom: Aldonie Kucharskiej, Bożenie Latocha, Gabrieli Rusak,
Katarzynie Kocięckiej, Małgorzacie Bartosz i Lucynie Ćmok z
Lecznicy "Zwierzaki" w Pszczynie; Panom: Mieczysławowi Hławiczce
(za długoletnią, stałą opiekę nad naszą Przystanią), Andrzejowi
Golachowskiemu (wraz z żoną Basią oraz całym zespołem XLwet w
Tyńcu Małym), Jarosławowi Tomana, Pawłowi Golonce(wraz z żoną P.
Małgosią oraz całym zespołem Szpitala dla koni Equiwet w
Gliwicach), a także Julii i Michałowi Mazur z Lecznicy "Fauna" w
Tychach, zespołowi Kliniki Weterynaryjnej Niedzielscy z
Wrocławia oraz Kliniki dla Koni we Wrocławiu, Zespołowi Kliniki
Koni przy SGGW w Warszawie, oraz zespołowi Kliniki dla Koni w
Brnie.
Pragniemy podziękować przedstawicielom mediów, a szczególnie
Ewie Banaszkiewicz i nieistniejącemu już programowi Animals
(TVP2), który wielokrotnie pokazywał mieszkańców Przystani,
dzięki czemu- zwłaszcza ludzie starsi, nasi przyjaciele i
sponsorzy- mogli na własne oczy zobaczyć swoich podopiecznych;
TVN24, Telewizji Polsat, oraz regionalnym oddziałom TVP,
dziękujemy wielu różnym stacjom radiowym oraz redakcjom gazet.
Szczególnie wyjątkowe podziękowania kierujemy pod adresem
naszych przyjaciół Ani Ostrzyckiej i Marka Rymuszko oraz całej
redakcji "Nieznanego Świata" za kilkuletni już patronat
medialny, wszelką życzliwą pomoc, zrozumienie dla naszych
działań oraz naszego bólu, i za to, że tak po ludzku możemy się
czasem Wam wypłakać na ramieniu.... Serdecznie dziękujemy
wszystkim wiernym czytelnikom, którzy są z nami już od lat,
śledzą losy Przystani w na łamach "Nieznanego Świata" i żywo
reagują na wszystko co się u nas dzieje spiesząc z różnoraką
pomocą ...
Jako Organizacja Pożytku Publicznego zajmujemy się działalnością
edukacyjną- przyjmujemy wycieczki szkolne w Przystani lub
odwiedzamy młodzież i dzieci w szkołach i przedszkolach.
Kierujemy więc serdeczne podziękowania dla wszystkich
wspaniałych przedszkolaków, dzieci szkół podstawowych, młodzieży
gimnazjalnej i licealnej oraz nauczycieli (nie sposób tu
wymienić wszystkich- jest ich wiele) za pomoc w utrzymaniu
Przystani (szczególnie Mariolce Gałce za działania edukacyjne na
terenie kilkudziesięciu szkól w woj. świętokrzyskim ).
Dziękujemy również naszym kochanym przyjaciołom z Zespołu Wilki,
szczególnie Monice i Robertowi Gawlińskim, za wszelką pomoc dla
Viktora i innych naszych zwierząt, i za to, że dzięki ich
otwartości wiele osób usłyszało o naszych działaniach oraz
Zespołowi Myslovitz za wspieranie nas na koncertach i
przekazanie honorarium na Przystań.
Pragniemy podziękować również adwokatom i radcom prawnym, którzy
często od strony prawnej pomagają nam w działaniach
interwencyjnych w obronie zwierząt- największe podziękowania dla
Pani Kasi K. (nigdy nie odmawia nam pomocy, jest zawsze z nami w
tych trudnych chwilach, kiedy zmagamy się z okrucieństwem wobec
zwierząt) to wspaniała i bardzo skromna osoba. Tym
podziękowaniom tak naprawdę nie ma końca, gdyż przez te 10 lat
spotkaliśmy tak wielu wspaniałych, kochających zwierzęta i
będących naszymi przyjaciółmi na drodze walki o poprawę ich losu
ludzi. Nie sposób wymienić wszystkich Państwa imiennie- dlatego
wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomagali nam w naszych
działaniach serdecznie dziękujemy. Bardzo się cieszymy, że ten
nasz Łańcuch Dobrych Serc ciągle się powiększa. Często
przychodzą chwile zwątpienia..... ale wiemy, że mamy Was, tych
na których zawsze możemy liczyć, którzy są właściwie z nami
każdego dnia. Za tę prawie 10 letnią przyjaźń dziękujemy Kasi
Kresek- Urbaniak, Kasi i Willemu Szlósarczyk, Państwu Małgosi i
Jerzemu Bodzioch..... „Przyjaźń jest największym darem jaki
mądrość może ofiarować, aby uczynić szczęśliwym całe życie"....
Za tę przyjaźń dziękuje
Zarząd u Komitet Pomocy dla Zwierząt
oraz wszyscy nasi podopieczni mieszkańcy Przystani Ocalenie
Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy
podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I
choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania
1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i
wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię
pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam
kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani
jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie,
mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak
wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie
ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku.
Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i
szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki
tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych
krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy
znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki
pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano,
słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i
wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w
miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki
Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane
maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także
zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy
wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków,
które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy,
owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie
przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do
przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość
wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż
częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć
płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w
czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i
niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się
dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby
konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu
poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany
przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają
nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz
serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych
pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu
kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i
pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz
uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą
o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość
naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami
zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia.
Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia
mieszkańców Przystani Ocalenie!!!
15 lutego 2008
Święto koni- ale nie dla koni.........
"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"
EWA SZELBURG ZAREMBINA
Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie,
na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to
jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca
patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i
szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych
nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który
przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i
sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo-
kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie
wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie
smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze
i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części,
która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane
znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu.....
Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia
następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich
stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia.
Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed
załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie
Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one
najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na
tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na
targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia
wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja
i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat
przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich
nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się
emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych
w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie
potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje
nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci
pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo
te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję,
że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu
ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i
czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens
działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż
mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego,
nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność
zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to
jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite
niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele
ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości
Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na
targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie
mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie
choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz,
która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim-
dziękujemy.....
Przystań Ocalenie w
kolejnym programie "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu
wyemitowane w TVP3 Kraków
13 grudnia 2007
Zobacz materiał, który ukazał się w programie
regionalnym TVP 3 Kraków
Słyszeliśmy płacz koni............
Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na
zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości
wciąż przypominają o tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i
przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych,
opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół.......
Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze
wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość, a także
nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam - ludzie walczą o
życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie
przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na
Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na
teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od
wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron
przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami
dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło
w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany
jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak
worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w
takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy
widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy
zaoszczędzić naszemu Kasztankowi. Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki,
konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym
nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak
starsze, wypracowane konie pociągowe, strasznie brudne, sponiewierane, z
pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia
dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są
wyprowadzane z samochodów- wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z
samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni
przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to
przerażający płacz-zostanie w naszych uszach, pamięci i sercu na zawsze-płacz
tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do
rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy
kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo, dla nas to
widok przerażający, trudny do zniesienia ....... Nie możemy nic zrobić,
stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za tyle
lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy
może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko
marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na
Policję i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę
tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć
możliwość tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani
szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie
więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić.
Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani
nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy,
podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie
lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś
takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to
trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi,
którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i
stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych
podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść,
zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i
jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika na miejsce i
dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy
się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej
złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........ a tym, którzy z
takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy
zwierząt na zamówienie składane jak w sklepie. Ratujemy te, które w danej
sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom
transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo mamy poparcie naszych
wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą,
wychudzony i niedołężny konik znalazł kilku sponsorów, tak że jeszcze
wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak
wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią, żywo interesują się tym co
się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o
życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o
wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl tam - miejsce heroizmu ludzi
w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze,
miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali
ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem,
troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu, w którym,
człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć
zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem
do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,
mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal
będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze
jedna wiadomość -o starym około 22 letnim koniku Maćku, który jeszcze
pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie i mamy nadzieję, że razem
uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali
targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas,
że najpierw ratuje się ludzi, ale byliśmy na miejscu zdarzenia
zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej
pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy na
informacje........ Kolejny raz stając tam z poczuciem niemocy i bezradności w
obliczu tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki
mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie
bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8
letniej działalności... Długo będziemy go pamiętać..........
Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i
domowników:
"Każde zwierzę ma prawo
do poszanowania.
Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"
Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.
12 grudnia 2010
Czesia prosi o pomoc
Jej życie nie było łatwe. Ile krzywdy ze strony człowieka doświadczył ten pies,
jesteśmy w stanie sobie tylko wyobrazić, uczestnicząc w interwencjach w sprawie
psów. Wiemy, że była niemym świadkiem strasznego okrucieństwa człowieka wobec
bezbronnego zwierzęcia, którego doświadczają psy tej rasy. Trafiła do nas
przerażona, wycieńczona, głodna, z dużymi ranami na głowie......Samo wspomnienie
sprawia, że trudno o tym nawet pisać, chociaż minęło już kilka lat. Wielu z
Państwa odwiedzających Przystań mogło czasem zauważyć, zaledwie jej nos
wystawiony z budy…Nigdy raczej nie pokazuje się cała, gdy są obcy, tylko
niektórzy z nas zostali wybrani i okazała nam bezgraniczne zaufanie. „Ile
krzywdy musiał wyrządzić jej człowiek, że tak panicznie boi się ludzi”, o to
pyta nas wielu z Państwa. Nam zaufała dopiero po dwóch latach przebywania razem
i okazała się cudownym i wspaniałym psem o ogromnym, wiernym sercu. Myśleliśmy,
że już od tego czasu zawsze będzie dobrze....a jednak los znowu postanowił
inaczej. Od ponad tygodnia Czesia nie chodzi na tylne łapki, a jedynie ciągnie
je za sobą. Teraz, gdy tak bardzo potrzebuje nas ludzi, ufa nam bezgranicznie.
Kiedy codziennie jeździmy z nią do weterynarza na zastrzyki, wynosimy na rękach
na podwórko, wnosimy do samochodu, karmimy, przytulamy, patrzy na nas z ogromną
ufnością, choć kiedyś nie pozwalała nawet spojrzeć na siebie, a o dotyku w ogóle
nie było mowy. Niestety rokowania nie są dobre, gdyż leczenie na razie nie
przynosi spodziewanej poprawy. Może będzie konieczne zakupienie wózeczka oraz
nauczenie jej poruszania się na nim, jeśli sprawność w łapkach nie wróci.
Ośmielamy się Państwa prosić o pomoc dla tego bardzo doświadczonego przez ludzką
głupotę i okrucieństwo psa, na leczenie oraz zakup wózeczka, gdy zastosowane
leczenie jednak nie zadziała. Nadal mamy nadzieję, że drogie lekarstwa pozwolą
jej wrócić do sprawności, ale czas płynie i rokowania nie są pomyślne. Prosimy o
to, abyście kochani przyjaciele wspomogli nas w walce o jej sprawność. Może ktoś
zechciałby zostać wirtualnym opiekunem Czesi? Za wszelkie wpłaty z dopiskiem dla
Czesi z całego serca dziękujemy.
1
6październik 2010
REKSIU PROSI O POMOC……szuka domu, zbiera na hotelik
„Jest taki pies na imię ma Reks.
Kiedyś miał dom i człowieka swego,
teraz nie ma już nic z tego.
Wyrzucony i niechciany,
drut na karku przywiązany.
Znaleziony gdzieś na dworze,
Czekał czy mu ktoś pomoże
Choć tak skrzywdziła go istota z którą był jakiś czas
Reks ciągle ufny jest i wierzy w nas.
Nie ma agresji w sobie,
Przyjaźń ofiaruje Tobie.
Takiej przyjaźni nikt Ci nie da,
Ale da taka właśnie psia bieda.
On będzie kochał bezgranicznie
Całkowicie nie połowicznie!
Na smyczy chodzić potrafi ładnie,
Gdy go zobaczysz w serce zapadnie.
Nie ma gdzie mieszkać i jest smutne psisko
Bo jak nie będzie na hotelik to pewnie grozi mu
schronisko”.
Taki piękny wiersz o Reksiu napisała jedna z wolontariuszek
z dogomanii- bardzo dziękujemy. W lipcu znaleziono go w
okolicach Przystani z kawałkiem drutu zwisającym z szyi, był
wycieńczony, wychudzony, wygłodniały. Sądzimy, że został
porzucony i przywiązany w lesie, ale odgryzł drut i uwolnił
się. Poszukiwaliśmy jego właściciela przez ogłoszenia
niestety nie przyniosło to rezultatu. Z powodu braku miejsca
w Przystani musiał zostać umieszczony w hoteliku. Jest
ufny wobec ludzi, lubi dzieci, przyjaźnie reaguje na inne
zwierzęta. Trochę szarpie na smyczy , ale podczas spacerów
jest przyuczany do łagodnego zachowania. Został wykastrowany
i zaszczepiony. Intensywnie poszukujemy dla niego
prawdziwego domu- może komuś z Państwa zapadnie w serce i
ktoś okaże mu miłość, podaruje dom taki już na zawsze. On
bardzo lubi towarzystwo człowieka i odwzajemni się swoim
wielkim psim sercem .W obecnej chwili z całego serca prosimy
o wsparcie finansowe w utrzymaniu REKSIA- liczy się każdy
grosz, każda złotówka. Miesięczny koszt utrzymania to 400
zł. Za wpłaty z dopiskiem „dla Reksia” serdecznie
dziękujemy.
16
październik 2010
LENKA I MURZYNEK PROSZĄ O POMOC
Psy, o których pisaliśmy niedawno są obecnie już bezpieczne. Dodatkowo, ku
zaskoczeniu wszystkich przyjechał z nami również maluszek, Lenka urodziła
jednego szczeniaczka. Cała rodzinka fizycznie czuje się dobrze. Lenka jest
przekochaną sunią, o wspaniałym charakterze, jest mądra, bezgranicznie oddana
człowiekowi. To ona uratowała życie swojego poprzedniego właściciela- gdy
zachorował poszła do najbliższej wsi i tak długo stała przed jednym z
gospodarstw, aż ludzie poszli za nią w pola i znaleźli nieprzytomnego pana.
Murzynek jest w stosunku do obcych jeszcze nieufny i zdystansowany, ale z każdym
dniem bardziej otwiera się na człowieka. Wszystkie 3 pieski przebywają w
hoteliku na naszym utrzymaniu. Zostały przyjęte i otoczone niesamowitą miłością
i wspaniałą opieką, za co serdecznie dziękujemy Paniom Lilce i Beacie. Oprócz
psiaków do Przystani przywieźliśmy z tego samego miejsca 30 kur, 10 kaczek,10
gęsi oraz kozę Zosię- więc to w sumie kolejnych 54 nowych naszych podopiecznych.
Może ktoś z Państwa zechciałby wspomóc nas w utrzymaniu tego ptasiego stada- u
nas mają one dożywocie, nie będą zjedzone na obiad!!! Dziękujemy Państwu Milenie
i Kryspinowi oraz ich rodzicom i babci za wspaniałą opiekę, jaką otoczyli te
zwierzęta, gdy ich właściciel poszedł do szpitala. Karmili je, pilnowali oraz
pomagali nam w ich załadunku w drogę do Przystani. Za wszelkie wpłaty z
dopiskiem „na zwierzaki ze Szczytna” z całego serca dziękujemy.
21 grudnia 2009
Kto posiada wiernego przyjaciela ten skarb posiada...
Waszej przyjaźni doświadczamy przez kolejne lata, i ze swej strony zawsze
staraliśmy się zasłużyć na tę przyjaźń Kochani, np. poprzez w miarę aktualne
wiadomości na stronie oraz wysyłanie życzeń i kalendarzy w okresie świąt. Co
roku mimo rożnych przeciwności nam się udawało, jednak w tym roku nie...
przepraszamy.... Co roku sądzimy, że ten kończący sie był dla nas trudny, nawet
bardzo trudny, ale mamy też wielką nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy. Co
roku też wydaje się nam, że już gorzej być nie może, a jednak... tym razem pod
koniec roku dopadły nas choroby- najpierw całkowicie rozłożył się Dominik. Lata
ciężkiej pracy, poświęcenia, zapomnienia o sobie zakończyły się pobytem w
szpitalu, a teraz długą rehabilitacją... Po kilku dniach do szpitala na operację
trafiła Dorota.... To zawsze ona wraz z Grażyną przygotowywały kartki świąteczne
oraz materiały do drukowania kalendarza. W tej chwili do tego zadania została
tylko Grażynka, która ma dwoje maleńkich dzieci....To również Dorota dniami i
nocami pakowała i adresowała koperty- w tej chwili nie ma kto tego robić...
Dlatego przepraszamy Was kochani przyjaciele, ale kalendarze, które
przygotowujemy co roku, aby były dla Was wszystkich- wspierających nasze
działania i kochających Przystań- pamiątką i dowodem naszej przyjaźni, zostaną
wysłane w późniejszym terminie. Mamy nadzieję, że mimo tego, że nie otrzymacie
przed tymi świętami- pełnymi miłości i ciepła- naszych kartek z życzeniami, to
jednak będziecie przekonani o tym, że w naszych domach przy wigilijnym stole
jedno miejsce jest zawsze zajęte przez Was - bo dzięki Wam nadzieja i miłość
goszczą w Przystani.
Czy tak musi być......
Skaryszew 2006 rok
Panie zechciej ukoić nasz ból, patrząc na
to wszystko bardzo cierpimy, Panie zechciej ukoić ich lęk, wiedzą gdzie
jadą................ Rozpoczynają drogę na śmierć.
Dla jednych to wspaniała impreza ludowa, dla innych to tradycja czyli Wstępy
2006, a dla nas to wielka tragedia tych pięknych i wspaniałych zwierząt, które
wyruszają stamtąd w swoją ostatnią drogę na śmierć. Byliśmy tam, przeżyliśmy to
bardzo, znowu spośród kilkuset koni udało nam się ocalić tylko dwa...... lub aż
dwa. Pozostał żal, brak łez, ogromna bezsilność i proszenie Czterokopytnego Boga
koni....., aby umieranie nie bolało. To jeszcze dla nas bardzo bolesny temat,
aby coś więcej Państwu napisać, ale myślę, że zdjęcia zamieszczone poniżej
odzwierciedlą to co pewnie czułby każdy z Państwa. To walka tych zwierząt i ich
obrona przed załadunkiem w ostatnią drogę na śmierć. Jak trudno pogodzić się z
tym, że spośród końskich skazańców patrzących błagalnym wzrokiem udało się
uratować tylko dwa...
Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie
prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu
AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też
znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z
ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.
Uwaga! Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.
Bardzo pilne!!! Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!
Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec
zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na
prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych
zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy
na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w
celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec
zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska
organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie
w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie
internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej)
wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale
nikt nie wyciąga z żadnych konsekwencji wobec osób
dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym
gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....